środa, 4 października 2017

"Karmin" - Agnieszka Meyer

Źródło
"Karmin" to powieść, która pod lupę bierze związki międzyludzkie, które dość często bywają oparte na odmiennych oczekiwaniach. Kobieta pragnie, by mężczyzna się ustatkował, ożenił z nią i miał trójkę dzieci. Zaś mężczyzna chce się wyszaleć, a na zakładanie własnego gniazdka macha ręką, bo przecież ma jeszcze czas, prawda? Autorka w dość prosty sposób udowadnia nam, że ludzie nawet bardzo bliscy sobie, w ułamku sekundy mogą to zaprzepaścić i zrównać z ziemią.

Pierwszymi bohaterami tej powieści jest para - Max i Sabina, która nazywana jest Seliną. Pracuje ona jako konserwatorka papieru, która opuściła swoje rodzinne krakowskie tereny i za lepszym życiem udała się do USA. Praca wymaga od niej jednak częstych podróży - nigdy nie wiadomo z jakiego kraju tym razem dostanie zlecenie, a stare książki potrzebują jej dosłownie na całym świecie. Praca stanowi dla niej sens życia, bez niej najpewniej zanudziłaby się jak mops. No dobrze, ale w takim razie kim jest Max i jak pojawi się w życiu dziewczyny i do tego aż tak zapracowanej? Otóż jest on Niemcem mieszkającym w Monachium, zaś w USA pracuje jako stolarz. Można powiedzieć, że kocha to co robi. Czasem bywa zazdrosny, wręcz zaborczy, względem swojej ukochanej, jednak jednocześnie nie lubi się z nią rozstawać na jakiś dłuższy czas. Naprzemiennie poznajemy rozwijanie się związku tej dwójki, począwszy od tego, jak się poznali, przez rozmowy o wojnie (podczas której ich przodkowie stali po przeciwnych stronach konfliktu), zawiłości językowe, codzienność, a skończywszy na niechęci Seliny do rozmów na tematy trudne i ciężkie, a także na tym, że Max uwielbia mówić o cielesności, ogólnie o tematach TABU, bez najmniejszej krępacji. Jednak nic, co piękne, nie trwa wiecznie. Pewnego dnia ich drogi się rozchodzą. Selina nagle wyjeżdża, a Max znajduje w koszu na śmieci pewien rachunek, który wywoła w nim wściekłość. To właśnie ten moment, kiedy niedopowiedzenia, kłamstwa oraz brak zaufania zniszczą ich słodki związek.



"Tak, praca była wyzwoleniem. Skupienie nad mikroskopijnymi detalami, odpowiedzialność za substancje chemiczne trzymały niechciane myśli z dala od jej głowy. Im dłużej siedziała w pracowni, tym lekarstwo działało skuteczniej. Coraz częściej odpływała od rzeczywistości, budząc się nagle na przejściu dla pieszych i nie wiedząc, co zrobić na zielonym świetle, innym razem stojąc przy kasie i dłużej, niż powinna, przypominając sobie PIN."

Miłość potrafi ranić
Następnym bohaterem jest David, którego Sabina poznaje podczas pobytu w Dublinie. Wydaje jej się dziwnym, bardzo tajemniczym, ale jednocześnie również eleganckim mężczyzną. Okazuje się, że jest on pasjonatem starych ksiąg. Swoje drogocenne "okazy" trzyma w sejfie i tylko wtajemniczeni mogą się z nimi zapoznać. Sabina jest nim niezwykle mocno oczarowana, choć trudno określić, czy faktycznie pragnie tego mężczyzny, czy bardziej ma chrapkę na zawartość jego skrytki. Dziewczyna dziwi się, że David zna aż tyle języków i podziwia w nim to, że potrafi ciągle ją czymś zaskoczyć i że tak wiele podróżuje. Jednak w pewnym momencie zaczynają ją te ataki irytować, wręcz denerwować. Kim tak naprawdę jest ten człowiek, który wydaje się mieć aż milion twarzy i zmieniający paszporty, jak rękawiczki? Czy Selina ulegnie jego urokowi i zapomni o Maximilianie? I co ważniejsze, czy za swoją wykonaną pracę otrzyma zapłatę?
"Stał oparty o murek okalający wejściowe schody. Wtopiony w krajobraz rosnących w głębi ogrodu cyprysów. Nieruchomych, smukłych, oczywistych. Nawet nie drgnął, gdy pojawiła się w drzwiach budynku, ciągle zapatrzony gdzieś poza nią, poza miasto, poza siebie. Selina złapała się na uczuciu potwornej samotności. Brak reakcji na jej widok sprawił, że poczuła się bezbronna i naga psychicznie."
Czwartą i ostatnią bohaterką występującą w tej powieści jest Jessie. Jest ona rodowitą Amerykanką, która nie rozumie trudnej przeszłości Europejczyków. Zakochuje się w Maxie. Oczami wyobraźni widzi ich wspólną przyszłość w różowych barwach i na tejże drodze stawia powoli kolejne kroki, m.in. przedstawia swoim rodzicom swego wybranka. Jednak los ułożył dla niej zupełnie inną historię...

Książkę tę w przeważającej części czytało się naprawdę dobrze, zwłaszcza opisy danego miejsca były stworzone w tak plastyczny sposób, że czytelnik mógł się poczuć tak, jakby był w środku opisywanych wydarzeń. Jednak czasem brak chronologiczności był zbyt dokuczliwy, można było dostać swego rodzaju kręćka od przeszłości i teraźniejszości. Przez to lektura stawała się trochę uciążliwa. No i jak dla mnie największy minus - mało akcji. W tej powieści większość fabuły stanowią wspomnienia minionych lat czy też przemyślenia, czego nie lubię w książkach.

Podsumowując, "Karmin" jest dość trudną lekturą, lecz napisaną w dobrym stylu. Jeżeli ktoś lubi dużo przemyśleń, a nie przepada za dialogami, to myślę, że książka ta powinna się mu spodobać. W pewnym stopniu może ona naprawdę wciągnąć, bo ukazuje to, jak ciężkie bywa nasze życie, a przecież lubimy czytać o tym, co bardzo przypomina nasz własny los.




Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu MG.




~ Paulina Korek



4 komentarze:

  1. Dla mnie nie byla trudna, a często irytująca przez "poetycki", a raczej silący sie na takowy, styl... Niemniej, wierze, że fanki romantycznych powieści znajdą w niej coś dla siebie. Ja do takich się nie zaliczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też jestem romantyczką, a jednak i mnie nie urzekła, tak więc... ;) Ale swoje fanki z pewnością ta powieść znajdzie ;)

      Usuń
    2. Hmm to trzeba być specyficznym rodzajem romantyczki. Takiej, która i lubi romanse, i wielbi poetyckośc. Dla mnie to powieśc dla pan +40 tak trochę XD

      Usuń
    3. Też mam takie odczucia w sumie ;) Mnie właśnie ta poetyckość irytowała i męczyła :P

      Usuń