poniedziałek, 30 października 2017

"Rycerze pożyczonego mroku" - Dave Rudden

Kiedy sięgałam po książkę, liczyłam na ciekawą opowieść, która będzie okraszona fantastyką i wartką akcją.
Moje oczekiwania jednak były chyba zbyt wygórowane, bowiem zawiodłam się na twórczości Ruddena.

Zachęcona okrzykiem, iż jest to książka dla miłośników Harry'ego Pottera i z dużą dawką humoru, radośnie po nią sięgnęłam. Historia osieroconego chłopca, który wpada w wir nieznanego świata była kusząca. Chciałam się przekonać, czy będzie to coś nowego, odkrywczego, czego jeszcze nie było.

No właśnie, chciałam i byłam zachęcona. Ale mój zapał szybko się ulotnił. Miałam nadzieję, iż autor zrezygnuje ze schematów i mimo banalnego opisu okaże się, że fabuła jest zawiła, świeża i przede wszystkim ciekawa. I owszem, niewątpliwie był w niej potencjał, a magiczny świat kusił nowością, ale dawno utarte schematy zabiły cały urok powieści.



Od samego początku styl autora mnie przygnębiał, był ciężki w odbiorze i z wielkim trudem brnęłam przez kolejne strony historii. Dave Rudden niepotrzebnie skupiał się na szczegółach, opisach chociażby kamiennych murów. To było takie bezsensowne, powodowało sztuczne pogrubianie i tak niewielkiej książki.

Ponadto autor uwielbiał wprowadzać wewnętrzne monologi głównych bohaterów, chociaż powieść nie występuje w narracji pierwszoosobowej. To tak strasznie mnie irytowało i nudziło. Już na starcie poznajemy dyrektora sierocińca, który opisywany jest tak nudno i bez większego sensu. A nie odgrywa ważnej roli w powieści. Prowadzi tylko wywód o tym, jakie to dyrektor ma zwyczaje, że uwielbia kazać czekać ludziom, bo uważa, iż jest to odpowiedni test, godny przyszłych rodziców. I dyrektor tak duma sobie w swoim gabinecie kilkanaście minut nad tym, jaki to on jest lepszy od innych. Straszna nuda.

Akcja powoli się rozkręca i nie jest zaskakująca. Jest, bo jest, bez większych emocji. Szału nie ma. Fabuła natomiast miała potencjał i mogłaby to być ciekawa historia, ale zabrakło tego kopa napędowego, który ruszyłby całość. Dodatkowo schematyczność powtarzająca się w wielu innych książkach zabiła całość.

Być może jestem już za duża na tego typu powieści, a może po prostu za dużo wymagam, ale niestety ta młodzieżówka nie spodobała się mi, a miałam nadzieję, że tak będzie.
Niemniej jednak Was zachęcam do sięgnięcia po książkę i życzę, aby Wasze zdanie było inne niż moje.

Ocena: 4/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Natalia Zaczkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz