niedziela, 22 października 2017

"Miecz Shannary" - Terry Brooks



„Kroniki Shannary” to seria książek, która bardzo się rozrosła. Na jej podstawie powstał nawet bardzo popularny serial, mający obecnie miliony fanów. Sama czułam wielką ochotę, by go obejrzeć, jednak najpierw wolałam sięgnąć po jego literacką wersję. W ten sposób w moje ręce wpadł „Miecz Shannary”. Czy czuję się zachęcona dzięki tej książce do rozpoczęcia przygody z serialem?

Terry Brooks to amerykański pisarz fantasy. Urodził się w Sterling w stanie Ilionois. Ukończył Hamilton College oraz Washington and Lee University. Znany jest głównie z high fantasy i zaliczony został do grona najwybitniejszych twórców tego gatunku. Jego najsłynniejszy cykl „Kroniki Shannary” sprzedał się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy.

„Pokonałem go nie siłą, lecz serdecznością i przyjaźnią. Dostrzegłem w nim istotę, którą szanuję i cenię. Byłem pierwszym człowiekiem, który potraktował go jak równemu rodzajowi ludzkiemu i w ten sposób zyskałem najbardziej lojalnego kompana.”

O Terrym Brooksie słyszałam wiele dobrego. Dużo osób przedstawia go jako mistrza gatunku, jednak mi jego twórczość jakoś nie do końca przypadła do gustu. Przede wszystkim jest to dość oklepana historia. Mamy głównego bohatera – sierotę, który okazuje się być ostatnim potomkiem królewskiego rodu Shannary. Szuka go druid, który tym samym pomaga dopełnić się przeznaczeniu. Shea Ohmsford – bo tak nazywa się bohater powołany do życia przez Terry’ego Brooksa – musi stawić czoło lordowi Warlockowi, którego do tej pory uważano za martwego. Na dodatek  mamy jeszcze tajemniczy, magiczny artefakt, posłuszny jedynie Sheanowi, i to właśnie dzięki niemu możliwe jest pokonanie złego lorda. Następnie postacie wyruszają na niebezpieczną wyprawę, by dopełnić przeznaczenie. Brzmi dość znajomo, prawda? Nawet mnie, osobie nie czytającej „Władcy Pierścienia”, te dwie serie wydają się dość zbliżone. I rzeczywiście – poszperałam trochę w Internecie i dowiedziałam się, że Brooks swojego czasu był oskarżany o plagiat twórczości Tolkiena.

Zostawmy jednak sprawę podobieństwa „Kronik” do „Władcy Pierścienia”. Skupmy się teraz na kreacji świata przedstawionego. Mamy w nim różne istoty, takie jak elfy, trolle czy krasnale. Łatwo więc domyśleć się, że i tutaj Brooksa nie popisał się kreatywnością. W końcu owe postacie bardzo często występują w literaturze i nie są niczym nowym. Magiczne istoty Terry’ego nie mają też żadnych nieszablonowych, ciekawych cech. Są bardzo zwyczajne, pospolite. Ponadto jest tu klasyczny motyw podziału na „dobre” i „złe” rasy, czyli przedstawienie postaci w czaro-białych barwach. Idźmy jednak dalej. Świat Shannary podzielony jest na cztery krainy, o których dowiadujemy się niewiele. Czytelnik nie poznaje ich kultury, specyfiki czy czegokolwiek, co pozwoliłoby zagubić się w przestrzeni książki. Nie ma tutaj tej cudownej, magicznej, nieco tajemniczej aury, typowej dla dobrze wykreowanego świata fantasy. Są tu co prawda bogate opisy Shannary, jednak mimo wszystko czegoś tu zdecydowanie zabrakło.

Fabuła książki jest nawet ciekawa, jednak akcja toczy się dość mozolnie. W książce dominują ,czasami przydługie, opisy, a początek jest bardzo rozciągnięty. Wszystko rozkręca się tak naprawdę dopiero pod koniec. Natomiast język powieści jest wyjątkowo prosty i lekki, jednak mimo wszystko czytanie dłużyło mi się. Sama nie wiem, z jakiego powodu. Niby styl autora należy do przyjemnych, ale coś było zdecydowanie nie tak.

Książka być może nie jest zła, skoro ma tak wielu fanów, jednak mi jakoś nie do końca przypadła do gustu. Po mistrzu gatunku high fantasy spodziewałam się zdecydowanie więcej niż ofiarował mi Terry Brooks. Mimo wszystko mam zamiar sięgnąć po kolejną część, może wszystko się rozkręci i będzie ciekawie?

OCENA: 4/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

Sara Chrzanowska

6 komentarzy:

  1. Czytałam drugą i trzecią część tej serii :) dla mnie to była ciekawa przygoda.

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może 2 i 3 część bardziej mi się spodoba :)

      Usuń
  2. Kiedyś zaczytywałam się pasjami w "high fantasy", ale to było na początku mojej znajomości z gatunkiem (czytaj: co najmniej 15 lat temu i w czasach gdy wszystkie udziwnienia wydawały mi się zbędne, a Władca był niedoścignionym wzorem ;)). Teraz już wiem, że w fantastyce szukam nowości, przełomów i urozmaiceń, więc Brooks spadł jakiś czas temu z listy do przeczytania, bo pewnie miałabym bardzo podobne wrażenia :(
    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam fantastykę od jakiś 8 lat i też zaczynam dostrzegać schematy i przewidywalność. Coraz trudniej znaleźć coś nietuzinkowego :/

      Usuń
  3. Oglądałam pierwszy sezon serialu - jak dla mnie średni, ale i tak w jakimś stopniu mnie zaintrygował. Od serialu chciałam przeczytać książki, nawet bardzo. Ale nie podoba mi się oskarżenia o plagiat do jednych - z moim zdaniem - najlepszych książek ever!
    Sięgnę, ale teraz z całkowicie innym nastawieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie czytałam "Władcy pierścienia" i tylko ogólnikowo wiem o czym jest (z opisów i ekranizacji), więc sama nie mogę stwierxzić, czy blisko Brooksowi do plagiatu czy też nie. Jednak widzę pewne wspólne elementy.

      Usuń