poniedziałek, 13 listopada 2017

"Kamienie Elfów Shannary" - Terry Brooksa



Terry Brooks to amerykański pisarz fantasy. Urodził się w Sterling w stanie Ilionois. Ukończył Hamilton College oraz Washington and Lee University. Znany jest głównie z high fantasy i zaliczony został do grona najwybitniejszych twórców tego gatunku. Jego najsłynniejszy cykl „Kroniki Shannary” sprzedał się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy.

„Kamienie elfów Shannary” to drugi tom „Kronik Shannary” autorstwa pisarza, o którym możecie nieco więcej dowiedzieć się w poprzednim akapicie. Jeżeli jeszcze nie czytaliście recenzji pierwszej części, odsyłam Was do postu, gdzie ją znajdziecie (klik).


Starożytne drzewo Ellcrys umiera, a siły zła tylko czekają, by wraz z jego śmiercią powrócić na ziemię…
Magiczne drzewo Ellcrys przez lata stanowiło ochronę przed powrotem demonów do Czterech Krain. Jednak teraz roślina obumiera, a utrzymywana przez nią Ściana Zakazu słabnie z dnia na dzień, przepuszczając do świata elfów, ludzi, trolli i gnomów złe, przerażające demony.
Księżniczka Amberle, półelf Wil Ohmsford oraz waleczna Eretria postanawiają wyruszyć na misję, mającą na celu znalezienie sposobu na odrodzenie się drzewa. Podczas podróży bohaterowi napotkają wiele przeszkód oraz będą  musieli stawić czoło niebezpieczeństwu. Ich poczynaniom przyglądają się dwie potężne istoty. Nad ich zadaniem czuwa bowiem legendarny druid – Allanon, ale jednocześnie każdy ich krok śledzi najgroźniejszy z demonów, bezlitosny Dagda Mor.

"Zło, mój chłopcze, nie umiera tak po prostu: ono trwa i rozwija się. Zło uwięzione nie jest złem pokonanym. Ono będzie rosnąć, wzmagać się i kipieć, aż w końcu... w końcu zdoła się uwolnić."

Muszę przyznać, że o ile pierwsza część „Kronik Shannary” nie do końca przypadła mi do gustu, o tyle druga okazała się naprawdę ciekawą lekturą. W dalszym ciągu widać w twórczości Brooksa powiązania z książkami Tolkiena, jednak amerykański autor coraz bardziej się od nich oddala i kieruje się własną ścieżką. Jest to niewątpliwy plus powieści, szczególnie, że nie sądziłam, by akurat ten aspekt książek uległ zmianie.

"Sam określasz siłę z jaką przeciwstawisz się swoim wrogom; ona musi wyjść z ciebie, nie z samych kamieni. Nie mogę zmierzyć siły, która jest w tobie. Jedynie ty możesz to zrobić."

Akcja w „Mieczu Shannary” momentami strasznie mi się dłużyła i nie mogłam doczekać się jej końca. Tutaj natomiast jest ona już wciągająca, ciekawa. Zawiera więcej zwrotów, fabuła stała się bardziej rozbudowana, a opisy już tak mocno nie nużą, chociaż zdarzały się momenty, w których najchętniej przekartkowałabym kilka stron w poszukiwaniu czegoś bardziej interesującego. Niemniej widać poprawę, z czego niezmiernie się cieszę.

"Twój dom jest wszędzie tam, gdzie go stworzysz - powiedział Allanon - a twój lud tam, gdziekolwiek zechcesz, by był. Ale to, za co jesteś odpowiedzialna, nie zawsze zależy od twojego wyboru i przyzwolenia."

Język  powieść od samego początku był lekki i prosty, a styl autora przypadł mi do gustu. Pomimo wielu wątków i postaci czytelnik nie gubi się w historii, nie musi wracać kilka stron wcześniej i analizować, co działo się w poszczególnych momentach. Ponadto co jakiś czas dowiadujemy się o poczynaniach kilku postaci jednocześnie, a nie tylko jednej, głównej, co również niewątpliwie jest plusem, bowiem dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów i bardziej się z nimi zżywamy.

Jeżeli zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po książki Terry’ego Brooksa, to myślę, że mogę Wam je na chwilę obecną polecić, pod warunkiem że dysponujecie dużymi pokładami cierpliwości i wyrozumiałości. Jednak jeśli szukacie książek nietuzinkowych, pozbawionych podobieństw do innych powieści, to „Kroniki Shannary” mogą Was odrobinę zawieść.

OCENA: 5/10 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

Sara Chrzanowska

2 komentarze:

  1. Czytałam. Bardzo fajna seria :)

    OdpowiedzUsuń
  2. na razie ogladałam jedynie serial, lecz książki również mam w planach

    OdpowiedzUsuń