wtorek, 14 listopada 2017

"Dominic" / "Bronagh" - L.A. Casey

"Dominic"



"Uśmiechnęłam się dumnie, ale przestałam, gdy zauważyłam,że wszyscy uczniowie w klasie się na mnie patrzyli. 
- Ona umie się uśmiechać – usłyszałam jak ktoś mówi. 
- Nico, czy ty zepsułeś Bronagh? Bo ona się śmieje i pozwoliła komuś usiąść obok siebie, a to dla niej jest po prostu…. Dziwne."

Rozpoczynając przygodę z serią "Bracia Slater" sądziłam, iż pierwszy tom rozpoczynający całość będzie o osobach po dwudziestym roku życia. Jakże ogromne przeżyłam zdziwienie, gdy okazało się, że główni bohaterowie, Bronagh i Dominic, mają osiemnaście lat i są nastolatkami, którzy stanowczo nie są normalni.


Dominic jest seksownym osiemnastolatkiem, który właśnie pojawił się w szkole i życiu Bronagh. Uwielbia to, co jest niedostępne, a jedną z tych rzeczy jest dziewczyna, która nie integruje się z innymi i utworzyła wokół siebie mur. Nick jest wrednym chłopakiem, który ma ogromne ego i nie przyjmuje odmowy, a to, że jego cel potrafi mu odpyskować, jeszcze bardziej go nakręca.
Bronagh natomiast jest cichą dziewczyną, która chociaż z pozoru wydaje się być grzeczną dziewczynką, ale wystarczy ją zdenerwować, a pokazuje pazurki i cięty język. Przekonał się o tym Dominic.
Ta para wznieca ogień, rzuca się sobie do gardeł, ale między nimi wyraźnie czuć chemię. 


źródło
"Zdecydowałam, że się zrewanżuję przez umieszczenie na jego krześle pinezek, więc kiedy usiadł pinezki wbiły się w jego tyłek co oczywiście piekielnie bolało. Niech jego tyłek cierpi na nazwanie mojego tłustym! Ha, ha, kurwa ha! Fakt, że dzisiaj były moje osiemnaste urodziny, sprawił, że wszystko było jeszcze lepsze. Nie obchodziło mnie czy to czyni ze mnie sadystkę, to był najlepszy prezent urodzinowy wszechczasów!"

Główni bohaterzy są osobami, które z jednej strony są dojrzałe ze względu na przeszłość, a z drugiej są dużymi dziećmi. W niektórzy momentach potrafią zachować się przyzwoicie, ale przez większość czasu droczą się ze sobą, wyzywają wzajemnie, rzucają w siebie tym co wpadnie pod rękę, a w zasadzie rzuca tylko Bronagh. No właśnie i to jest element, który mnie irytował. O ile przekleństwa mi nie przeszkadzają i obrażanie osób, których się nie lubi, to byłam wściekła, że główna bohaterka nadal tak robiła, gdy już była w związku z Dominiciem. A co on jakieś popychadło? Rzucała w niego butami, nazywałam kutafonem itd. Zresztą ona każdego tak obrażała "dla żartów". Żarty żartami, ale ona stanowczo przesadzała, razem ze swoją siostrą Branną, która chociaż o wiele starsza, zachowywała się jak dziecko. Obie siebie warte i chociaż momentami bawiły mnie, to czasami grubo przesadzały. Wszystko sprowadzane było do płaczu, pięści, latających butów i wyzwisk.
A Dominic również jest strasznym dzieckiem, chociaż on później uspokoił się nieco i nie używał wyzwisk w stronę Bronagh, ale na początku był skończonym, za przeproszeniem, dupkiem, który nie miał za grosz szacunku do innych. W sumie nie polubiłam go na początku,bo chociaż rozśmieszał mnie i był czuły, to grubo przesadzał nazywając dziewczyny "cipkami". Na szczęście później było stanowczo lepiej.

Niemniej jednak pozostałych Braci Slater bardzo polubiłam od początku, każdy jest inny i niesamowicie śmieszny. Jednak najpiękniejsza jest wieź, jaka ich łączy. Potrafią dla siebie poświęcić wszystko i stają za sobą murem, chociaż mogą nie zgadzać się ze zdaniem rodzeństwa. I to jest piękne.
Taka sama więź łączy Bronagh i Brannę, które dla siebie potrafią wskoczyć w ogień i sprać na kwaśne jabłko dwa razy większego od siebie faceta.

źródło


"-Zamierzasz stać i patrzeć na moich braci cały dzień, czy idziesz ze mną?– Dominic zapytał z niecierpliwością w głosie.
- Jeśli to poważne pytanie, głosuję na zostanie tutaj i patrzenie na twoich braci przez cały dzień."
L.A. Casey przedstawiła nową, inną historię, która przede wszystkim jest ciekawa i oryginalna. Bracia Slater podbijają serca czytelniczek na całym świecie i słusznie, bo są świetni. Przedstawione wydarzenia są niezwykle interesujące i intrygujące, a tajemnice, które spowijają bohaterów, zachęcają do zagłębiania się w treść.
Świetny jest humor, który towarzyszy czytelnikowi przez całą książkę. Zdecydowanie jest nietuzinkowy i rozkłada na łopatki. Przekomarzanie się bohaterów, ich wewnętrzne zmiany, a przede wszystkim otworzenie się na świat Bronagh, tworzą zachwycającą i rewelacyjną historię.

