środa, 8 listopada 2017

"Dwór skrzydeł i zguby" - Sarah J. Maas

"Powtarzałam po cichu w ciemności ich imiona, w kółko i w kółko. Rhysand. Mor. Kasjan. Amren. Azriel. Elain. Nesta."

Trylogia "Dwór cierni i róż" podbiła moje serce już na samym początku. Historia Prythianu zawładnęła mną i z przyjemnością sięgałam po kolejne tomy. Drugi tom wprowadził mnie w stan książkowego kaca, więc nie mogłam doczekać się kontynuacji, od której dużo oczekiwałam. No właśnie, być może za dużo, bo chociaż podobało mi się zakończenie, to jednak mam mieszane uczucia.

Dwór Rhysanda i Feyry musi zmierzyć się ze złym królem Hybernii, który pragnie podbić cały Prythian oraz ziemie ludzi. Rzecz jasna, aby to zrobić, muszą zjednoczyć siły i sprzymierzyć się z wrogimi książętami.
Ale czy możliwe jest pojednanie i walka o wspólne dobro, jeśli cień rzucają wydarzenia z przeszłości?
Intrygi, wybuchy mocy, miłość, przyjaźń, walka o władzę, rodzinę, zwroty akcji, zaskakująca fabuła, tego z pewnością tutaj nie brakuje.



"Tryumfalna noc... i wieczne gwiazdy. Jeśli on był ciemnością, ja byłam migoczącymi gwiazdami, które dobrze widać tylko w jego ciemnościach."

Zacznijmy może na początku od fabuły, która jest jednocześnie wadą i zaletą. Maas miała pomysł, który ciekawie zrealizowała. Przedstawiony świat jest barwny, a wydarzenia, które odgrywają się w książce, są niewątpliwie ciekawe. I chociaż bije z książki ta magiczna iskierka, zabrakło siły napędowej, czegoś wyjątkowego.

Pierwsze 200-cie stron było dla mnie takim ciekawym wstępem, pełnym intryg Feyry. I było to dobre rozpoczęcie książki, coś nowego, świeżego, co dawało nadzieję na naprawdę wystrzałową lekturę. Brakowało mi jednak Kasjana, Azriela oraz Rhysanda i kiedy ponownie się pojawili, ich wejście było z przytupem, w moim sercu zabiła ponownie ogromna miłość do serii i nie mogłam doczekać się, aż znów pojawią się ich kąśliwe uwagi, przekomarzanie się. I owszem, pojawiło się to, czytało się świetnie kolejne dwieście stron, ale po 400-stu miałam serdecznie dość. Aż mnie mdliło od miłości Feyry i Rhysanda, ich scen uniesień, tych iskierek w nich panujących. Maas ponownie zrobiła z głównego bohatera pantoflarza, tak jak miało to miejsce w "Szklany tronie". I oczywiście postanowiła pozostałych bohaterów również wprowadzić w stan zakochania. Zrobiła tak przesłodką tęczę, że było mi niedobrze. Bo rozumie, gdy jedna para bohaterów zapała do siebie uczuciem, jest super. Ale po cholerę swatać ze sobą wszystkich możliwych? No nie... tego nie zniosę. Taki zabieg zabił w bohaterach ich ogień.

źródło

Kolejną wadą i zaletą książki jest fakt, iż autorka postanowiła zrobić z Feyry supersilną bohaterkę i wydawałoby się, że wszystko uchodzi jej na sucho, jest o krok przed innymi, ale nagle jest zwrot i wpada w wielkie i muliste bagno. I jednak okazuje się, że nie jest taka super. Ale to jest właśnie fajne, że czytelnik jest zwodzony za nos. Tylko jeśli autorka postanawia nie robić z Feyry takiej zdolnej, to niech później nie zmienia zdania i nie pokazuje, że ta jednak może pokonać silniejszą od siebie istotę, starszą o kilkaset lat. Miałam wrażenie, że Maas trochę gubiła się w tym, co pisała.

"Nawet w przypadku istot nieśmiertelnych w życiu nie było dość czasu, by marnować go na nienawiść."

Zakończenie powieści zupełnie nie spodobało mi się. Było za słodko, przesadnie i kiedy myślałam, że w końcu będzie jakiś dreszcz napięcia, ktoś zostanie uśmiercony, będą targać mną emocje, to niestety, ale okazało się, że za wiele oczekiwałam.
Przewidywalność z książki bije i to od samego początku. Zawiodłam się niestety, bo drugi tom był rewelacyjny, nieschematyczny, a tutaj miałam wrażenie, jakby książkę pisała stara Maas ze "Szklanego tronu", który jest na identycznie nieciekawym poziomie. Styl Maas ponownie spadł na kiepski poziom, a w jej książce panowała monotonia i nuda.

Jeśli chodzi o akcję w powieści, to nie mogę stwierdzić, że jej nie było, bo działo się sporo, ale bez emocji. Niby były zwroty, ale wszystko było strasznie przewidywalne, zabrakło w całości emocji, które by targały czytelnikiem i wprowadzały w nim burzę, totalny chaos. Emocje chyba wzięły wolne albo wszystkie zostały wyczerpane w drugim tomie.

Dwór skrzydeł i zguby nie jest arcydziełem. Uważam, iż stać autorkę na napisanie o wiele lepszej historii, bo pokazała to początkiem trylogii, a zwłaszcza drugim tomem. Moja miłość do jej książek stanowczo osłabła. Brakuje mi magii, a pantoflarze w skórze bohaterów nie kręcą mnie.


Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję: Wydawnictwo Uroboros .
Natalia Zaczkiewicz

7 komentarzy:

  1. Szkoda, że przygoda z serią zakończyła się w taki sposób :( Maas jeszcze nie czytałam, ale cały czas wisi gdzieś na horyzoncie, i niestety ale nie trafiłam jeszcze na ani jedną pozytywną recenzję ostatniego tomu - a to nie podnosi tej trylogii na liście "do przeczytania" :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje zdanie jest wręcz przeciwne. Jestem oczarowana całą serią i każdym tomem osobno. Odnalazłam w niej wszystko, czego oczekiwałam, więc jestem naprawdę zadowloona!
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czekałam z zaczęciem tej trylogii aż wszystkie części zostaną wydane, a teraz jak już wszystkie tomu stoją na mojej półce to naczytałam się tylu różnych recenzji że nie wiem sama czy jest sens się za to teraz zabierać :/ Pewnie prędzej czy później zabiorę się za Dwór, ale jeszcze trochę odczekam.

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie widzę tę serię, chyba pora się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo zgadzam się. Wszedzie miłosc i seksy. A najlepsze byly te po walce, aż sie oplulam wtedy czytając to. Zrobila z Rhysa erotyczną zabawkę Feyry. Feyry nie cierpie, nie trawilam jej od początku ale teraz to już kompletnie. BYla tylko czlowiekiem w pierwszym tomie a nagle jest nie wiadomo czym i nie wiadomo co potrafi. Żałosne.

    Bardzo podobalo mi się rozwinięcie wątku Aza i Cassa ale od strony historii i w bitwie.
    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam inne zdanie. Jestem fanką tej serii z całego serca. Bardzo mi sie podobal rozwoj relacji miedzy F a R, gdyz weszli na inny poziom związku i milosc i zrozumienie bylo cudownie ujete. Poza tym jak dla mnie to, ze R byl dobry dla F - ja odnioslam to do szacunku i zrozumienia, a nie pantofla. Dla mnie tez byly wielkie emocje :-)
    Ale zgadzam sie z samym zakonczeniem i "nie uśmierceniem" niektorych osob. Zbyt bajkowe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już recenzje tej książki. Zastanawiałam się, czy nie przeczytać pierwszego tomu, żeby przekonać się jakie na mnie wywrze wrażenie. Widzę, że zawiodłaś się na tej książce. I chyba pod wpływem Twojej recenzji jeszcze poczekam z czytaniem.
    Jestem po pierwszym tomie Obcej i obawiam się, że wpadnę w sieć romansów, bo one rzeczywiście dostarczają emocji :). Nie jestem zwolenniczką serii, ale obawiam się, że i tak ulegnę tej modzie:)

    OdpowiedzUsuń