czwartek, 19 października 2017

"Konkurs na żonę" - Beata Majewska


[źródło]
Jak to już nie raz w literaturze bywało, bogaci, bezdzietni krewni potrafią obrócić życie bohatera o 180 stopni. Dosadnie przekonał się o tym Hugo Hajdukiewicz, którego wuj Henryk wyznaczył na swojego spadkobiercę. W testamencie jednak, znalazł się mały kruczek: mężczyzna musi się ustatkować i spłodzić potomka do dnia swoich 30 urodzin, inaczej bajeczna fortuna przejdzie mu koło nosa. Hugo to jednak typ playboya, otaczającego się pięknymi kobietami, z którymi łączy go jedynie niezobowiązujący seks, więc warunek ten wydaje się niemożliwy do wykonania. Aby zapobiec nieuchronnej tragedii mężczyzna postanawia zorganizować konkurs, którego niczego nieświadoma zwyciężczyni ma zostać jego żoną i umożliwić mu odziedziczenie spadku wuja.

Wybór pada na Łucję Maśnik, skromną i dobrą dziewczynę, wychowywaną samotnie przez babkę na jednej z podkrakowskich wsi. Przystojny mecenas, całkowicie oczarował młodą studentkę, powodując, że już od pierwszego spotkania dziewczyna zakochuje się w nim po uszy. Niestety jest to uczucie nieodwzajemnione, a mężczyzna traktuje Łucję jako środek konieczny, do osiągnięcia upragnionego celu. Czy tak rozpoczęta historia, ma szansę na szczęśliwe zakończenie? I jak potoczą się losy bohaterów, gdy kłamstwa Hugona ujrzą światło dzienne?

"Życie rzadko przypomina hollywoodzką komedię romantyczną."

Gdy po raz pierwszy ujrzałam powieść Beaty Majewskiej Konkurs na żonę, pomyślałam, że być może jest to w końcu romans, który nie wywoła we mnie chęci wydrapania sobie oczu podczas lektury. Subtelna okładka i ciekawy opis wydawcy sprawiły, że poczułam nieodpartą ochotę poznania tej historii. Niestety pierwszy tom powieści, nie udźwignął moich oczekiwań i okazał się ogromnym rozczarowaniem.

Zdecydowanie najsłabszym elementem całej powieści jest sama fabuła. Bo ile to już razy mieliśmy do czynienia z podobnym schematem:  bogaty, niezwykle przystojny biznesmen i młodziutka, naiwna szara myszka. Oczywiście ona zakochuje się w nim bez pamięci, i chociaż znają się zaledwie kilka dni już padają poważne deklaracje i wyznania prawdziwej miłości. Jest to do bólu schematyczne i przewidywalne i odbiera całą przyjemność  czytania. Bo po co czytać, skoro na wstępie wiemy jak potoczą się losy bohaterów?  

Beata Majewska 
Co więcej, przez pierwsze 200 stron powieści miałam nieoparte wrażenie, że gdzieś to już wszystko czytałam. I chociaż sam pomysł na fabułę jest zgoła inny, to jej wykonanie uderzająco przypomina mi już „legendarne” Pięćdziesiąt twarzy Grey’a. I nawet nie chodzi w tym momencie o same postacie, a raczej o szczegółowe podobieństwa łączące obie powieści, jak na przykład miejsce pierwszego spotkania bohaterów, czy chociażby te przeklęte przygryzanie warg . Oczywiście nie mogło obejść się również bez scen seksu. Łucja to jeszcze dziecko, której jedyny kontakt z mężczyzną opierał się na subtelnych pocałunkach, a mimo to już na 3-4 spotkaniu postanawia oddać swoje dziewictwo Hugonowi. Co więcej nagle staje się boginią seksu i potrafi zadowolić ukochanego lepiej niż niejedna z jego wcześniejszych partnerek. Odnoszę nieodparte wrażenie, ze sceny te zostały napisane jedynie dla większego rozgłosu i zdecydowanie powieść mogłaby się bez nich obejść.

"Tobie się chyba coś zrobiło z głową z tej miłości albo Ci zwoje mózgowe wyprostowałam zamiast włosów". 

Mimo wszystko, znalazłam parę elementów, które umiliły mi lekturę powieści, jak chociażby stosunek Hajdukiewicza do przyszłej żony. Mężczyzna właściwie nawet jej nie lubi, toleruje tylko i wyłączenie z powodu obietnicy spadku. Jest on po prostu podły, w ogóle nie bierze pod uwagę jak jego kłamstwa mogą wpłynąć na tak niewinną osobę jaką jest Łucja. Ciekawe było również wprowadzenie wątku zaginionego ojca Hajdukiewicza, który porzucił ciężarną matkę mężczyzny i zapadł się pod ziemię. Duże gratulacje należą się również wydawnictwu Książnica, ponieważ wykonało kawał naprawdę dobrej roboty, jeżeli chodzi o szatę graficzną całej serii. Minimalistyczna okładka, bardzo subtelna i klasyczna przyciąga uwagę i zachęca do zapoznania się z treścią historii. I jeżeli miałabym wskazać jeden element, który najbardziej przypadł mi do gustu, byłaby to zdecydowanie oprawa powieści.

Konkurs na żonę to mocno przewidywalna opowieść o nieodwzajemnionej miłości i wielkich pieniądzach, która niestety nie znalazła we mnie sprzymierzeńca. Mocno schematyczni bohaterowie i mało wymagająca fabuła sprawiły, że przed większa część powieści nudziłam się niemiłosiernie. Nie mniej zamierzam zapoznać się z kolejnymi tomami w nadziei, ze zrekompensują mi one słaby początek i odnajdę w nich historię, na która liczyłam. 

Ocena 5/10

Za powieść serdecznie dziękuję wydawnictwu Książnica



Anna Pawłowska 

4 komentarze:

  1. Majewska? Znam autorkę pod innym nazwiskiem. Jednak książek (przyznam się) nie czytałem. Nie mój target.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka jak i drugi Tom to dość lekkie powieści obyczajowe. Trzecia jest już inna, bardziej emocjonująca. A najlepszą książką tej autorki(pod tym pseudonimem) jest zdecydowanie "Najlepszy powód, by żyć".

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie kończę czytać tą książkę i tak też mam ten sam problem.. bardzo przypomina mi "Greya" co mnie nieco irytuje. Do tego Łucja, nie wiem czy są na świecie tak naiwne istoty jak ona. W ogóle kto by się zgodził wziąć slub z facetem ktorego zna sie niecały tydzień?! Chyba jedyną osobą jaką polubiłam w tej książce jest babcia Łucji- Zofia. Ale mimo wszystko książka jest lekka czyta się ją szybko i przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i bardzo mi się podobała.:)

    OdpowiedzUsuń