wtorek, 14 listopada 2017

Biocosmosis - Tom 2 SAVAS oraz tom 3 QUICIUQ - komiks

Jak zadziwić polskiego czytelnika kunsztem rysunku i zawiłością fabuły!

Savas


Jak już pisałem w pierwszej recenzji Biocosmosis to seria mogąca być trudną w odbiorze dla przeciętnego czytelnika z przypadku. Po lekturze pierwszego tomu naszła mnie myśl żeby wybiec z recenzjami o krok do przodu i zrecenzować od razu dwa kolejne numery. Wszak komiks to nie młody, a ja dzięki uprzejmości wydawnictwa proArte mam możliwość recenzji pełnego cyklu, który dawkuję sobie jak wino. Dobre, wytrawne z nutką świeżości (odnoszę wrażenie, że rysownik z numeru na numer poprawia warsztat, całość wygląda niczym panele concept artu do space opery) ale i kwasowości (problem z nielepiącą się fabuła i zawiłościami).

Wracając do treści. Po pierwszym numerze dowiedzieliśmy się co nie co o bohaterach (tak bohaterach gdyż jeden bohater tu w zasadzie nie funkcjonuje) i świecie, oraz jego zawiłościach. 
Jeżeli myśleliście, że niewiele wiadomo z pierwszego albumu, numer kolejny powoduje, że zawiłość sięga zenitu, choć pojawia się w nim jedna znajoma z numeru pierwszego twarz.
I tak po Erra Nefia(planeta z pierwszego tomu) mamy przedstawienie konfliktu na Erra X. Co ciekawe znowu planeta i znowu konflikt – widać taki wspólny mianownik komiksu zaraz po emnichach i po raz kolejny widzimy emnicha, który wpada w odwiedziny na planetę objęta czymś w rodzaju wojny domowej niedobitków kataklizmu z Fauną.




Mieszkańcy dopatrują się w Savas’ie(zauważyliście, że wszyscy emnisi mają palindromy za imiona?)bohatera, którym ani mu się widzi być, ot przyleciał sobie chłopina szukać wiedzy, a tu bęc konflikt zbrojny. Zasadniczo spodziewałem się czegoś głębszego w fabule po przeczytaniu pierwszego tomu, a tu miłe zaskoczenie walka z potworzakami (trochę taki fabularny Pitch Black) i szukanie innego emnicha wraz z konfliktem jako "potykaczem". Fajnie, myślę, będzie lżejszy komiks. Pytania, a raczej ich ilość się zwiększyła. Nie znaczy to, że tom drugi odpowiedział na moje pytania z pierwszego tomu, raczej rozbudował ich ilość i to w umie dobrze, bo z jednej strony zachęca do lektury, a z drugiej no cóż, próg wejścia w uniwersum znowu idzie w górę.
Pamiętacie jak narzekałem na pytania co kto i po co? W pierwszej recenzji?
Więc tak:
Kto?: Emnisi
Co?: Żyją według filozofi równowagi
Po co?: Fanaberia/Dogmaty zakonu 
Jak się pewnie domyślacie można łatwo wywnioskować, że seria nie ma jednego bohatera, a wielu i to nawet nie bohaterów, a ludzi ze zdrowym rozsądkiem, którzy starają się uspokajać narwańców, których spotkają na swojej drodze. Okazjonalnie spuszczając łomot tym i tamtym jeśli zajdzie potrzeba lub jeśli umieją w walkę.


Uff tyle słowem o fabule tomu drugiego.
Graficznie tom drugi stoi na ciut wyższym poziomie niż jedynka, może to kwestia otoczenia ale o wiele wygodniej sie go czyta, Nikodem Cabała rysuje tu jak rasowy wyga gatunku, można by się przyczepić drobnych problemów z proporcjami twarzy ale ja wole to zwalać na kosmiczne pochodzenie ras, nawet ludzi. Fabuła zostaje pchnięta do przodu powolutku, ale dla wprawnego oka można powoli zauważyć w jakim kierunku to pójdzie.
Ot takie 5/10, niby stawne, ale wiele nie wnosi.

Tytuł: Biocosmosis tom 2: Savas
Scenariusz: Edvin Volinski
Rysunki: Nicodem Cabała
Kolor: Grzegorz Kryński
Druk: Kolor, kreda

Ocena: 5/10

Quiciuq

Tymi słowami dochodzimy dalej, do tomu z numerem 3 o wdzięcznym tytule "Quiciuq".
Tom drugi był spokojny i momentami wiał nudą (zwłaszcza przedłużone walki). Tom trzeci nadrabia wigorem i ilością wątków. Tytułowy Quiciuq, emnich mistrz mediacji i telepatii, przylatuje na Altomerrę(kolejna planeta do kolekcji) – „planetę opadłych liści”. W Świecie Biocosmosis jest ona znana z szalonych idei i rozwiązań oraz bardzo zaawansowanego gospodarczo społeczeństwa.

Dla marud powiem, znowu nowa planeta, znowu nowy emnich, znowu nic nie wiemy poza starym prawidłem - "widziałeś kiedyś uczciwego polityka?".
I tak tom trzeci to wyższa szkoła jazdy fabularnej, knujący emnisi, knujący politycy, hacker umysłów, Nooktoorni, wojna o równowagę Entirium (wszechświat komiksu), pierwszy kontakt, i do tego na dokładkę zlecenie zabójstwa Emnicha...WTF?
Quiciuq przybywa tam na zaproszenie swoich braci z Zakonu. Emnisi wraz z Nadzorcą planety, a raczej jego Zastępcą knują, aby przy wykorzystaniu emnichów i ich mistrza telepatii porozumieć się z Noktoornami, którzy nie są zbyt komunikatywni/przyjaźni/łatwi w obyciu in general.
I tu by mozna zatrzymać recenzję i stwierdzić...więcej się nie dało?...A no nie dało się.
Jak to zwykle bywa spiskowcom granat w oczy. Na ich drodze staje potężny telepata -„hacker umysłów” którego wyczuć może tylko Quiciuq, a jak każdy porządny emnich nie będzie szukał walki. Preferuje on rozwiązanie równoważne(taka religia, co poradzisz). Sam Hacker to perfekcyjnie rozpisana postać z syndromem pourazowym, na usługach tego kto akurat lepiej zapłaci...aż do spotkania Quiciuq.



Co z tego spotkania wyniknie? Przeczytajcie sami bo warto. Jak do tej pory jest to najlepszy numer Biocosmosis, który naprawdę podnosi poprzeczkę, zwłaszcza w sferze fabularnej. W sferze graficznej oszałamia i pozostawia tom 1 oraz drugi daleko w tyle. W zasadzie oby tak dalej.

Tytuł: Biocosmosis tom 2: Savas
Scenariusz: Edvin Volinski
Rysunki: Nicodem Cabała
Kolor: Grzegorz Kryński
Druk: Kolor, kreda

Ocena 8,5/10

Komiks do recenzji otrzymałem od Wydawnictwa proArte.




 ~Adam Ochwat



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz