sobota, 21 października 2017

"Rabunek i maska"- Nadieżda Myszlennik [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

„Rabunek i maska”. Pod tym tytułem kryją się dwa opowiadania o przyjaciołach, Bogdanie i Romanie. To młodzi ludzie, nie spełnieni zawodowo, którzy przeżywając przygody odnajdują swoje powołanie.

W opowiadaniu „Rabunek” bohaterowie sącząc wyskokowe trunki postanawiają wzbogacić się niecnym uczynkiem. Chcą obrabować sanocką galerię obrazów Zbigniewa Beksińskiego. Panowie w dość niewybrednych słowach komentują styl i samego malarza. W celu uzyskania rozeznania w terenie udają się do galerii. Tam dochodzi do niebezpiecznego wypadku –zostają porażeni prądem wskutek czego przenoszą się (mają halucynacje?) do tajemniczego korytarza, gdzie spotykają… Śmierć. Spersonifikowana Śmierć wraz ze swoim demonicznym psem Berghastem (ciekawostka: „berghast” w legendach anglosaskich to zwiastun śmierci przybierający postać czarnego psa) zabierają niedoszłych złodziejaszków w podróż po obrazach Beksińskiego, dosłownie się do nich przenosząc i stając się ich częścią.

Drugie opowiadanie („Maska”) stanowi bezpośrednią kontynuację poprzedniego. Tym razem Roman i Bogdan jadą do Żagania, w którym postanawiają zwiedzić jeden z tamtejszych pałaców. Wiąże się z nim legenda o rzeźbiarzu, który zawarł pakt z diabłem. Artysta podczas prac nad wykończeniem budynku, zaczął cierpieć na niemoc twórczą. Chciał udekorować pałac wizerunkiem maszkaronów, które wyglądałyby jak najbardziej realistycznie. Tę okazję wykorzystał diabeł, który i złożył artyście propozycję: pokaże mu sto różnych, przerażających obliczy, które rzeźbiarz będzie mógł wykorzystać. W zamian za to klasycznie, jak to w „Fauście” czy w „Panu Twardowskim”, diabelski jegomość zażądał jego duszy. O dziwo, artysta zawarł tę niekorzystną umowę i w tajemniczych okolicznościach po pewnym czasie zniknął. I tu, wiele wieków później, pojawia się nasz bohater Roman. Przez przypadek mężczyzna trafia na trop rozwikłania zagadki zniknięcia rzeźbiarza i przy okazji odbywa kolejną podróż, tym razem do samego piekła.

Zanim jednak przejdę do oceny fabuły, pragnę wspomnieć o pewnym „grzeszku” obu opowiadań. Dotyczy on bohaterów. Roman i Bogdan w zasadzie niczym się nie różnią od siebie i gdyby w trakcie lektury pozamieniać im imiona, czytelnik nawet by się nie zorientował. Panowie są nijacy i zachowują się chwilami zupełnie nieracjonalnie. W „Rabunku” spotykają Śmierć i są przerażeni, co jest zupełnie naturalne w ich położeniu. Żaden z nich jednak nie zadał sobie pytania, czy to co widzi nie jest aby fikcją. Logicznym byłoby kwestionowanie tego co widzą i podjęcie prób pozbycia się iluzji (szczypanie się, zamykanie i otwieranie oczu, zadanie pytania towarzyszowi, czy też widzi to co on). W „Masce” już dużo mocniej widać pewien brak logiki w postępowaniu. W tym opowiadaniu Roman spotyka obcego mężczyznę, Bruna. Nasz bohater absolutnie nie jest zdziwiony tym, o czym informuje go nieznajomy i przyjmuje nadnaturalne wiadomości bez lęku czy krzty wątpliwości. Co gorsza, prawie bez zawahania zaufał obcemu człowiekowi, który prowadzi go do Krainy Diabła. Następnie pozwala się zamknąć w jednym z miejsc kaźni, w których odczuwa cierpienie dusz potępionych. Rozumiem ciekawość, aby zwiedzić piekło, ale żeby dać się zamknąć w jednej z piekielnych sal? Szczerze mówiąc, nie mogę tego inaczej nazwać jak przykładem bezgranicznej naiwności i głupoty. Rozumiem, że forma opowiadania nie pozwoliła autorce rozszerzyć opisu bohaterów, uwypuklić ich cechy należycie, ale jednak może warto byłoby na przykład zróżnicować ich sposób ekspresji oraz reakcje na fantazyjne zdarzenia.

Przyznam, że opowiadanie „Rabunek” bardziej przypadło mi do gustu. Przede wszystkim ze względu na pomysł na fabułę. Oczywiście zdarzało się, aby bohaterowie literaccy używali obrazów jako portalu do innej krainy (tak np. w „Opowieści z Narni: Podróż Wędrowca do Świtu”), rozmawiali z portretami (seria książek o Harrym Potterze), czy też posiadali zmieniający się portret („Portret Doriana Graya”), ale akcja książki nie opierała się na opisie wrażeń ze „zwiedzania” obrazów. To opowiadanie, poza walorem rekreacyjnym, ma przede wszystkim charakter edukacyjny. Czytelnik, który nie miał nigdy styczności z twórczością Zbigniewa Beksińskiego może sporo się dowiedzieć na temat jego twórczości i motywów, dla których artysta malował w ten, a nie w inny sposób. Myślę, że w kontekście popularności filmu „Ostatnia rodzina” można wysnuć wnioski, iż artysta ten ma wielu swoich fanów i z pewnością mogą oni być zainteresowani treścią „Rabunku”. Zastanawiałam się, czy w tym utworze nie ma za mało wkładu samej autorki –opisuje bowiem poszczególne obrazy, ale poza nimi, niewiele się dzieje w tym opowiadaniu. Jednak po przemyśleniu, z uwagi na to, iż obrazy Beksińskiego są wyjątkowo fantazyjne, a nadto sama autorka w dedykacji wskazuje, iż jej utwór stanowi swoiste epitafium dla malarza, wydaje mi się, iż była to bardzo dojrzała i wyważona decyzja.

Drugie z opowiadań nie ma już waloru edukacyjnego. Pomysł z wędrówką po piekle nasuwa oczywiste skojarzenie z „Boską Komedią” Dantego. O ile tam było to nowatorskie, to tu wypada mało odkrywczo, choć porusza problemy i główne grzechy współczesności. Opowiadanie służy przedstawieniu religijnych oraz moralnych poglądów autorki (na m.in. problem alkoholizmu, narkomanii, aborcji). Opisane katusze zmarłych nieszczęśników są bardzo sugestywne i pełne symboliki np. pomysł zjadania przez alkoholików mózgów i serc swoich bliskich.

Na co warto zwrócić uwagę to to, że książka zawiera kilka fotografii obrazów Beksińskiego oraz pałacu w Żaganiu. Szkoda, że nie umieszczono żadnego zdjęcia przedstawiającego jedną z masek. Okładka przyciąga spojrzenie, gdyż przedstawia obraz Zbigniewa Beksińskiego. W treści „Rabunku” autorka dokonała wnikliwej analizy obrazu, więc czytelnik może zobaczyć jak wygląda i zrozumieć symbolikę umieszczonych na nim elementów.

Ogólnie książka sprawia dobre wrażenie i podoba mi się pomysł na fabułę. Dodam, jako ciekawostkę, iż Nadieżda Myszlennik pisze prozę dopiero od 2016 roku (wcześniejsze doświadczenia literackie zdobywała na gruncie poezji). Myślę, że to udany początek drogi pisarskiej.  

Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Anna Mackiewicz


2 komentarze:

  1. Raczej nie dla mnie :) Nie chcę się męczyć, a wydaje mi się, że nie przypadłaby mi do gustu...

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zakładce Biblioteczka można odnaleźć mnóstwo inspiracji do ciekawej lektury. Każdy znajdzie coś dla siebie :). Również pozdrawiam :).

      Usuń