niedziela, 8 października 2017

"Zaklinacze"

I kolejna gra przede mną, tym razem karciane RPG. Dawno nie grałam w takie gry, więc musiałam odświeżyć troszkę swoją wiedzę i pobudzić wyobraźnię, aby stworzyć coś fantastycznego.
Spędziłam przy niej kilkanaście dni, mnóstwo godzin i bawiłam się wyśmienicie. Brakowało mi takiej rozrywki.



Gra składa się łącznie z:
- 6 talii krain (po 25 kart każda)
- 6 przedmiotów i 6 wzorów (po 3 wzory), 8 potworów łatwych i 4 trudne potwory oraz 1 smok
- 33 żetony ran i 44 kryształów, które dzielą się ze względu na wartość.
- 4 karty pomocy
- 11 kart wiosek
- woreczków celofanowych.

Elementów jest dość sporo, ale nie tak dużo jak przy ostatniej grze, o której miałam przyjemność pisać, więc w sumie niespecjalnie mnie przeraziły. Zapamiętanie ich w sumie nie okazało się takie trudne ze względu na instrukcję, która jest szczegółowa i w prosty sposób napisana. Poza tym jest niesamowicie poręczna, bo nie jest to jakieś wielkie i grube tomiszcze z gigantycznym formatem.


Świetnym elementem instrukcji jest prosto skonstruowane "Przygotowanie do gry". Jest to idealne wprowadzenie, bez którego zapewne bym zgłupiała i nie wiedziała od czego zacząć.
Poza tym instrukcja podzielona jest na:
"Twój magiczny artefakt"
"Jak przebiega rozgrywka":
- Wyprawa po kartę,
- Pozostanie w Wiosce,
- Akcje zwykłe,
- Walka,
- Koniec gry
"Złote zasady"
"Warianty gry"
"Tłumaczenie ikon"

Zaklinacze to gra karciana, w którą może grać od dwóch do czterech osób. Dolna granica wiekowa to 12 lat, a więc młodzież może spędzić z nią wiele wspaniałych godzin, pełnych radości i fantazji.
Zadaniem każdego gracza jest wcielenie się w odważną postać i wyruszenie w poszukiwaniu przygody, podczas której trzeba zdobyć jeden z artefaktów.


Nie będziemy się dziś skupiać na przebiegu gry, omawianiu zasad, bo od tego jest instrukcja, a ja nie chcę Was zanudzić. Zresztą po mojej ostatniej recenzji gry wiecie, że nie mam zwyczaju omawiać zasad. Dla mnie ważniejsza jest część wizualna i ogólne wrażenie.

Zacznijmy więc od wyposażenia gry. Żetony zostały umieszczone na specjalnej planszy, z której wyciska się je. Jest to świetna zabawa dla tych młodszych graczy, bo sprawia im frajdę przygotowywanie elementów rozgrywki. Tekturowe żetony zostały bardzo dobrze wykonane, nie gną się, nie łamią, a farba z nich nie schodzi. Jest to ogromna zaleta.
Na żetony przygotowany jest specjalny celofanowy woreczek, w którym możemy je umieścić, aby nie niszczyły się.
Takich woreczków jest oczywiście więcej, bowiem karty też muszą zostać schowane, aby przedłużyć ich żywotność. Bardzo często spotykałam się z brakiem takich woreczków, przez co karty latały po pudełku, gięły się, rozdwajały, po prostu niszczyły i nie wyglądały ciekawie.

Każda talia kart ma inny kolor i ich segregacja jest bardzo łatwa, chociaż czerwień i pomarańcz mają trochę zbliżone odcienie i w słabym świetle można je pomylić.
Karty podzielone są na takie kolory jak: zielony, czerwony, niebieski, żółty, pomarańczowy, fioletowy, takie odcienie mają również żetony.
Każda karta została starannie wykonana, a zamieszczone na nich ilustracje robią wrażenie. Możemy na nich znaleźć przeróżne artefakty, a także postaci i miejsca. Na każdej z nich znajdują się ikony, które kierują naszym losem podczas gry, informują, co mamy robić.
Już samo opakowanie od Zaklinaczy robi na mnie wrażenie i szczerze przyznam, że sięgnęłam po grę dzięki fantazji, jaka została zaprezentowana na pudełku. Wzrokowcy tak już mają, sroki lecą do tego co błyszczy. A zawartość magicznej skrzynki spowodowała, że już na wstępie byłam zachwycona grą, wykonanie jest naprawdę nieziemskie.

Ogromną zaletą gry jest nieprzewidywalność. Chociaż rozegrałam kilkanaście tur, za każdym razem przeżywałam inną przygodę, co jest naprawdę super. Ze znajomymi spędziłam podczas grania naprawdę wiele godzin pełnych śmiechu i dobrej zabawy. Byliśmy zachwyceni i z przyjemnością wracaliśmy do gry, porzucając inne plany na wieczór. Gra nas totalnie pochłonęła, nie mogliśmy oderwać się od niej, zapominaliśmy o otaczającym nas świecie i przenosiliśmy do fantastycznych krain. Walka o artefakty sprawiła nam wiele przyjemności.
Zachęcam więc każdego do sięgnięcia po grę, bo można spędzić z nią miło czas, odrywając się na chwilę od rzeczywistości.



Ocena: 9/10


Za grę dziękuję bardzo Gindie.

Natalia Zaczkiewicz

1 komentarz: