wtorek, 10 października 2017

"Tożsamość nieznana, NN" - Karolina Wójciak

Myślę, że w dużej mierze na moją decyzję o przeczytaniu tej książki miał wpływ tytuł oraz okładka, która ściśle nawiązuje do treści, a to dodatkowo mnie ucieszyło. Jestem wzrokowcem i jeśli powieść wielkiego artysty, którego lubię, będzie okropna graficznie, też jej nie wezmę do ręki. Obecnie możliwości są ogromne i można stworzyć coś z niczego, a powiedzenie ,,nie oceniaj książki po okładce” chyba staj się już odrobinę przestarzałe.

Lena studiuje w Warszawie, ale podczas wakacji przyjeżdża na polecenie ojca, który dyktuje jej jak ma żyć, do Sopotu. Robi wszystko, aby zdystansować się od niego i zacząć żyć po swojemu, jednak nie jest to takie łatwe, gdy mieszka się w domu, w którym wszędzie są kamery, a jej poczynania są dokładnie kontrolowane. Mimo wszystko, te wakacje całkowicie odmieniają jej życie i już nic nie jest takie jak było kiedyś.

Krystian po śmierci matki przeżywa prawdziwy terror i na dodatek ojciec wyrzuca go z domu. Musi sam sobie poradzić i walczyć o każdy dzień przetrwania. Jest bardzo młody i nie myśląc o konsekwencjach, wstępuje do grupy przestępczej. Za tą decyzję przyjdzie mu zapłacić ogromną cenę. Czy będzie szczęśliwy i uda mu się wyrwać z sideł świata pełnego przemocy, brutalności i zła? 

Początek od razu wprowadził mnie do świata przestępczego i bez wątpienia wzbudził ogromne napięcie, które pozostało ze mną na naprawdę długi czas, ponieważ na wyjaśnienie tego wątku musiałam czekać aż do samego końca książki. Dzięki temu naprawdę miałam ochotę, aby brnąć dalej w tą historię.

Narracja w pierwszej osobie jest moją ulubioną, ponieważ dzięki niej czuję większą wieź z bohaterem i bardziej odczuwam wszystkie emocje. Początkowo trochę nie potrafiłam się rozeznać w czasie, bo jeden rozdział opisywał wydarzenia z np. 2005 roku, a kolejny z 2015 roku. Na szczęście w końcu mój mózg zaczął pracować, zrozumiałam sens tego zabiegu i muszę przyznać, że takie powroty do przeszłości były o niebo lepsze niż opowiadanie swojej historii przez bohatera, bo można było opisać wszystko szczegółowo.


Sama historia Leny i Krystiana była dość oklepana i wszechobecna w literaturze. Ona – bogata i rozpieszczona, on – biedny i pokrzywdzony przez życie, ale jakimś cudem znajdują wspólny język i takie tam. Jednak mimo wszystko pomieszanie świata bogactwa z biedotą naprawę się obroniło, bo jednak fabuła bez tych kontrastów nie byłaby aż tak interesująca i trzymająca w napięciu.

Całość była dobrze napisana, zrozumiale i bardzo lekko. Nie miałam problemu ze zrozumieniem fabuły ani poszczególnych wątków. Akcja posuwała się do przodu, ale na punkt kulminacyjny przyszło mi poczekać aż do samego końca. Jednak emocje były tak duże, że było warto.

,,- Jednak? – Pokiwał głową i wyciągnął koleją parę rękawiczek. – Definitywnie? Jak u Huberta Urbańskiego?
- Definitywnie! – powiedziałam zamykając oczy.”


Połączenie kryminału z romansem jest zawsze ciekawa mieszanką i tym razem również to się sprawdziło. Oczywiście wielkim plusem było to, że jednak tego kryminału i całego mroku było znacznie więcej niż miłości (przynajmniej w moim odczuciu). Książki z grupami przestępczymi w tle przeważnie trzymają w napięciu, bo nigdy nie wiadomo, jak postąpią ludzie nieprzewidywalni, na przykład mordercy.

Bohaterowie byli naprawdę świetni pod każdym względem. Oczywiście Lena na początku mnie denerwowała, bo była taką typową córką bogaczy, z bogatej dzielnicy. Jednak z biegiem czasu pokazała swoją prawdziwą naturę, która okazała się naprawdę ludzka. Lena okazała się rozsądną dziewczyną, która wie czego chce od życia i to mi zaimponowało.

Teraz może przejdę do wad tej książki, które mimo wszystko rzuciły mi się w oczy i trochę… zaniepokoiły. Jednak od razu muszę przyznać, że dla niektórych mogą one nie mieć żadnego znaczenia, bo być może nie każdy będzie w stanie doszukać się tych nieścisłości.

Otóż autorka wprowadziła wątek związany ze świadkiem koronnym, którym został jeden z bohaterów. Nic w tym złego, ale z tego co wiem, aby dostać się pod ochronę policji nie można mieć na sumieniu żadnego zabójstwa. Ten bohater miał i między wierszami zdołałam się doszukać potwierdzenia, że podczas przesłuchania o tym powiedział. To dość konkretna nieścisłość i nie wiem czy była zamierzona, czy po prostu wynikała z niewiedzy. Z tym wiąże się również kolejna rzecz, która trochę mnie irytowała. Praca policji w tej książce została przedstawiona w sposób… dość mocno przerysowany i nawet zbyt heroiczny. Oczywiście nie chcę tu nikogo krytykować, ale przecież wiadomo, że do rozpracowania grupy przestępczej potrzeba jednak odrobinę sprytu, informacji, dobrego planu i wiele czasu. Pod koniec to już chyba wszyscy zaczęli przybierać jakieś nowe tożsamości, a to był trochę dziwne, bo system chyba jednak działa inaczej. Być może w rzeczywistości amerykańskiej takie cuda są na porządku dziennym, ale… jesteśmy w Polsce.

Zakończenie stanowiło naprawdę najmocniejszą część tej książki i na kilku stronach po prostu pojawiły się wszystkie możliwe emocje.

Mimo kilku wpadek i nieścisłości, z czystym sercem mogę polecić tą książkę. Trzyma w napięciu od samego początku do końca, bohaterowie są świetnie wykreowani i uwielbia się ich już od pierwszej strony. Połączenie dominujących wątków kryminalistycznych z romansem było strzałem w dziesiątkę i z pewnością dzięki temu mocna fabuła zyskała odrobinę złagodzenia i słodyczy.


Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję autorce





Patrycja Bomba



2 komentarze:

  1. Niestety ta książka mnie nie zainteresowała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest w guście każdego, więc doskonale Cię rozumiem. Ja dość długo nie mogłam się do niej przekonać, ale ostatecznie uznałam, że wątki kryminalistyczne wystarczyły, aby mnie zadowolić ;)

      Usuń