niedziela, 22 października 2017

"Szamanka od umarlaków" - Martyna Raduchowska

"Piwnica! Ciemna, zimna, straszna, cicha piwnica! Tak, tak, tak! Toż to klasyka! Normalnie taka piwnica, że mucha nie siada! No właźże, dziewczyno, na co czekasz?"

Szamanka od umarlaków to książka, od której oczekiwałam nieco więcej. Historia zaprezentowana przez autorkę jest banalna i przewidywalna, ale czytało się ją nawet przyjemnie, chociaż momentami monotonia męczyła.

Tematyka, którą porusza Martyna Raduchowska jest niewątpliwie ciekawa i jest w niej potencjał, ale nie został wykorzystany. Niektóre mocne i nadludzkie zdolności, które poznajemy, są ciekawie zaprezentowane i to jest w sumie największy plus książki. Niestety, ale zabrakło mi emocji, ciekawego poprowadzenia akcji, jej zwrotów i tajemnic, które z przyjemnością bym odkrywała. Ani razu nie zostałam zaskoczona.



Główna bohaterka Ida jest typową nastolatką, która użala się nad sobą, nie godzi ze swoim losem, nie ma pojęcia o swojej mocy, planach rodziców, buntuje się, a później wpada w wir wydarzeń, które spadają na nią lawiną. Oczywiście musi sobie ze wszystkim poradzić i jako nieświadoma, szara myszka nagle potrafi robić niespotykane rzeczy, ale na jej drodze ciągle stają jakieś przeszkody.

"Była jedna rzecz, której nikt o Idzie nie wiedział. 

Za cholerę nie chciała być wiedźmą."

źródło


Zastanawiam się gdzie jest ten nietuzinkowy humor, który był obiecany, bo mi go ewidentnie zabrakło, a żarty były suche. Niestety, ale nie bawiłam się dobrze podczas czytania, zabrakło mi śmiechu. Poza tym bardzo irytowała mnie główna bohaterka i jej ciotka, która była przewodnikiem i nauczycielką Idy. Tak irytujących osób jeszcze nie było. Ida ciągle użalała się nad sobą i swoim losem, co wpływało na mnie negatywnie, bo nie lubię takich postaci. Jej ciotka natomiast była taką wredną, typową staruchą, która potrafiła rzucać tylko sarkastyczne komentarze.

Bardzo brakowało mi głębszego poznania bohaterów, wszyscy się pojawiali i znikali, byli nijacy, niczym się nie wyróżniali, nie mieli cech, które autorka by nam zaprezentowała. Byli jak duchy bez emocji i twarzy, a główne postaci były tragiczne.

"Czy jeszcze do ciebie nie dotarło, że wpadłaś jak śliwka w gnój?"

Pozostaje również kwestia schematyczności i monotonii. Niestety, ale książka niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest do bólu przewidywalna i niestety, ale nudziłam się przez większą część. Liczyłam, że chociaż będzie to luźna historyjka, którą można przeczytać wieczorem, ale jak na złość irytujący bohaterowie skutecznie psuli wszystko.

W tekście brakowało mi również spójności. Wiele wydarzeń, które pojawiały się, były po prostu dodane tak, jakby autorka na siłę chciała zapełnić strony. Nic nie wnosiły, nudziły i to w sumie tyle. Dla mnie każdy element powinien coś wnosić do powieści, a takie bezsensowne wstawki powodowały tylko sztuczne pogrubianie i przeciąganie historii.

Być może zbyt wiele oczekiwałam od historii. Niestety, ale zawiodłam się i książka nie przypadła mi do gustu. Zabrakło akcji, emocji. Był ogromny potencjał, ale niestety nie został wykorzystany.

Ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję: Wydawnictwo Uroboros .
Natalia Zaczkiewicz

3 komentarze:

  1. No to jest chaotyczna i po prostu słaba powieść, obiektywnie rzecz biorąc. Tylko... ja jakoś tak żywię do niej jakąś sympatię. Ale może to dlatego, że zaczęłam od tomu drugiego?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieco zaskakująca recenzja, bo na razie trafiałam na same dobre. Ale przecież nie zawsze jest tak, że wszystkim się wszystko podoba. "Szamankę..." mam w planach, więc przekonam się sama, gdzie leży prawda.
    Pozdrawiam
    #LaurieJanuary

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeka na stosie, mam nadzieję, że mimo wszytsko mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń