sobota, 14 października 2017

"Miasto świętych i złodziei" - Natalie C. Anderson

Źródło
Co mnie skłoniło do przeczytania tej książki? Z całą mocą i pewnością mogę odpowiedzieć, że na pewno nie to, iż była ona porównywana do takich dzieł, jak "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" czy też "Zaginiona dziewczyna". Z pierwszym tytułem miałam okazję się spotkać i to nawet dość blisko, jednak nie zaiskrzyło pomiędzy nami zupełnie. Dotrwałam do połowy i w końcu stwierdziłam, że dłużej nie mam ochoty się męczyć. Drugiego tytułu nie miałam okazji jeszcze zgłębiać, jednak zwyczajnie mnie do tego nie ciągnie, bowiem nie przeżyłabym, gdyby okazało się, że książka jest gorsza niż film, który notabene bardzo mi się podobał i nawet po kilkukrotnym jego obejrzeniu, nie znudziłby mi się. Do przeczytania "Miasta świętych i złodziei" po prostu przekonała mnie przepiękna okładka. Można powiedzieć, że wręcz mnie oczarowała i zahipnotyzowała i do samego końca lektury nie mogłam się wydostać z władzy tego czaru. Również fakt, iż akcja będzie się tutaj rozgrywała w Kenii dodała swego rodzaju smaczku. Nie miałam wyboru, musiałam sięgnąć po tę książkę! Jesteście ciekawi, czy czas spędzony z tym tytułem, był czasem straconym, czy wręcz przeciwnie? Zachęcam do przeczytania dalszego ciągu mej recenzji. Na początek zajmijmy się fabułą i tym o co tutaj tak naprawdę chodzi. Otóż główna bohaterka tej powieści ma na imię Tina i jest złodziejką w gangu Goondan. Jej życiu nadaje sens jedynie zemsta. Za co, spytacie. A za to, że kilka lat wcześniej jej matka została brutalnie zamordowana. Zabójcą jest niejaki Roland Greyhill, który do szpiku kości jest zły i przebiegły. Całe swoje dotychczasowe życie zbudował na fortunie oraz korupcji i przestępczym życiu.

"Rozmowy ustają i słychać jedynie dźwięk łyżek uderzających o talerze. Zakonnice wpatrują się w nas wyczekująco. Chrząkam i ocieram usta, zbyt późno uświadamiając sobie, że zrobiłam to wierzchem dłoni. - Tak - mówię. - Realizujemy... emm... projekt.- Musimy porozmawiać z mieszkańcami wioski o praktykach rolnych - wybawia mnie Michael. - Jesteśmy w klasie o profilu ekologicznym. Boyboy pokasłuje i uśmiecha się, potakując. - To wygląda na duży projekt, jak na szkołę średnią. Podróżujecie bez opiekunów?- Uczymy się na uniwersytecie - mówi Boyboy."
Pewnego dnia Tina dostaje szansę od losu - ma okazję, by wejść do środka posiadłości okropnego i złego Greyhilla. Dziewczyna bez wahania korzysta z tej sposobności, ponieważ liczy, że będzie to doskonały sposób na osobistą zemstę. Nawet przez myśl jej nie przechodzi, że w wyniku splotu kilku wydarzeń nagle sama znajdzie się w wielkim niebezpieczeństwie. Czy Tinie uda się ostatecznie pomścić śmierć ukochanej matki? Czy dziewczyna odzyska spokój i co najważniejsze, czy uda się jej przeżyć?

Źródło
 Autorka bardzo dobrze skonstruowała tutaj fabułę i dość znacznie ją rozbudowała. Łatwo jest zauważyć, że miała ona każdy krok dobrze przemyślany, nic nie zdarzało się przypadkiem lub zrządzeniem losu. Przygody Tiny wciągają czytelnika już od pierwszych stron, naprawdę ciężko jest się oderwać od lektury, choćby na pięć minut, a nawet jeśli jest się do tego zmuszonym, to jednak myśli cały czas krążą wokół głównej bohaterki i cały czas czytelnik zastanawia się, co wydarzy się za chwilę. Muszę się przyznać, że kiedy sięgałam po tę lekturę miałam pewne obawy - że fabuła będzie zagmatwana, że akcji to będzie tutaj tyle ile przysłowiowo kot napłakał, że będzie zbyt dużo bohaterów i ciężko będzie się połapać kto jest kim i w końcu, że po prostu okaże się ona nudnym dziełem, a ja będę totalnie rozczarowana, pomimo tak licznych i pozytywnych recenzji, które miałam okazję napotkać w Internecie. Całe szczęście, żadna z tych obaw się nie sprawdziła, a lektura była czystą przyjemnością. Bohaterowie są tutaj bardzo dobrze zarysowani, a głównej bohaterki nie sposób nie polubić. Autorka idealnie ją pokazała wraz ze wszystkimi emocjami, jakie nią rządziły, więc czytelnikowi bardzo łatwo przychodzi zrozumienie jej zachowania. Drugim fajnym bohaterem okazał się być Michael, który wspierał Tinę w każdej sytuacji. Miałam ogromną nadzieję, że razem stworzą coś namacalnego i trwałego i że wspólnie będą w stanie pokonać każdą przeciwność losu.
"Wiem, że nie powinnam odbierać - najprawdopodobniej któryś z nich dzwoni z innego telefonu - ale mam jakieś dziwne przeczucie. - Halo?- Tina? To ty?Miękną mi kolana.- Kiki? Wszystko w porządku?- Próbuję się do ciebie dodzwonić od kilku dni!- O co chodzi? Co się stało?Słyszę, jak szepce coś do kogoś stojącego obok. Potem wraca do mnie. - Co? Nie, nic się nie stało. Gdzie ty jesteś?W tle słyszę rozmowy dziewczyn. Moje serce zwalnia bieg; ocieram usta drżącą ręką. Biorę głęboki oddech, próbuję brzmieć normalnie:- Opuściłam miasto." 
Autorka napisała tę powieść prostym i zrozumiałym językiem, który naprawdę szybko się przyswaja i czyta. Nie sposób się oderwać od tej książki, czytelnik koniecznie pragnie się dowiedzieć, co się wydarzy na następnych jej kartach. Jedynym minusem może być to, że na początku książki został umieszczony słownik wyrazów, które zostały użyte w tej książce, wraz z polskim tłumaczeniem. Chyba łatwiej by się czytało, gdyby znaczenie danego słowa było umieszczone w przypisach, nie wymagałoby to konieczności wracania za każdym razem do słowniczka na początku powieści.

Podsumowując, "Miasto świętych i złodziei" to bardzo wciągająca powieść, której akcja rozgrywa się w gorącej i niebezpiecznej Kenii. Wciąga ona od pierwszych stron i nie sposób się od niej oderwać. Autorka stworzyła tak plastyczne opisy, że czytelnik ma wrażenie, że wystarczyłoby tylko zamknąć oczy, a znalazłby się on w Kenii wraz z główną bohaterką. Dzięki temu, podczas lektury ma się wrażenie, że samemu się bierze udział w przygodach Tinach. Oddałam tej książce swoje serce bez wahania, może wasze też skradnie? ;)



Ocena: 9/10







~ Paulina Korek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz