piątek, 6 października 2017

"Lab girl" - Hope Jahren

Źródło
Czy o pracy w laboratorium można pisać w superlatywach i, co najważniejsze, w sposób interesujący? Przecież większości z was praca w takim miejscu musi się jawić jako coś nudnego i wielce żmudnego. Białe ściany, migająca w górze jarzeniówka, a wokół ciebie pełno probówek i pipet. Co tak ciekawego może się wydarzyć w tak specyficznym miejscu? Co się może kryć za latami badań, szeregiem obserwacji oraz przeliczeniami całego zespołu? Czy ich usilne prośby o dofinansowanie danego projektu faktycznie mają sens? Za tym wszystkim stoją dwa proste pojęcia - pasja i nadzieja. To właśnie nimi żyją codziennie naukowcy. Wszyscy z nich mają ogromną nadzieję, że w końcu ich ciężka i wymagająca praca zostanie w końcu doceniona. A czym? Odkryciem, które odmieni życie każdego z nas. 

Sama Hope Jahren to bardzo ceniony naukowiec, a także amerykańskim geobiologiem oraz geochemikiem. Kiedy prowadziła wykłady na Uniwersytecie na Hawajach, natomiast obecnie jest pracownikiem Uniwersytetu w Oslo. Badania, które prowadzi w większości przypadków dotyczą paleontologii. Jej praca została trzykrotnie uhonorowana nagrodą Fulbrighta, a jej istotą jest analiza izotopów skamieniałości drewna, pochodzących z okresu eocenu. To kobieta, która naprawdę swoją ciężką pracą zdobyła poklask oraz uznanie w naukowym świecie. Zalicza się ona do osób, które zostały oznaczone medalem EBSA (wyróżnienie dla biofizyków), którego przyznaje Europhean Biophysical Societies Association. Co ważne, Hope Jahren jest jedyną kobietą, która zdobyła takie oznaczenie. 

"Żadne ryzyko nie jest bardziej przerażające od tego, które podejmuje pierwszy korzeń. Korzonek-szczęściarz znajdzie w końcu wodę, ale jego pierwszym zadaniem jest zakotwiczyć zarodek i tym samym zakończyć nomadyczną fazę jego egzystencji, jakkolwiek bierna by ona była. Kiedy już korzeń zostanie wypuszczony, roślina na zawsze traci jakąkolwiek nadzieję na przesiedlenie się w cieplejsze, wilgotniejsze czy bezpieczniejsze miejsce."
Źródło
 Autorka zawojowała światem nie tylko swoimi ogromnymi osiągnięciami w świecie roślin. Napisała także magiczną książkę - "Lab girl". Została ona podzielona na trzy główne części: Korzenie i liście, Drewno i sęki, Kwiaty i owoce. Utwór ten w spójny sposób łączy w sobie autobiografię oraz powieść popularnonaukową. Życie młodej laborantki, jej konsekwentne dążenie do stawianych sobie coraz wyższych celów, które okraszone były ciężką pracą, zarówno fizyczną jak i psychiczną, jej zmagania, by zdobyć odpowiednie fundusze na swoje badania - to wszystko splata się z ciekawostkami ze świata naukowego. Głównie dotyczą one rozwoju drzew, poczynając od drobnego kiełkującego nasionka, poprzez jego powolny wzrost, kwitnienie i w końcu obumieranie. Nie zabrakło tutaj także wątków z życia prywatnego badaczki, np. relacji z dość ciężkiego przebiegu ciąży i jej prób w odnalezieniu się w zupełnie nowej życiowej roli, jaką była rola matki.
"Cały seks na planecie jest biologicznie zaprojektowany, by służyć jednemu ewolucyjnemu celowi: mieszaniu genów dwóch różnych osobników, z których za jego pomocą powstaje nowy osobnik o genach nieidentycznych z żadnym z rodziców. Ta nowa mieszanka genów niesie ze sobą niespotykane dotąd możliwości, dawne słabości zostają wyeliminowane, a w ich miejsce pojawiają się nowe, które mogą się nawet okazać mocnymi stronami."
W książce tej splatają się dwa światy: ten z zimnego laboratorium i ten z udziałem kojącej zieleni. Autorka zabiera nas w niesamowitą podróż, dzięki której możemy na własnej skórze się przekonać na czym tak naprawdę polega praca naukowca. Nie sądziłam, że o drzewach i w ogóle o świecie roślin można pisać z taką pasją i wywoływać tym samym tak wiele emocji w czytelniku. A jednak jest to możliwe! I choć "Lab girl" jawi się jako idealna historia, która spaja tyle różnych światów, to jednak można się tutaj do czegoś przyczepić. A mianowicie, niektóre rozdziały, moim zdaniem, są tutaj zbyteczne, stanowią tylko "przedłużenie" książki, są mocno przegadane. I choć zazwyczaj jestem fanką długich i zabawnych dialogów, to w tej powieści mnie one zwyczajnie denerwowały. Sprawiały wrażenie, jakby autorka je na siłę umieściła w danym momencie i czytelnik mógł odnieść wrażenie, że są one zbyt sztuczne.

Podsumowując, "Lab girl" to cudowna książka o kobiecie naukowcu, o jej trudach w laboratorium, ale przede wszystkim to historia świata roślin, w którym naprawdę wiele się dzieje. To również opowieść o kobiecie, która postawiła sobie na swej życiowej drodze konkretny cel i za wszelką cenę dążyła do niego ;)




Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Kobiecemu




~ Paulina Korek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz