środa, 18 października 2017

"Imperium burz" - Sarah J. Maas

"Kocham cię – mówił, całując ją, a każde słowo, cenniejsze niż szlachetny kamień, wpadało do jej serca i duszy. - I mogę dać ci wszystko. I nie potrzebuję czasu. Nawet gdy ten świat stanie się tylko szeptem pyłu wśród gwiazd, nadal będę cię kochać."

Seria "Szklany tron" zaintrygowała mnie już dawno i chętnie sięgałam po kolejne tomy. Niemniej jednak po trzech pierwszych miałam już trochę dość, ale dotrwałam do piątego. Byłam ciekawa co będzie dalej. Jak się okazało, piąty tom jest chyba ostatnim, po który sięgnęłam z tej serii. Historia jest zbyt rozwlekła, a liczne błędy ostudziły mój czytelniczy zapał.

Nie twierdzę, że książka jest zła, jest ciekawa. Pomysł jest naprawdę fajny, a raczej był, bo później wszystko się zepsuło. Polityczne rozgrywki, walki i tajemnice przerodziły się w nieskończone miłosne wątki, w które autorka na siłę pchała bohaterów. Nie było już tego pazura, Aelin irytowała mnie cały czas, a Rowan biegał za nią jak piesek za kością. 

W książce nie brakuje błędów logicznych, które od razu się rzucają w oczy. Ponadto irytowało mnie rozwlekanie historii, przez co ledwo do końca dociągnęłam, a wątki romantyczne przyprawiały mnie o mdłości. I chociaż na początku czytałam z zapałem, to w połowie zaczęło się wszystko psuć konkretnie. Pozostały mi mieszane uczucia oraz niesmak.

"Ty nienawidzisz mnie, ja ciebie, a żadne z nas nie cierpi, gdy jakieś wścibskie, nadęte imperium mówi nam, co mamy robić. Innymi słowy, pasujemy do siebie."


Zacznijmy od tego co mi się nie podobało. Może być trochę spoilerów, aby pokazać błędy.
1. Aelin kreowana jest na superbohaterkę, superwoman, która ma potężną moc, potrafi wznieść potężny ogień, a w dodatku jest niesamowitym zabójcą. Jest niby taka idealna, królowa którą wszyscy uwielbiają, oczywiście ma wielkie ego, jakaż to ona jest wspaniała, a co do czego przychodzi, większość odwraca się do niej plecami, nie ma swojego dworu, wszyscy mają ją za "królową sukę" i tylko kilka osób jej pomaga. Oczywiście razem potrafią pokonać wiele zła, wychwalają Aelin, a gdy jej moc jest potrzebna, okazuje się, że nie potrafi posługiwać się nią.
Idealna królowa, która uważa się za wspaniałą, a w gruncie rzeczy jest przeciętna i nie radzi sobie z własną mocą. 
Ponadto Aelin jest bohaterką, która traktuje wszystkich z góry, a siebie uważa za największy cud tego świata. Zapatrzona w siebie egoistka. Wszyscy muszą ją lubić, bo jak jest inaczej, to grozi mu śmierć.
Autorka w sumie sama sobie zaprzecza.
Uważam, że Aelin jest głupią dziewczynką, która chwali się swoim tytułem, a nie zapracowała na niego, a zabójczyni z niej taka, jak z koziego tyłka trąba. Bardziej nazwałabym ją morderczynią, bo zabija tylko wtedy, gdy ktoś zalezie jej za skórę, a zabójcy mają inny charakter.

2. Erawan stworzył potężne potwory, Ilkeny, które rzekomo ciężko pokonać. I kiedy stają na drodze potężnego wojownika Fae, Lorcana, okazuje się, że on nie potrafi ich pokonać swoją mocą, bo są na nią odporne i nawet bronią ciężko mu załatwić sprawę. A później następuje zwrot akcji i gdy spotyka kolejne, odcina im głowy bez większego problemu. 
Dodatkowo drużyna Aelin potrafi swoją potężną mocą wyrżną je w pień, a wojownik, który ma 500 lat nie potrafi tego...
A najlepszy był moment, gdy kaleka, chuda Elide odrąbywała głowy Ilkenom, kiedy potężni wojownicy mieli z tym problem. 
Już nie skomentuję tego, że Aelin potrafiła zabić pięćset Ilkenów, a miała problem z zatopieniem wrogich statków (dwóch lub trzech, nie pamiętam dokładnie)... Albo jest silna, albo nie. 

źródło


"- Nie mam pojęcia, jak udaje ci się chodzić z taka ilością żelastwa przy boku, biały Cierniu.
- Ja zaś nie wiem, jak doszło do tego, że nikt jeszcze nie uciął ci języka, byś się wreszcie zamknął."

3. Kolejnym irytującym problemem tej książki jest łączenie bohaterów w pary. Jest to robione na siłę i dla mnie niezrozumiałe, bo książka z ciekawej fantastyki z potencjałem przerodziła się w nudny romans. Nieśmiertelni wojownicy bez serca, nagle tracą rozum dla śmiertelników i tak w kółko...
No aż mnie mdliło. Już sam związek Aelin i Rowana był dla mnie ciężki do przełknięcia. Na początku był uroczy, ale teraz przerodził się w dzikie popędy seksualne i co kilkanaście stron były ich miłosne uniesienia. Zupełnie nie spodobało mi się rozwinięcie ich miłości, autorka nie potrafiła w ciekawy sposób tego ugryźć. Ponadto tom pierwszy jest dla 15+, a przy piątym tomie należałoby dać ograniczenie od 18-stu lat... 
I jeszcze Dorian, Manon, Lorcan i Elide, ileż można...

4. Zmiennokształtna wiele lat nie używała swojej mocy, ale potrafi przeobrażać się w potężne potwory. To takie nielogiczne, bo jeśli nie używało się mocy przez lata, to jej ponowne użycie nie powinno być takie proste.

5. Zakończenie powieści jest tak błahe, śmieszne i do przewidzenia, że aż nie mam ochoty poznawać dalszych losów bohaterów. Wszystko było do przewidzenia. Wielkie zakończenie pełne intryg i tak bardzo schematyczne.

Tego jest oczywiście więcej, ale te punkty najbardziej mnie zirytowały. Książka jest naciągana, cała historia to takie masło maślane. Autorka sama sobie zaprzecza, na siłę kreuje związki, a do tego zakończyła książkę spektakularnie, aby powstała kontynuacja. Kontynuacja, po którą nie sięgnę, bo już za daleko to zostało pociągnięte.
Poza tym zastanawiam się gdzie jest Nesryn i Chaol? Zaginęli w akcji, nic o nich nie słychać, bo oczywiście musi powstać kolejna książka. Uważam, że autorka powinna zakończyć wszystko w maksymalnie trzech tomach, a nie ciągnąć całość coraz dalej i dalej, nie mieć pomysłu i wciskać wątki miłosne, zamiast skupić się na politycznych rozgrywkach, które miały być tak ważne. Nie twierdzę, że ich nie ma, są, ale zostały przytłumione przez tęczę. 
Powiększający się fanklub Aelin, w którą wszyscy wpatrują się jak w obrazek, irytował mnie bardzo. Każdy kto dołącza do jej "dworu" traci swój charakter, ląduje pod jej butem i zachowuje się jak pies na usługi...
A Erawan niby potężny, a czeka na oklaski, żeby wpaść i pozamiatać. A w gruncie rzeczy, pewnie i tak przecudowna Aelin wygra.
Książka, jak i cała seria miały potencjał, ale został zgubiony dawno.


Ocena 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję: Wydawnictwo Uroboros .
Natalia Zaczkiewicz

6 komentarzy:

  1. Brak ograniczeń wiekowych to niestety błąd polskich wydań. U mnie na wersjach ang są takie ostrzeżenia a kolejna część "Tower of dawn" ma ostrzeżenie explicit... Ja zdecydowanie po kolejne części sięgnę i to z przyjemnością, ale rozumiem Twoje zarzuty. Jak to mówią ile ludzi, tyle opinii :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nigdy mi nie po drodze z jej książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cytat mnie zachęcił, ale... Uch. No cóż. Sama seria jakoś mnie odpycha, chociaż podobno druga seria autorki jest o wiele, wiele lepsza (jestem tylko ciekawa, ile z tych dobrych opinii to tylko marketing).

    OdpowiedzUsuń
  4. Aelin faktycznie nie jest sympatyczną bohaterką, ale dla mnie to plus. Potrafi zdenerwować, wkurzyć, ale lepsze to, bohaterka bez wad.
    Z punktem numer 3 w 100% się zgadzam. Też mnie to denerwuje. Już naprawdę każdy w tej serii musi się zakochać? Trochę to nudne :/
    Autorka ciągnie serię, bo kasa, kasa, kasa ;P Aczkolwiek jak nie narzekam i chętnie sięgnę po kolejny tom.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej podobała mi się cześć 1 która czytałam z zapartym tchem i to nie jeden raz. Nie spodobał mi się wątek Manon i w sumie jej historię przeważnie omijalam, kompletnie nie podeszła mi postać Chaola i nie mam ochoty sięgać po jego historię która wedlug mnie kompletnie jest niepotrzebna albo mogłaby być zawarta wraz z 5, niestety gdy dowiedziałam się że bez przeczytania 6 nie będę wiedzieć co się dzieje w 7 jestem negatywne nastawiona i nie podoba mi się to ze będę musiała czekać rok dłużej a nawet może więcej aby w końcu dowiedzieć się jak to się skończy :/ w dodatku im więcej stron tym wyższa cena i za te 50 zł wolałabym czasami kupić coś innego no ale zaczęło się czytać to wypada skończyć. Za to uwielbiam Rowana wiem ze dużo ludzi za nim nie przepada ale ja uwielbiam przystojnych wojowników w książkach chociaż jego charakter wolałam taki jaki był zawarty w 3 czesc no ale cóż widocznie pod wpływem miłości ludzie się zmieniają :D Zgadzam się z punktem 3 mnie też zawsze denerwuje na sile łączenie w pary szczególnie nie podoba mi się gdy ktoś napisze coś o pewnych bohaterach po czym kolejne części są o przyjaciółce i przyjacielu i tak dalej i tak dalej to moim zdaniem za dużo i takie nierealne ze nagle wszyscy się kochają i to jeszcze najlepsi przyjaciele danej pary

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń