niedziela, 29 października 2017

„Za tobą” – Kelly Luce

Gdy zamykam oczy i wyobrażam sobie Japonię to widzę ośnieżoną górę Fudżi. Następnie kwitnące kwiaty wiśni, wieżowce i neony w Tokio oraz strzeliste dachy pięknych pagód. Jednak Japonia to nie tylko widoki, ale przede wszystkim ludzie, którzy w niej mieszkają. Co o nich wiemy, my, Europejczycy? Wszędzie chodzą z aparatami, raczej kiepsko mówią po angielsku, jedzą ryż, lubią mangi i zwariowane programy w telewizji. Taki stereotyp. Książka „Za tobą” uświadomiła mi, jak mało wiem o mentalności Japończyków.

                „Za Tobą” to powieść psychologiczna, której akcja dzieje się w dwóch czasoprzestrzeniach: w przeszłości Chizuru Akitani oraz we współczesności Rio Silvestri. Chizuru Akitani to dwunastoletnia córka genialnego skrzypka, którą poznajemy, gdy trafia do ośrodka wychowawczo-terapeutycznego. Chizuru, mimo młodego wieku, dokonała strasznego czynu: pozbawiła życia kolegę z klasy. Dziewczynka aż osiem lat spędziła w ośrodku, gdzie dorasta opuszczona przez wszystkich. Już jako Rio Silvestri, prawie czterdziestoletnia Amerykanka, żona i matka, zapalona biegaczka, dostaje przesyłkę z Japonii od prawnika, który informuje ją, że jej ojciec zmarł, pozostawiając dla niej trzy rzeczy: list, smyczek i złożony w kształt motyla banknot. Kobieta próbuje odczytać list, lecz nie potrafi, gdyż dawno zapomniała kanji. Mimo, iż powrót do Japonii wydaje się mało kuszący, Rio postanawia polecieć na pogrzeb ojca. Tam kobieta spotyka swoją dawną nauczycielkę Danny, z którą wspólnie wybierają się w podróż. Podróż ta okaże się bardziej brzemienna w skutkach niż ktokolwiek mógł przypuszczać.


                Chizuru i Rio – ta sama osoba, ale jakże różne osobowości. Chizuru to „hafu”, czyli pół-Japonka po ojcu, pół-Amerykanka po matce. Jest to o tyle istotne, bo determinuje to, co się złego przytrafiło bohaterce. Mimo, iż wiedziałam przed lekturą książki, że Japonia przez wiele wieków izolowała się od świata, nie miałam świadomości jaki wywarło to skutek na mentalność Japończyków. Można mieszkać sporą część swojego życia w Japonii (tak jak było to w przypadku nauczycielki Danny) i Japończycy nadal będą cię traktować jak obcą osobę. Jeśli nawet urodzisz się w Japonii, ale jeden z Twoich rodziców nie jest Japończykiem, jesteś co najwyżej „daburu” („podwójna”) lub co gorsza „hafu”. Bohaterka miała to nieszczęście być hafu, córką bardzo znanego muzyka, prywatnie ciężkiego we współżyciu, i mieć co nie co więcej ciałka. Jako odmieniec była osamotniona oraz wyszydzana przez rówieśników. Nie da się nie współczuć Chizuru, zwłaszcza, że była tylko dziewczynką, którą dorośli całkowicie zawiedli, a dzieci pognębiły. Jednocześnie drugie jej „wcielenie” Rio, jest jej przeciwieństwem. Jest wysportowana, odważnie mówi o swoich potrzebach i wydaje się być pewna siebie. Można powiedzieć, że mimo trudnego startu bohaterka książki wyszła na prostą. Oczywiście były to tylko pozory, bo w wewnątrz kobieta była nadal skrzywdzonym dzieckiem. Polubiłam Rio za jej hart ducha oraz pewnie dlatego, że rozumiem jej pasję dotyczącą biegów.

                Zaletą książki jest duża dawka informacji o japońskiej kuchni, świątyniach i pielgrzymkach, święcie O-bon oraz przede wszystkim mentalności Japończyków. Jeśli ktoś się interesuje krajem kwitnącej wiśni to niewątpliwie będzie bardzo zadowolony z lektury. Drugim plusem, o którym wspomniałam, jest główna bohaterka, z którą czytelnik sympatyzuje od pierwszych stron powieści.

                Niestety książka ma też wady: zbędne wątki (np. romansu z młodocianym ogrodnikiem i spotkania z pijaną młodzieżą) oraz niepotrzebni bohaterowie (pielęgniarka w szpitalu). Kilkakrotne wspominanie o pęcherzach na nogach (naprawdę kogoś to interesuje?) oraz brak logiki w postępowaniu Rio. Bohaterka chce przeczytać list od ojca, ale nie wybiera się do żadnego tłumacza i nie korzysta ze słownika/translatora. Wręcza list swojej dawnej nauczycielce i mimo, że ma wątpliwości, czy ta przeczytała całą wiadomość, nie drąży tematu. Następnie udaje się do domu rodziców chłopaka, którego zabiła. To było nie tylko głupie, ale i strasznie egoistyczne. Najgorsza jest jednak dla mnie końcówka, w której Rio podejmuje zupełnie niezrozumiałą i nielogiczną decyzję dotyczącą swojej przyszłości. Brakuje również wyjaśnienia pewnych istotnych kwestii dla zrozumienia różnicy pomiędzy określeniem „daburu” (czyli „podwójna”) a „hafu”. Skoro autorka poświęciła sporo miejsca na opis kanapki to stosownym byłoby umieszczenie, choć w przypisie, jakiegoś wyjaśnienia tej subtelnej różnicy pomiędzy pojęciami.

                Fabuła książki rozwija się nieśpiesznie i niestety nie zaskakuje. Po analizie tego co się przytrafiło Rio w Japonii, dochodzę do wniosku, że właściwie cała ta podróż nie była potrzebna. W gruncie rzeczy wszystko można byłoby „załatwić” nie wychodząc z domu. Wystarczyłoby trochę szczerości i zaangażowania ze strony bohaterki.

                Na plus można zaliczyć okładkę. Jest ładna, spokojna kolorystycznie i przede wszystkim odrobinę nawiązuje do treści książki.

                Drogi Czytelniku, jeśli chcesz poznać interesującą, ale ciemniejszą stronę Japonii, zapraszam do lektury. Niedługo mamy Dzień Zaduszny, więc może kogoś zachęci do lektury wątek opisujący japoński Dzień Zmarłych czyli święto O-bon. Dla pozostałych może to być lektura dość nużąca.

Ocena 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu W.A.B.


Anna Mackiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz