piątek, 20 października 2017

"Novak Djoković. Zwycięzca" - Blaza Popović

Źródło
Książka może przerazić. Swoją objętością i tym, że jest w twardej oprawie. To prawdziwa gratka dla fanów sportu, a zwłaszcza tenisa. Taka "cegiełka" przyda się z pewnością także w akcie samoobrony (w końcu nigdy nie wiadomo kogo spotkamy np. w autobusie czy też na spacerze). Poza tym może służyć jako ciężarek do ćwiczeń. I już na siłownię nie trzeba chodzić! No dobrze, ale w takim razie o czym jest ta książka, a raczej biografia i to tak obszerna?
Novaka chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Znany jest w świecie tenisowym, lecz także z tego, że uwielbia sobie stroić żarty ze wszystkich. Cała historia zaczyna się dość nietypowo i niepozornie, bo wcale nie od sportu, który jest całym życiem Djokovicia, a od narysowania tła społeczno-politycznego, bowiem opowieść rozpoczyna burzliwa historia Serbii. To miało niezwykle ogromny wpływ na sposób wychowania Novaka Djokovicia, a także na kształtowanie jego osobowości. Obecnie trudno sobie wyobrazić, że można by było żyć w takich strasznych warunkach, z duszą na ramieniu i niepewnością, czy dożyje się wieczora, jednak dwie dekady temu, kiedy to w byłej Jugosławii szalała wojna, ludzie dość szybko wrócili do normalnego trybu życia, zaś młody Novak powrócił do swoich ukochanych treningów. Autor uważa, że to właśnie pasja do tenisa utrzymała wtedy młodego chłopaka w zdrowiu psychicznym.

"Droga do Bangkoku wiązała się z lotem przez Zurych i poważnymi problemami administracyjnymi. Petrović miał australijski paszport, a Djoković i Jelisavvcić serbski - i to bez wizy. W tym czasie Serbia była pod silnym reżimem wizowym i wiele miejsc było niedostępnych. Nic nie pomogła perswazja, że wizę załatwią po przyjeździe do Tajlandii, pozostali uwięzieni na lotnisku w Zurychu. Jak na złość, wszystkie pokoje w hotelu lotniska były zajęte. Petrović zapamiętał, że długo siedzieli w holu i grali w remika, aż do wczesnych godzin porannych, kiedy wreszcie zostali umieszczeni w pokojach."
Może się wydawać, że trudne życie Novaka kończy się w kraju ogarniętym krwawą wojną i walką o przetrwanie, że im dalej tym jest łatwiej przetrwać. Nic bardziej mylnego. Nawet kiedy już sytuacja w Belgradzie się uspokoiła, to nadal rodzina Djokovicia miała pod górkę. Gdyby nie pożyczki oraz kilka życzliwych osób, to z pewnością nigdy byście nie usłyszeli o kimś takim jak Novak, ba, nie miałby on nawet najmniejszej szansy, by się wybić i zaistnieć, bowiem w jego państwie nie było żadnych tradycji tenisowych ani jakiegokolwiek wsparcia dla młodego chłopaka.


 Autor bardzo dokładnie opisuje te trudy początków kariery znanego tenisisty. Jednocześnie podkreśla znaczenie jego bliskich. To właśnie jego rodzina objawia nam się jako jedna wielka jedność, która ujmuje dobrocią oraz tym, że zawsze można na nich liczyć. Fragmenty, w których Popović właśnie do rodziny się odwołuje wzruszają czytelnika, wręcz poruszają w nim jakąś czułą nutkę i są niezmiernie ciekawe. Z całej tej historii wyłania się postać, która z jednej strony jest poważnym mężczyzną, któremu udało się wybić i osiągnąć naprawdę ogromną karierę, a z drugiej osoba, która potrafi się rozluźnić i pożartować i, co najważniejsze, dobrze się bawić.
"Mimo niełatwej drogi, przebił się do dalszych rund Australian Open i został drugim Serbem, któremu udało się w tym turnieju być wśród najlepszej szesnastki. Poprzednik, Slobodan Boba Zivojinović, zrobił to samo w 1985 roku. Boba dotarł wtedy do ćwierćfinału, gdzie został zatrzymany przez Matsa Wilandera z wynikiem 3:0 w setach. Podobnie, niestety, było w przypadku Novaka. Przegrał 1/8 finału z Rogerem Federerem, także 3:0."
Jak się łatwo domyślić, większość tej biografii stanowią jednak opisy potyczek na kortach tenisowych, porażek i sukcesów Novaka. Ale nawet jeśli się nie jest zbytnim fanem sportu, tę książkę się prostu wchłonie. Najlepszym dowodem tego jest moja skromna osoba.  Podczas lektury tej historii nie da się nudzić. Opisy meczów, przygód na korcie są przeplatane z wypowiedziami wielu ludzi, którzy spotkali i poznali Novaka, co powoduje, że nie zauważa się, jak strony nam ubywają pod palcami. Polecam gorąco!



Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Planeta




~ Paulina Korek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz