niedziela, 22 października 2017

"Złotowidząca" - Rae Carson




„Złotowidząca”  zaciekawiła mnie samym tytułem oraz przecudną okładką. Opis na tyle książki niestety był dość skąpy, więc za bardzo nie mogłam się nim sugerować, niemniej postanowiłam dać tej powieści szansę. Czy żałuję swojej decyzji?






Lee Westfall mieszka wraz z rodzicami w Dahlonego w Georgii. Jej życie nie jest usłane różami, ale dziewczyna jest szczęśliwa. Ma kochającą rodzinę, wspaniałego przyjaciela, a także przepiękną klacz – Peonię. Na dodatek dysponuje czymś, co może być dla niej zarówno darem jak i przekleństwem. Nastolatka jest bowiem w stanie wyczuć nawet najmniejsze ilości złota, co może sprowadzić na nią niebezpieczeństwo z racji panującej wówczas gorączki złota. Na domiar złego jej ojciec jest bardzo chory, w wyniku czego to Lee musi przejąć jego obowiązki i utrzymać rodzinę oraz gospodarstwo. Na szczęście rodzic uczył ją wszystkiego od najmłodszych lat, więc nie sprawia jej to ogromnego problemu. Sytuacja nastolatki ulega jednak drastycznej zmianie – jej rodzice zostają zamordowani, najlepszy przyjaciel opuszcza ją i wyjeżdża, a ona zostaje skazana na towarzystwo wuja, który nie ma wobec niej dobrych zamiarów. Nie pozostaje jej więc nic innego jak ucieczka. Przybiera więc nową tożsamość i przeprana za chłopaka wyrusza na poszukiwanie swojego przyjaciela.


„Ktoś mnie chwyta z tyłu i obraca do siebie. To Cosme. Ściska mnie na tyle długo, by szepnąć:
– Nie bądź zimna, Eliso. Nie bądź taka jak ja.
Chwiejąc się, robię krok do tyłu.
– Ale... to pomaga.
Potrząsa głową.
– Nie. Wydaje ci się, że tak, lecz wcale tak nie jest.”

Szczerze mówiąc, spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego. Myślałam, że Rae Carson stworzyła własny, alternatywny świat, gdzie ludzie ogarnięci żądzą bogactwa nie cofną się przed niczym, by zdobyć tak cenny kruszec, jakim jest złoto. Spodziewałam się dużej ilość magii ze smokami albo krasnoludami siedzącymi na końcu tęczy. Moje zdziwienie było więc ogromne, kiedy okazało się, że akcja powieści toczy się w roku 1849 i to w znanej nam rzeczywistości. Fantastyka nie stanowi więc filaru historii, ale jest jedynie dodatkiem. Przyznaję, że początkowo byłam do takiego pomysłu nastawiona bardzo sceptycznie, ale z czasem zaczęłam się do niego przekonywać. Mimo że zdecydowanie wolę powieści kipiące od czarów, to coś tak subtelnie fantastycznego stanowiło dość przyjemną odmianę.

„Miłość piękniejsza jest od rubinów, słodsza od miodu, smakuje lepiej niż królewskie wino. A nikt nie kocha bardziej niż ten, kto chce życie oddać w imię miłości. Moja miłość to jak otwarty flakon z wonnymi perfumami.”

Postać głównej bohaterki również zasługuje na szczególną uwagę. We współczesnych jej czasach kobiety miały zupełnie inną pozycję społeczną niż współcześnie. Źle postrzegane było przede wszystkim to, by parały się „męską robotą”. Lee nie ma jednak wyjścia. Musi przejąć obowiązki ojca i wcale jej to nie przeszkadza. Ponadto wraz z rozwojem wydarzeń napotyka kolejne przeszkody i coraz trudniejsze wyzwania, którym udaje jej się sprostać dzięki swojemu silnemu charakterowi. Jednocześnie Carson nie zrobiła z niej Mary Sue, co może wielu z Was zaskoczyć, bo i mnie wprawiło w zdziwienie.

„Czyż to nie jest tak, że Bóg wybiera tych, którzy na tym świecie ból znoszą i dla nich przeznacza miejsce w raju? W cierpieniu dopiero rozumiemy, jak potrzebna nam jest sprawiedliwa prawica Boga. I nasze potrzeby duchowe stają się ważniejsze od fizycznych.”

Książka porusza także trudne tematy, takie jak okrucieństwo człowieka wobec człowieka, konflikt białych ludzi z indiańskimi plemionami, niewolnictwo, a także problem osób ogarniętych gorączką złota oraz chęcią szybkiego wzbogacenia się. Jest to jednak także wspaniała przygotówka z ciekawymi postaciami, mówiąca o ogromnej wartości przyjaźni oraz odwagi. Do tego niewielki, jednak dość istotny fantastyczny motyw dopełniający całość. Trzeba przyznać, że pomysł na fabułę Carson miała bardzo oryginalny i niezwykły.

„Tu, na zachodzie, wszystko jest większe. W związku z tym chyba powinnam poczuć się mniejsza, ale jest odwrotnie, ja też rosnę, ja i cały świat we mnie.”

Książka ma także słabsze strony. Przede wszystkim jest to literatura drogi, gdzie motyw podróży jest szeroko zarysowany. Czasami czytanie mogło się przez to dłużyć i nużyć, więc osoby nie lubiące czegoś takiego, mogą się w pewnych momentach męczyć. Sama wolę wartką akcję osadzoną na niewielkiej przestrzeni, jednak dzięki tak poprowadzonej fabule mogłam lepiej poznać świat opisany w książce. Wszystko zależy więc od naszych preferencji i punktu widzenia.

Myślę, że „Złotowidząca” ma szanse spodobać się wielu z Was. Nawet osoby nie lubiące fantastyki mogą ją polubić i odnaleźć w niej synonim rozrywki. Jeżeli jesteście gotowi wyruszyć wraz z bohaterką do ogarniętej gorączką złota Kalifornii – sięgnijcie po powieść Rae Carson. Jednak jeśli wolicie bardziej magiczne książki i nie przepadacie za podróżami – chyba lepiej, jak ją odpuścicie.

OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Sara Chrzanowska 

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie klimaty i właśnie taką tematykę - mamy tytuł kawał historii USA (niewolnictwo, gorączka złota) :) muszę przeczytać!

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię takie klimaty! Gorąco polecam :)

      Usuń
  2. Zauroczył mnie tytuł. Tematyka też jest ciekawa. Wydaję mi się, że po lekturze "Syna" z chęcią sięgnę po tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutuł to pierwsze co mnie do tej książki przyciągnęło. No i okładka. Okładka jest piękna ❤

      Usuń
  3. Ta okładka jest boska *.* Kupiłabym książkę tylko dla niej. Ale zarys fabuły bardzo mnie intryguje. Muszę zapamiętać ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, okładka jest boska. Chociaż tak podzielony tytuł trochę dziwnie wygląda :D

      Usuń