środa, 25 października 2017

"Krucjata dzieci" - Tullio Avoledo

Źródło
Powiem szczerze, że miałam niemałe opory przed sięgnięciem po tę książkę. Nie lubię, kiedy zewsząd atakują mnie zachwyty nad jakąś pozycją, a kiedy w końcu zdecyduję się po tę wspaniałość sięgnąć, jedyne co czuję to wielkie rozczarowanie. No i, rzecz jasna, cały czas zastanawiam się, co takiego inni widzieli w tym tworze, a czego ja nie zdołałam zauważyć. Czy tak było właśnie w tym przypadku?
Historia tutaj toczy się po torze spirali. Mediolan stoi pod znakiem zagłady atomowej, a dzieci ponownie szykują się na beznadziejną wyprawę krzyżową. Czy mają jakąkolwiek szansę przetrwania, czy jednak, tak jak to miało miejsce poprzednio, fanatycy religijni prowadzą ich na pewną śmierć? Kto tak naprawdę tutaj jest potworem? Mutanci, którzy zajęli prawie że zrównany z ziemią Mediolan, czy jednak ludzie, którzy koczują pod miastem? Czy znajdzie się tam jeszcze miejsce dla Boga i po której stronie się On opowie?
Chyba nikogo nie zadziwię, że bardzo spodobała mi się okładka. Przykuwa wzrok czytelnika, nie tylko swoimi złotymi literami, ale także mrokiem z niej bijącym. Bardzo fajne jest to, że okładka od wewnętrznej strony również jest utrzymana w takim klimacie. Objętościowo książka należy do średnich olbrzymów, bowiem zawiera ona tylko albo aż 370 stron. Dla jednych dużo, dla innych mało, a dla mnie mogę powiedzieć, że tak w sam raz ;)

"Trzy kilometry na północ od Miasta, niebezpiecznie blisko Strefy zakazanej, Wagant i jego ekipa wędrowali, zmagając się z wiatrem. Zamieć smagała po oczach, wdzierała się porywami wiatru pod kaptury. Szkła masek ciągle zachodziły parą, a ciężkie plastikowe poncza utrudniały ruchy. Ciągnięcie sań było prawdziwym wyczynem, bo wyprawa okazała się wyjątkowo udana i bogaty łup ciążył niemiłosiernie."
Tym, co od razu się rzuca w oczy to zmiana narracji. W tej powieści autor stosuje ją trzecioosobową, zamiast pierwszo. Dzięki temu zabiegowi mógł się on skupić także na innych bohaterach. Wielkim plusem jest to, że pojawiają się tutaj pewne wydarzenia poboczne oraz takie, które były pokazywane z perspektywy innych bohaterów. Sprawia to, że nieco szybciej się przerzuca strony i z minimalną chęcią chce się dowiedzieć, co będzie dalej.

Źródło

Należy tutaj wspomnieć, że "Krucjata dzieci" to kontynuacja "Korzeni Niebios", czyli książki, która wywołała wiele kontrowersji wśród fanów Uniwersum Metro 2033 i która wyróżniała się dość dużą brutalnością. W przeciwieństwie do pierwszej części, tutaj nie zaznamy już opisu długiej, kilkuset kilometrowej wędrówki, a mamy jedynie podróże piesze. Większość wydarzeń dzieje się pod ziemią, na zamkniętej przestrzeni, a więc ci, co mieli za złe tej serii, że do tej pory miała ona mało co wspólnego z nazwą, bo działa się na terenach otwartych, mogli być tym razem usatysfakcjonowani. Cała akcja ma miejsce w mediolańskim metrze, w którym zamieszkały zupełnie nowe frakcje. Jak już wspominałam, poprzednia część była brutalna, podobnie tak i ta powieść zawiera wiele brutalności. Niestety, autor umieścił tutaj łatwo przewidywalne wydarzenia, przez co książka nie szokowała, nie zaskakiwała, a jedynie wywoływała myśli: "A to już było...". A szkoda, bo książka ta miała dość spory potencjał. Nowością w tej serii było umieszczenie dzieci jako głównych i do tego ważnych bohaterów, z punktu widzenia społeczności, zaś w wielu sytuacjach były one cenną kartą przetargową. 
"John nie widział pomiędzy nimi żadnego ducha; odczuwał jedynie lekkie zawirowania powietrza. Płatki śniegu układały się w tym miejscu w dziwne kształty, jakby zsuwały się po czymś niewidzialnym. Nie oczami, lecz duszą, a może jakimś innym nieznanym zmysłem, skupił widzenie na tym kształcie, jakby łączył punkty w jakiejś rysunkowej grze."
Postaci antagonistycznych jest tutaj mało. Jeżeli się już pojawiają, to są one wyraziste i brutalne i od razu wzbudzają w czytelniku czystą niechęć. Co najważniejsze, przez pierwsze pół książki czytelnik raczej nie odczuje ciekawości tego, co wydarzy się za chwilę, ponieważ są przedstawiane wydarzenia z przyszłości, jakby na wyrost, więc od razu wiadomo, co się za jakiś czas wydarzy. I tak, jak ja lubię bardzo fantastykę, tak tutaj było jej zdecydowanie za dużo. Autor po prostu z nią przesadził. Nadprzyrodzone moce, duchy... To wszystko odrealnia opowiadaną historię. Myślę, że trzeba być naprawdę wielki fanem całej serii o metrze, by i tę część przełknąć i odczuć przyjemność z jej czytania. 



Ocena: 5/10

~ Paulina Korek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz