niedziela, 8 października 2017

"Pensjonat pod Meduzą" - Halina Kowalczuk

Źródło
Jedyne co widzicie za oknem to ciemne chmury i ulewny deszcz? Na domiar złego, coraz częściej dopada was zły humor i jedną z nielicznych rzeczy, na które macie ochotę, to jest zakopanie się głęboko pod kocem i zapadnięcie już w sen zimowy? Mam dla was idealne antidotum. Ono was rozgrzeje i poprawi humor, tak bardzo, że będziecie nim zarażać innych!
Znacie to przysłowie, które mówi, że nieszczęścia lubią chodzić parami? Przekonuje się o tym na własnej skórze główna bohaterka tej powieści. Ale wszystko po kolei...
Szczerze mówiąc, powyższa książka była pierwsza tej autorki, po którą sięgnęłam. Zauroczyła mnie, oczywiście, okładka. Niewiele zdradza, choć pewnie łatwo się domyślić o czym będzie ta powieść - w tytule słowo "pensjonat", a na okładce drabina i farby. Lubię takie subtelne okładki, które mimochodem przykuwają uwagę czytelnika i w pewien sposób zachęcają do przeczytania danej twórczości. Sięgając po ten tytuł nie spodziewałam się, że wywoła mnie aż tyle skrajnych emocji i uczuć. To po prostu jest majstersztyk.
Pomysł na fabułę może nie jest tutaj zbyt oryginalny, ale już forma robi naprawdę ogromne wrażenie. Mamy okazję poznać czterdziestokilkuletnią Gabrysię, której życie wali się na głowę. I to z mocnym hukiem! Otóż, traci pracę, w której robiła karierę przez dwadzieścia lat. I odchodzi od niej mąż. Obydwa te wydarzenia łączy jedna rzecz - mianowicie, dzieją się one z udziałem jakiś młódek, które dopiero co przestały żywić się mlekiem matki. Kobieta rozpacza, lecz za namową swojej ukochanej matki oraz dzieci postanawia wziąć życie w swoje ręce i wyjechać nad morze, odwiedzić swoją ciotkę Hortensję. Pragnie tam w ciszy i spokoju przemyśleć całe swoje życie i zastanowić się nad tym, co robić dalej. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że los już szykuje dla niej wiele niespodzianek.

"Luzia wiedziała o tym, jednak miłość do rodziców i domu była większa, zgodziła się na ślub, chociaż wiedziała, że Hans jest też człowiekiem bardzo okrutnym, swoją służbę bił za byle przewinienie, toteż uciekali od niego tak szybko, jak tylko mogli. Baron zgodnie z obietnicą spłacił długi grafa, a nawet wypłacał mu co miesiąc pewną sumkę na jego nałóg."
Mamy tutaj do czynienia z cudowną prozą. Niby nic oryginalnego autorka nie stworzyła, a jednak nie potrafiłam się oderwać od lektury. Bardzo łatwo się tutaj wczuć w życie głównej bohaterki. Czytelnik ma wtedy wrażenie, że wydarzenia, o których czyta dzieją się wokół niego. Podczas jej utraty pracy współczułam jej z całego serca. Zaś kiedy czytałam o tym, jak mąż ją zdradza kipiała we mnie złość i miałam ochotę mocno przywalić temu niewiernemu mężczyźnie, któremu zwyczajnie znudziło się życie w małżeństwie, a zachciało mu się zabawy.

Źródło
Z nadzieją wyczekiwałam zmian w życiu Gabrysi oraz tego, jak ona sobie poradzi z tymi wszystkimi problemami. Autorka w prosty sposób pokazuje nam tu, że nie warto rozpaczać nad tym, co było i minęło bezpowrotnie. Że trzeba się cieszyć z tego, co mamy i co jeszcze może nam los zgotować.
Najlepiej są tutaj przedstawieni, oczywiście, bohaterowie. Na ich czele stoi Gabrysia, która z pozoru wydaje się być spokojną i cichą kobietą. Jednak, kiedy życie ją do tego zmusza, potrafi również pokazać pazur i postawić na swoim. Równie ciekawie przedstawia się Olek, który jest znajomym Gabi z czasów dzieciństwa. Jest on profesorem na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Rybołówstwa, zaś jego największą pasją jest... Tak, łowienie ryb! Lecz ten wizerunek jest naprawdę złudny.  Pod maską niewinności kryje się także pewien mroczny element, który uaktywnia się tylko w niektórych sytuacjach... Kolejną ciekawą bohaterką, którą należy tutaj wymienić jest sama ciotka Hortensja. Jest ona strasznie surowa oraz apodyktyczna, choć czasem miewa lepsze dni i pokazuje swoje cieplejsze oblicze.
"Znowu zmysły wzięły górę, kobieta poddawała się pieszczotom, brała je i oddawała. Z niczym się nie spieszyli. Wszystko wydawało się, że dzieje się jak w filmie w zwolnionym tempie. Kiedy zmęczenie siedzieli na kaflowej ławeczce, Gabi czuła się tak, jakby jej zmysły, erotyzm po długiej śpiączce obudziły się i były nienasycone."
Z kolei jej przyjaciółka to jej istne przeciwieństwo. Dobra, miła, z sercem na dłoni, każdemu jest skłonna pomóc. Jest pełna życiowej mądrości i baaardzo tajemnicza. No dobrze, ale w takim razie, gdzie się podziały czarne charaktery, czyżby tutaj w ogóle nie występowały? Nie! Przecież już na samym początku recenzji o jednym takim charakterze wspomniałam - mężu Gabrysi, który znudzony życiem w stabilnym związku, opuścił żonę i udał się na hulanki i swawole do młodziutkiej tlenionej blondynki. Występuje także tutaj pewna arogancka oraz wyniosła dama. Obydwie te postaci potrafią nieźle podnieść czytelnikowi ciśnienie!

Cała książka jest napisana pełnym życia stylem, nie ma tu miejsca na zbędne opisy, które nie dość, że utrudniają czytelnikowi lekturę, to jeszcze stwarzają wrażenie sztuczności. Powieść czyta się z wypiekami na twarzy oraz z zapartym tchem, z niepewnością, co takiego się wydarzy na następnej stronie. Jest to bardzo optymistyczna i ciepła historia o tym, że warto mieć marzenia i warto je spełniać. Że nie warto się przejmować minionymi chwilami, bo i tak się ich już nie zmieni, nie ma się zwyczajnie na to wpływu. Że lepiej jest żyć w 100%, niż tylko w 50%, że trzeba brać od życia wszystko, co nam ono daje. I co najważniejsze, żyjmy tak, jakby jutra miałoby już nie być ;)



Ocena: 10/10


Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Lucky




~ Paulina Korek

2 komentarze:

  1. Wow, z chęcią zapoznałabym się z tą pozytywną książką!
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto! ;) Ma w sobie swego rodzaju magię, która zawładnie Tobą i w te jesienne wieczory ogrzeje ;)

      Usuń