wtorek, 24 października 2017

Wywiad z Moniką Rzepielą

Z twórczością Moniki Rzepieli zetknęłam się po raz pierwszy  właśnie dzięki portalowi. W moje ręce trafiło nowe wydanie "Dworu w Czartorowiczach", a wraz z nim rosnąca miłość do literatury polskiej. Tym bardziej cieszy mnie, że pani Monika zechciała odpowiedzieć na kilka pytań, dzięki którym poznamy ją bliżej jako autora i dowiemy się skąd wzięła się jej fascynacja dawnymi czasami, zwłaszcza, że ona sama unika rozgłosu i ciężko wyszukać w sieci dodatkowych informacji na jej temat.


1.Zastanawia mnie, za czym pani tęskni?
Ktoś kiedyś powiedział, że w XXI wieku wszyscy będziemy cierpieć na deficyt czasu. I nie pomylił się, wszystkim nam go dziś brakuje.Często wracam pamięcią do dzieciństwa i tęsknię za tym, jak wówczas wyglądało moje i nie tylko moje życie.  Było ono wtedy wolniejsze, nie pędziło tak jak dziś, zdawało się, że rok jest niezwykle długi, dzień za dniem, tydzień za tygodniem nie uciekał tak szybko jak to dzieje się obecnie.I właśnie za tym tęsknię. Noszę w sobie pragnienie „zatrzymania” czasu. Chciałabym, by życie nie uciekało tak szaleńczo, by było w nim miejsce na zadumę i refleksję, po prostu na rozkoszowanie się samym życiem.Z tych pragnień i tęsknot narodziła się Saga Polska. Fabułę swoich książek umieszczam w minionych wiekach, bo wówczas ludzie mieli czasu pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze. Pragnę, by Czytelnicy tak jak ja zatęsknili za dawnymi czasami, by chcieli odkrywać  na nowo zapomniane już obyczaje, po prostu, by wiedzieli, jak dawniej wyglądało życie, prawdziwe życie, i by mieli świadomość, jak bardzo różniło się ono od współczesnego.Każdy nosi w sobie jakieś tęsknoty. Ja tęsknię za powolnym rytmem życia, bo tylko wówczas można rozkoszować się pięknem świata. W końcu po to żyjemy. By doświadczać piękna, miłości radości. Jeśli jednak jest to niemożliwe w codziennej gonitwie, pozostaje  nam sztuka, która pozwoli doświadczyć tego wszystkiego. Właśnie po to powstała Saga Polska.


2.Rynek czytelniczy rządzi się swoimi prawami. W trendach są teraz współczesne, mocno przesycone erotyzmem powieści. Nie bała się Pani, jak zostanie odebrany „Dwór w Czartorowiczach”?
Wiem, że rynek jest teraz zdominowany przez powieści obyczajowe, których akcja dzieje się współcześnie, a także przez kryminały i fantastykę. Kiedy zaczynałam pisać Dwór w Czartorowiczach, a było to wtedy, gdy mój młodszy syn miał 2 lata (obecnie ma 9, a starszy 12) w ogóle nie myślałam o tym, jak powieść zostanie odebrana. Chciałam po prostu napisać opowieść o rodzinie. O naszej polskiej rodzinie. Z naszą historią, tradycjami, obyczajami, pieśniami, przysłowiami, potrawami i napojami.  Pragnęłam, by była to opowieść o życiu w dawnych czasach, bo ogromnie mnie interesuje, co kiedyś ludzie jedli, jak spali, jak odpoczywali, jak się myli, co czytali  itp. Chciałam napisać powieść o życiu w polskim dworku.Dwór w Czartorowiczach oprócz bohaterów indywidualnych ma również bohatera zbiorowego. Jest nim rodzina, a właściwie cztery rodziny, jeśli liczyć jeszcze Chruśników. Zatem jest to Saga Polska.Wracając do pytania, czy bałam się, jak książka zostanie odebrana, odpowiadam z całą szczerością, że nie i teraz też się nie boję. Trendy mają do to siebie, że się zmieniają. Ja natomiast nie podążam za modami, piszę o tym, co się w mojej duszy gra, co w swoich widzę snach. Ja piszę książki wkładając w nie całe swoje serce. Piszę o tym, co widzę i słyszę w swojej wyobraźni, a satysfakcja Czytelnika jest dla mnie największą nagrodą. Tak powstaje Saga Polska, czyli cykl powieści o polskich rodzinach na przestrzeni wielu stuleci. Dwór w Czartorowiczach będzie miał bowiem swoją kontynuację, a na biurku u mojego Wydawcy leży już kolejna  ksiązka pt. Dar matki i prawo ojca, która opowiada o czasach panowania Mieszka I i ukaże się w 2018 roku.  

3.Skąd czerpała Pani wiedzę o zwyczajach i obrzędach  z tamtego okresu? Jak długo trwał proces zbierania potrzebnych podczas pisania książki informacji?
Sporo dowiedziałam się na studiach polonistycznych, bo już w tamtym okresie interesowała mnie epoka staropolska, historia kultury oraz rodziny, a z czasem te zainteresowania tylko się pogłębiły. Teraz, w dobie Internetu, wiele wiadomości pozyskuję również z Wikipedii. Nie oznacza to jednak, że poszłam na łatwiznę i przestałam sięgać  do źródeł pisanych.  Wciąż dużo dowiaduję się z książek, których szukam w bibliotekach i księgarniach internetowych.  Jeśli nie mam innego wyjścia, po prostu kupuję książkę naukową, przez co stale powiększa się mój księgozbiór.Z chęcią słucham również tego, co mówią o dawnych obyczajach ludzie starsi. Bardzo lubiłam gawędy moich Zabużańskich Dziadków  o tym, jak dawniej się żyło. Dziadek często opowiadał o swej rodzinie na Wołyniu, z którego musiał niestety uciekać w 1943 roku, bo ktoś go ostrzegł, że będzie tam rzeź. Jego ojciec, Józef Jankowski, ożenił się Konstancją Sasicką. Dziadek twierdził, że Sasiccy była to stara, szlachecka jeszcze rodzina, a jeden z jego przodków brał udział w powstaniu, lecz nie w styczniowym, jak jest  w powieści, lecz w listopadowym i grał na trąbce w jakiejś strażnicy, zagrzewając do boju. Stąd w powieści nazwisko Sasiccy. Ponieważ pisanie książki trwało kilka lat (miałam dłuższe przerwy w pisaniu na skutek różnych okoliczności), również zbieranie materiałów trwało dłuższy czas. Na ogół pracuję w ten sposób, że szukam wiadomości na bieżąco. Chcąc opisać jakiś zwyczaj, tradycję  itp. szukam w literaturze przedmiotu  informacji na ten temat. Prowadzę też notatnik, w którym notuję sobie różne wiadomości, dialogi albo nawet całe partie tekstu i później wykorzystuję to w powieściach.Obecnie też jestem na etapie zbierania materiałów do kolejnej książki z serii Saga Polska 

pixabay.com

4. Dlaczego akurat Czartorowicze?
Z tym tytułem było tak: chciałam, by nazwa dworu w jakiś sposób przypominała Mickiewiczowskie Tuhanowicze. I koniecznie musiała  kończyć się na ten przyrostek –icze, który jest charakterystyczny dla dawnych Kresów. Jednocześnie nazwa musiała być intrygująca, przywodząca na myśl dawne czasy i łatwa do zapamiętania.  Długo się nad tym zastanawiałam, lecz nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy. Aż pewnego dnia udałam się  do biblioteki w mojej rodzinnej miejscowości na Zamojszczyźnie, w której już od dłuższego czasu nic nie wypożyczałam i wdałam się w rozmowę  z bibliotekarką. Pracownica biblioteki w pewnym momencie powiedziała, że jakiś literat (niestety nie pamiętam nazwiska) kupił w pobliżu granicy z Ukrainą posiadłość, którą nazwał Czartoria.  I wówczas już wiedziałam, jak nazwę dwór.  Połączyłam Tuhanowicze z Czartorią i wyszły z tego Czartorowicze. Moje Czartorowicze.

5.Co pisanie zmieniało w Pani życiu?
Prowadzę bardzo ustabilizowane życie. Zajmuję się domem, rodziną, uprawiam ogródek, od czasu do czasu udaję się do większego miasta i przede wszystkim piszę. Wyrywam na pisanie godziny z dnia i nocy. W zasadzie więc wiele w moim życiu się nie zmieniło, bo ciągle jest ono takie samo. No, chyba że liczyć te wszystkie miłe recezenje, które na temat powieści pojawiają się w Internecie. To jest dla mnie wielka nowość i bardzo je sobie cenię. Jeśli jednak miałabym wskazać jakąś zmianę, to  zaszła ona bardziej w moim otoczeniu niż w moim życiu. Ci, którzy dotąd wątpili w to, że mi się powiedzie i otwarcie mówili, że nigdy nie znajdę wydawcy, bo nikt nie będzie chciał we mnie zainwestować, dlatego że Polacy nie czytają książek, przestali mnie nagle lekceważyć i uwierzyli w to, że z tego mojego pisania coś jednak będzie. I to jest we zasadzie taka zmiana w moim życiu.

 6. Do jakiego autora jest Pani najbliżej? Kogo czyta Monika Rzepiela?
Czytam bardzo dużo, ale nie wszystko. Omijam kryminały, sensację i horrory, gdyż te tematy po prostu mi „nie leżą”. Zwyczajnie nie lubię tych gatunków. Ale zdarza się, że  oprócz literatury naukowej ( i nie tylko) od czasu do czasu przeczytam Harlequina bądź coś podobnego. Bardzo lubię literaturę obyczajową i historyczną., zarówno polską jak i zagraniczną. Ostatnio czytałam „Czarownicę z Funtinel” pióra węgierskiego pisarza Alberta Wassa. Bardzo piękna książka.Jeśli jednak miałabym odpowiedzieć na pytanie, do kogo mi najbliżej, to mam trzech swoich mistrzów, jeszcze z dzieciństwa, do których wracam nawet i dzisiaj. Pierwszą mistrzynią jest skandynawska pisarka Margit Sandemo, od której uczyłam się budowania nastroju w powieści. Drugą mistrzynią jest Kanadyjka Lucy Maud Montgomery, która nauczyła mnie, by zapisywać tylko rzeczy odczute, gdyż inaczej wszystko będzie chybione. Trzecim mistrzem jest natomiast Alfred Szklarski, od którego nauczyłam się kreować sylwetki bohaterów. Kocham powieści tych pisarzy.

7. Kogo z przeszłości chciałaby Pani poznać osobiście i dlaczego?
Chciałbym oczywiście poznać panią Margit Sandemo, żeby dowiedzieć się, skąd brała tematy do swoich książek. O ile wiem, pani Sandemo nadal żyje. O to samo chciałabym zapytać panią Montgomery i pana Szklarskiego, lecz oni niestety już nie żyją. Natomiast z osób żyjących chciałbym poznać bliżej Michała Szpaka, który był moim uczniem, gdy pracowałam w gimnazjum w Jaśle. To był dobry chłopak. Chciałbym się z nim spotkać bez kamer i mikrofonów, po prostu tak na luzie, by zapytać co porabia, jakie ma plany itp.  Kto wie, może mnie jeszcze pamięta?

 8. Ewa Jabłońska czy Iga Branicka – do której z tych postaci Pani bliżej?
Obie są mi bardzo bliskie, bo to moje bohaterki. Jeśli jednak miałbym sprecyzować, to bliżej mi do Ewy. Jesteśmy bardzo podobne pod tym względem, że obie jesteśmy powściągliwe w wyrażaniu uczuć, tak samo niepewne, co czasami powiedzieć, poważne, ale jednak pogodne. Igę obdarzyłam natomiast wylewnym i impulsywnym charakterem, a to nie jestem ja. Niestety.

9. Skąd u Pani to zainteresowanie historią? Kto i kiedy je rozbudził?
Pierwszą nauczycielką historii była moja Mama. Pamiętam, że często opowiadała różne rzeczy z przeszłości przy stole, rozbudzając tym moje zainteresowanie. Później w szkole również miałam szczęście do nauczycieli historii. Wybrałam ten przedmiot do zdawania na maturze. Na studiach na UP w Krakowie szczególnie lubiłam zajęcia z historii literatury staropolskiej, do dziś pamiętam wykłady prowadzone przez Pana Profesora Piotra Borka.  To właśnie on przez swoją fascynację tą epoką rozbudził głębiej moje zainteresowanie przeszłością. I tak już pozostało.  Tutaj chciałbym wtrącić coś innego, co również ma związek z Sagą Polską. Otóż moja Mama była i jest pasjonatką Nocy i dni Marii Dąbrowskiej, i to zarówno powieści jak i filmu.  Ja również czytałam tę książkę i wielokrotnie oglądałam ekranizację. Może nie dorównuję mojej Mamie w fascynacji tym utworem, ale i na mnie zrobił on wielkie wrażenie. Szczególnie zaintrygowało mnie pierwsze zdanie: Dawnymi czasy Niechcicowie żyli mniej więcej tak, jak żyją wszyscy po dworach na wsi. To ogólnikowe zdanie rozbudziło moją wyobraźnię. Więc jak naprawdę żyli? Jak wyglądało to życie? Postanowiłam, że napiszę powieść o życiu we dworze, a to pierwsze zdanie uczyniłam mottem mojej książki. 

10. Gdzie widzi się Pani za 10-20 lat?
To bardzo trudne pytanie, gdyż nie mam na nie konkretnej odpowiedzi. Na pewno widzę siebie nadal w Polsce, bo nie wyobrażam sobie, bym mogła żyć w innym kraju. Być może nadal będę pisać. A cała reszta? Nie wiem. Tak naprawdę nie robię żadnych planów na tak odległą przyszłość. Będzie tak, co przyniesie samo życie. Może będę babcią za 20 lat? Któż to wie?  Nie planuję niczego, bo nie chcę planować i nie chcę wiedzieć niczego o przyszłości. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – jak mówi stare przysłowie – a ja coś na ten temat wiem…

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów pisarskich. 
Z niecierpliwością czekam na kolejną Pani książkę.  

~Mariola Mazur

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz