sobota, 14 października 2017

"Gwiazdy, które spłonęły" - Melissa Falcon Field [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Muszę przyznać, że okładka tej książki zaintrygowała mnie na tyle, aby ją przeczytać. Sam opis również był dość tajemniczy, ale nie mówił mi zbyt wiele. Po przeczytaniu całości, grafika z początkowej strony nabrała znaczenia symbolicznego i byłam kompletnie tym zachwycona. Dość dawno nic tak bardzo mnie nie oczarowało i sama do końca nie rozumiem tej magii. Jednak pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a moje było już na wstępie bardzo pozytywne.


Clarie jest żoną oraz szczęśliwą matką małego chłopca. Jej życie może wydawać się idealne, ale powoli zaczyna wkradać się do niego rutyna. Pragnie zaznać więcej spontaniczności, szaleństwa i wręcz łaknie uwagi swojego męża, którego pochłania praca. Niespodziewanie, na Facebooku, dostaje wiadomość byłego ukochanego i to ona jest zapalnikiem, który rozpala ogień oraz powoduje szereg zmian. 

Początkowo myślałam, że będzie to taki typowy romans, łatwy w zrozumieniu, bez zbędnej filozofii, ale bardzo się myliłam. Głównymi bohaterami nie byli naiwni nastolatkowie, a dorośli ludzie, którzy mieli za sobą etap pierwszego zauroczenia i tworzyli już razem rodzinę.

Fabuła od początku mnie zaciekawiła i zostałam całkowicie pochłonięta przez słowa. Autorka naprawdę świetnie opisała wszystkie sytuacje czy bohaterów, więc bez problemu mogłam utożsamić się z tą historią. Akcja posuwała się do przodu i przez długi czas nie miałam pojęcia, że w pewnym momencie nabierze TAKIEGO tempa.

Sama fabuła z pewnością nie jest banalna, bo pierwszy raz spotkałam się z taką historią i nie jest ona w żadnym stopniu podobna do innych, które już kiedyś czytałam. Kupiłam w całości ten pomysł i naprawdę cieszę się, że autorka wymyśliła coś kompletnie nowego i potrafi tym zaskoczyć czytelników na całym świecie.

Problem miałam tylko na samym początku, bo autorka zdominowała teraźniejszość, opisem wydarzeń z przeszłości. Później trudno było mi wrócić do wydarzeń bardziej aktualnych, ale na szczęście taki stan trwał tylko chwilę. Jednak mimo wszystko, bywały momenty, gdy trochę się nudziłam i tylko ze zniecierpliwieniem czekałam na rozwój akcji, który oczywiście nastąpił.
W całości znajduje się naprawdę dużo zagadnień związanych z geografią czy fizyką. Są one naprawdę dokładnie opisane i w taki sposób, że nawet ktoś kompletnie zielony w tych dziedzinach będzie w stanie wszystko zrozumieć i nawet zapamiętać. 


Dla mnie największą zaletą oczywiście była narracja w pierwszej osobie. Po prostu uwielbiam utożsamiać się z bohaterami i mam wrażenie, że dzięki temu lepiej ich rozumiem. Jestem osobą, która lubi czerpać z książek nie tylko słowa i fabułę, ale także emocje i głębsze przesłania, która są zawarte między wersami. W powieściach, gdzie uczucia odgrywają główną rolę, tego rodzaju narracja po prostu zbliża mnie do wydarzeń, a ja chcę w nich uczestniczyć.

Bohaterowie byli świetnie wykreowani i z pewnością ich polubiłam (nawet tych, którzy nie byli do końca pozytywni). Clarie od początku wydawała mi się bardzo rozsądną kobietą, z doświadczeniem życiowym, problemami takimi jak każda mężatka i młoda matka, ale później zaczęłam mieć wrażenie, że jednak nie do końca wie, czego oczekuje od życia. Jednak takie chwilowe zwątpienie w siebie i własne wybory, pokazał mi, że wszyscy ludzie mogą zbłądzić i w pewnym momencie wybrać złą ścieżkę.

Milesa – męża Clarie – początkowo uważałam za egoistę i myślałam sobie, że nigdy nie chciałabym mieć takiego faceta. Jednak moja niechęć dość szybko minęła i teraz śmiało mogę powiedzieć, że to właśnie on jest moim ulubionym bohaterem, nawet z jego licznymi wadami i błędnymi decyzjami, które podejmował.

Finał również mnie zaskoczył. Dlaczego? Bo także nie był podobne do innych i z pewnością dawał do myślenia. Z pewnością jest bardzo naturalny i życiowy, a to naprawdę przypadło mi do gustu. Autorka nie próbuje na siłę zadowolić nas happy endem, tylko zakończyła powieść całkiem normalnie i dość dwuznacznie, więc czytelnik ma pewne pole do manewru i może wymyślić sobie swoje alternatywne… zakończenie zakończenia.

Już na samym końcu mamy okazję przeczytać krótki wywiad z autorką, z którego możemy dowiedzieć się naprawdę wiele ciekawych rzeczy, głównie związanych z tą książką. Bardzo ciekawe rozwiązanie, bo zauważyłam, że w tej powieści jest dużo wątków zaczerpniętych z życia prywatnego Melissy.

Czy polecam tę książkę? Bez dwóch zdań. Jest to powieść, która zaskakuje ale także powoduje, że serce bije mocniej. Całość jest naprawdę świetnie napisana, bohaterów uwielbia się od pierwszych stron, a zakończenie zaskakuje swoją prostotą i jest jednocześnie bardzo mocnym punktem całości, bo daje możliwość różnorakiej interpretacji, więc czytelnik sam może zdecydować o przyszłości Clarie, Milesa i innych.



Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiece





Patrycja Bomba 

2 komentarze:

  1. Właśnie dziś zaczęłam ją czytać i po Twojej recenzji jestem do niej jeszcze bardziej pozytywnie nastawiona! :)

    OdpowiedzUsuń