piątek, 3 listopada 2017

Jedna książka - dwie okładki.

Czy znacie ten stan, kiedy z radością biegniecie do księgarni, kupujecie książki, które podobają się Wam i nagle trafiacie na taką, którą kojarzycie z opisu? I wtedy prowadzicie wewnętrzną dyskusję: "Ta książka jest podobna do tej, którą kiedyś czytałam, ale co to była za książka? No trudno, nie pamiętam, biorę ją ze sobą, ciekawie zapowiada się."
A w domu okazuje się, że to ta sama książka, którą już czytaliście, tylko że wydawca zrobił psikusa i teraz macie dwie takie same książki.
Wiecie... można się połapać jak są jeszcze takie same tytuły i autor, ale gdy tytuł jest inny? No trochę ciężko, bo czasami zdarza się kupować książki po okładce, nie patrząc na autora.

I dlatego dziś mam dla was magiczny post, w którym przedstawię wam kilka książek, które zostały wydane ponownie i to dość niedawno.












Bardzo często nowe wydania są piękniejsze. I wyżej przedstawione okładki są idealnym tego dowodem, z wyjątkiem książki "Upadli", bowiem filmowa wersja nie przemawia do mnie.
A wy co sądzicie o ponownym wydawaniu książek? Jak dla mnie jest to super, chociaż czasami można naciąć się na taką samą książkę. Niemniej jednak ci, którym nie udało się zdobyć wcześniej jakiejś pozycji, mają ogromną szansę, na ponowne jej zdobycie, tak było chociażby z dodatkami z Harry'ego Pottera oraz "Czerwienią Rubinu".
A czy wam przychodzą na myśl jeszcze jakieś książki, które zostały w ostatnim czasie ponownie wydane?

Natalia Zaczkiewicz

3 komentarze:

  1. Jak dla mnie gorszym "grzechem" wydawnictw jest to, jak dwie całkiem różne książki mają podobne okładki (do jej utworzenia użyto tego samego zdjęcia), a jedyne różnice to np.inny filtr czy jakiś dodatek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście, w przypadku Upadłych pierwotna okładka jest lepsza od tej filmowej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W przypadku, gdy książka doczekała się (choć w dużej części wypadków "doczekać się" marnej ekranizacji, która wypaczyła całą ideę książki, brzmi jak wyrok) ekranizacji istnieje z 80% szans, że zostanie wydana również w edycji filmowej, nie ma co się dopatrywać w tym dziwów - natomiast jeśli autor jest płodny, a wytwórnie go kochają, no to wtedy zaczyna się problem, bo czasami ciężko spamiętać, którą jego książkę już mamy (ja mam ten problem z książkami C. Ahern).
    Co do różnych tytułów, wydaje mi się, że problem ten dotyczy w większości wypadków książek już nieco starszych, których cena wykupu praw autorskich jest na tyle niska, że na wydanie ich pokusza się kilka wydawnictw, a każda według własnego uznania robi jej tłumaczenie. Zaś sporadycznie wydawnictwo samo sobie podkłada nogę i wydaje pod dwoma tytułami (np. [znowu sięgnę po Ahern] "Na końcu tęczy" i "Love, Rosie"; a z dzieciństwa pamiętam przykład "Fizia Pończoszanka", której dalsze przygody mam już pod tytułem "Pipi Pończoszanki").

    OdpowiedzUsuń