Język autorki jest po prostu idealny, jeśli przymrużymy oko na te wyzwiska, które czasami są niepotrzebne. Podoba mi się, że postanowiła pokazać główną bohaterkę z pazurem, chociaż też nie do końca, bo miała być ona ogniową kulą, która wznieci pożar, ale zabrakło jej tego zapalnika. Była ostra, ale wewnętrzne demony i słabości nieco ugasiły w niej ten pożar. Podoba mi się również, że L.A. Casey przedstawiła ludzi, który nie owijają w bawełnę i mówią to, co myślą. Takie osoby cenię sobie najbardziej.
Jestem zachwycona również tym, że Bronagh nie została wykreowana na idealną bohaterkę, za którą każdy się ugania. Ona w sumie nie była nawet lubiana za bardzo w szkole, a nawet gnębiono ją. I to jest świetne, bo nie jest wyidealizowana. W sumie żaden bohater nie jest, każdy ma swoje wady.
Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, każdą literkę się spija jak mus owocowy. Książkę pochłonęłam w jeden dzień, tak bardzo jest ciekawa.

To do czego mogę się przyczepić, to poważnie skopana korekta książki, a być może nawet tłumaczenie. Niestety kilka razy zdarzyło się, że informacje były błędne np. raz było, że Bronagh musi nosić usztywniać na nadgarstku sześć tygodni, za chwilę mówiła o dwóch. Częste literówki również się zdarzały, ale one nie są aż tak ważne, w porównaniu z błędami rzeczowymi i skopaną konstrukcją zdań.


Ocena: 8/10


"Bronagh"

Kontynuacja wyjątkowej powieści "Dominic" rozgrywa się trzy lata później. Tak! Dominic i Bronagh są już ze sobą tyle czasu, ale nadal nie zmienili się, chociaż główny bohater nieco dojrzał, czego nie mogę powiedzieć o tytułowej bohaterce. Bronagh nadal ciska w swojego partnera wyzwiskami, a gdy się wścieknie, to rzuca rzeczami. I ku mojemu zdziwieniu, Nicowi zaczęło to przeszkadzać, w końcu! Skończyła się dziecinada z jego strony i zaczął myśleć jak mężczyzna.

Zacznijmy od tego, że wydarzenia z książki odbywają się w ciągu jednego dnia, w urodziny Bee. Z jednej strony jest to rewelacyjny pomysł, ale z drugiej autorka nieco za dużo zdarzeń wprowadziła jednocześnie. Poważne decyzje były podejmowane zbyt pochopnie, bez większego zastanowienia, a bohaterzy zmieniali zdanie w mgnieniu oka. Nieco mnie to irytowało, bo jednak tak ważne tematy, które były tutaj poruszany, powinny być omawiane na spokojnie w domu, a nie w klubie czy też toalecie. 

"- Muszę pożegnać się z moim skarbem i zapewnić ją, że wrócę.
- Przestań o mnie mówić jak o innej osobie.
- Shh, ona cię usłyszy."

Pomysł urodzinowych niespodzianek był świetny i w sumie nie mogłam doczekać się tego, co otrzyma bohaterka. Każdy prezent był wyjątkowy i zaskakujący. Okazało się, że Dominic jest naprawdę romantyczny, chociaż wewnętrznie panuje w nim neandertalczyk. 

Drugi tom powieści zapoczątkował kolejne części i otworzył wątki, które zachęcają do ich poznania. Nie mogę doczekać się historii pozostałych brali Slater. I chociaż kontynuacja "Dominica" nie była już tak emocjonująca i przebojowa, a także było w niej sporo niedociągnięć, to jednak idealnie spełniała krótkie uzupełnienie.

Zachęcam Was więc do sięgnięcia po książki, są naprawdę niezwykłe i spędzicie z nimi miło czas przepełniony śmiechem. Ja bawiłam się wyśmienicie i nie mogę doczekać się kolejnych tomów, które mam nadzieję, że zachwycą mnie tak samo.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo Kobiece.




Natalia Zaczkiewicz

2 komentarze:

  1. Już się bałam, że tylko ja źle odebrałam Bronagh. Jak dla mnie to ona się zachowywała na 5 lat i czułam się jak w przedszkolu a nie w związku licealistów ;/ Ja nie rozumiem czemu ktoś by miał z nią być. Ona musi dorosnąć a potem mieć faceta... a co dopiero dziecko. Jak przeczytałam, że je chce to się za głowę złapałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, tak samo miałam. Po prostu masakra. A ona chce dziecko, taki kaprys.

      Usuń