poniedziałek, 2 października 2017

"Jutro będzie koniec świata" - Justyna Posłuszna

Źródło
Czy kiedykolwiek w życiu zdarzyło się wam pomyśleć: "Jutro to już na pewno będzie koniec świata!"? Ja w swoim dość krótkim życiu, miewałam takich chwil już dość sporo. A to przed trudnym egzaminem, przed obroną, przed rozmową o pracę... Znacie to, prawda? Kilka końców świata było ogłaszanych wszem i wobec w wiadomościach, a niektórzy ludzie z drżeniem serca, czekali aż one nastąpią. Są też tacy, którzy na własną rękę próbują czynić pewne obliczenia i na ich podstawie określać kiedy ten straszny dzień nadejdzie.
Do tej ostatniej grupy zalicza się Henry White, czyli 80-letni dżentelmen, który charakteryzuje się dość specyficznym sposobem bycia. Na stare lata stał się on całkowicie uzależniony od swojej szwagierki, dla której jedynie kariera się liczy i która najchętniej starego dziadka by oddała do domu opieki, byle tylko mieć "problem" z głowy. Henry za to pod żadnym pretekstem nie daje się wyciągnąć z domu, choćby na kilka minut. Dlaczego? Argumentuje to tym, że po pierwsze nie ma celu, by wychodzić, np. do sklepu po sprawunki albo na spacery, zwłaszcza, że wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy kupuje mu gosposia, która od dłuższego czasu już dla niego pracuje, że nawet nie musi zadawać żadnych pytań, bo sama dobrze wie, czego on w danej chwili potrzebuje. Po drugie Henry odczuwa panikę w każdym publicznym miejscu i to ogromną! Nie przepada także za obcowaniem z innymi ludźmi. Pewnego dnia zamiast swej gosposi znajduje pozostawiony przez nią list pożegnalny, a jego świat wywraca się do góry nogami...

"W bladym świetle dnia dom wyglądał o wiele gorzej niż poprzedniej nocy. Cała podłoga lepiła się od porozdeptywanych resztek konfitur i innych niezidentyfikowanych substancji, zbite szkło chrzęściło pod postami. Paweł zauważył, że gdzieniegdzie ze ścian odchodzi farba. Wszystko w domu Henry'ego było poważnie nadgryzione zębem czasu."
Paweł Poliż to młody oraz wykształcony człowiek, który za lepszym życiem i pracą wyjechał na Wyspy Brytyjskie. Czym się zajmuje? Budowlanką, bo krążą opinie, że w tym właśnie fachu to Polacy są najlepsi i dzięki temu i praca jest pewniejsza.

Źródło
Jednak okazuje się, że nie jest wcale taki dobry w tym fachu jakby tego chciał. Szybko zostaje z niej wylany i znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Wtedy właśnie poznaje Ninę, dziewczynę, która jest zadbana, ładna i ewidentnie ma na niego chęć. Podczas tego dziwacznego spotkania Paweł otrzymuje propozycję pracy - miałby opiekować się 80-letnim staruszkiem, znajomym Niny. Chłopak wychodzi z założenia, że żadna praca nie hańbi i zgadza się ochoczo na otrzymaną propozycję. Nagle drogi Polaka i Anglika krzyżują się. Co z tego wyjdzie? Co jeszcze los dla nich przygotował? Przekonacie się sięgając po tę książkę.
"Na krótko przed ślubem Harolda i Niny przyszła para młoda i Henry wybrali się z grupą znajomych na polowanie. Zatrzymali się w szkockim zamku. Nina robiła wszystko, by wypaść jak najlepiej przed przyjaciółmi Harolda, ale oni nie mogli jej zdzierżyć. Przy stole tylko dlatego uśmiechali się, słuchając jej trwających w nieskończoność chaotycznych opowieści, że mieli nienaganne maniery."
"Jutro będzie koniec świata" to jak najbardziej udany debiut młodziutkiej pisarki - Justyny Posłusznej. Jednak ma także swoje minusy. Po pierwsze książka liczy jedynie 260 stron. To raczej za mało, aby rozwinąć całkowicie temat relacji dwóch tak różnych osób, mającej w tle przepowiadany koniec świata. Pomysł na fabułę był świetny, można nawet się pokusić o określenie, że był idealny. Ale wykonanie... Autorka jakby tylko "liznęła" tej tematyki, nie wnikając w nią głębiej. Niby wszystko tutaj jest opisane, niby poznajemy lęki i przeszłość bohaterów, jednak zabrakło tutaj jakiejś głębi. Można by tutaj jeszcze więcej miejsca poświęcić na analizę relacji, która połączyła Pawła i Henry'ego, w końcu ta powieść to ich historia. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby rozszerzyć psychologiczne obrazy współlokatorów Pawła, którzy po lekturze jawią się jako Polacy, którzy są po prostu burakami, a jedyne o czym myślą, to to, kiedy wychylą kolejnego "jednego". Aż nie mogę uwierzyć, że taka właśnie jest rzeczywistość, że tacy są Polacy za granicą. 
Przechodząc do plusów, można powiedzieć, że powieść czyta się naprawdę szybko. Fabuła wciąga, trudno się od tej historii oderwać. Każde zdanie tutaj jest do samej kropki idealnie dopracowane. Kiedy jest się zmuszonym przerwać lekturę, w głowie cały czas kołacze się pytanie: "Co będzie dalej?".

Podsumowując, naprawdę warto przeczytać tę pozycję. Wciąga, pokazuje obraz Polaka za granicą, że życie tam też nie jest usłane różami. Trzeba mieć po prostu farta. Ta książka jest idealna na jesienny wieczór, żeby sobie go umilić i dać nadzieję, że jutrzejszy dzień może jednak nie będzie dniem katastrofy ;)




Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Media Rodzina




~ Paulina Korek

2 komentarze:

  1. Debiut zapowiada się naprawdę ciekawie i byłabym skłonna przeczytać, nawet mimo minusów, o których piszesz :) Tematyka jak i postacie są obiecujące. Będę poważnie myśleć o przeczytaniu tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się z tego powodu cieszę :) Nie zapomnij tylko podam umieścić gdzieś swojej opinii ;)

      Usuń