piątek, 3 listopada 2017

„Kiosk na środku rzeki” – Tomasz Sobieraj [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

                  Zanim przejdę do recenzji, pragnę nadmienić, iż doręczona mi książka, jest egzemplarzem recenzenckim tj. przed korektą. W związku z tym przemilczę pewne kwestie (błąd merytoryczny, czy zbyt mocne epitety pod adresem osoby publicznej oraz instytucji). To bardzo delikatne tematy, przy których można dywagować, czy sposób w jaki autor korzysta z prawa do wypowiedzi, nie narusza aby dóbr osobistych osób trzecich, a błąd o którym wspominam, na szczęście nie jest istotny z punktu widzenia rozwoju fabuły. Jeśli jednak te fragmenty książki nie zostaną usunięte lub zmienione, to Drogi Czytelniku przy lekturze „Kiosku na środku rzeki” z pewnością się domyślisz o czym w ten dość enigmatyczny sposób napisałam i sam ocenisz, czy to co przeczytałeś jest dla Ciebie w porządku czy też nie.

                O czym jest „Kiosk na środku rzeki”? Jest to powieść stanowiąca swoistą mieszankę sensacji, fantastyki i odrobinę political fiction. Mieszankę bardzo ciekawą pod względem fabuły, jak i realizacji. Otóż pewnej mglistej nocy policjant Zenon Niepozorny wybiera się łodzią na patrol Wisły. Wszystko przebiega jak zwykle dobrze do momentu, w którym funkcjonariusz zbliża się do mostu Poniatowskiego (w Warszawie). Ku jego zdumieniu zacumowała tam stara łódź, na której pokładzie był… kiosk. Wygląd łodzi, jak i nietypowe miejsce zacumowania, budzi jego zawodową, jak i ludzką, ciekawość, a zdumienie wzrasta, gdy okazuje się, że statek wydaje się być opuszczony. Rankiem łódź znika, ale policjant jest pewny tego, co widział. Czy to był statek – widmo? I po co cumował przy moście? O tym Drogi Czytelniku dowiesz się podczas lektury książki.


              Sam pomysł na fabułę jest bardzo oryginalny i mimo elementów nadnaturalnych spójny oraz logiczny. Sporo jest w niej wątków humorystycznych, zaś prezentowany dowcip jest sarkastyczny, a opisane sceny chwilami satyryczne. Pod koniec książki tempo akcji przyspiesza i autor serwuje nam relację pościgu, którego nie powstydziłby się sam James Bond. Zdarzają się autorowi opisy zbyt długich scen (np. dyskusja polityka ze swoją podwładną o wynagrodzeniu), które niewiele wnoszą do głównego wątku, a jako wątek poboczny są po prostu nudne. Na szczęście takich jest niewiele i odbiór książki jest ogólnie dobry.

Walorem jest talent oratorski autora. Tomasz Sobieraj w łatwy sposób posługuje się językiem, prezentując szeroki zasób słownikowy oraz gawędziarski styl wypowiedzi.

        Wady? Niestety, nie udało się ich uniknąć. Rozumiem, iż cała książka ma mieć wydźwięk humorystyczny, ale etykietujące nazwiska postaci mnie nie bawiły, zwłaszcza, że opierają się na stereotypach (np. Anna Wścibska – dziennikarka) i uproszczeniach (np. Jan Flisak – kapitan statku). Oczywiście, można się zastanawiać, czy jest się czego czepiać. Według mnie tak, gdyż nadając takie, a nie inne nazwisko postaci, po pierwsze, narzucamy czytelnikowi sposób jej odbioru, a po drugie, jest to stygmatyzacja – patrzymy na postać tylko pod jednym kątem, a przecież chyba każdemu autorowi zależy, aby wykreowani przez niego bohaterowie byli wielowymiarowi i dzięki temu bardziej interesujący. Po trzecie, w przypadku przytoczonej już Anny Wścibskiej, jej nazwisko nie miało nic wspólnego z charakterem, a przynajmniej nie było to poparte żadnymi anegdotami z życia postaci.

              Następna wada dotyczy fragmentu powieści, w którym to autor opisuje konferencję prasową. Nie podzielam homofobicznych poglądów, ale szanuję ludzi, którzy prezentują odmienne stanowisko na ten temat, o ile tylko nie wyrażają go w sposób obraźliwy. Zaprezentowana w książce postać dziennikarza-homoseksualisty została przedstawiona stereotypowo i w sposób prześmiewczy, a nadto późniejsze usunięcie go ze statku oraz wyzwiska, jakie padły w jego kierunku, podkreślają homofobiczny wydźwięk całej sceny. Może gdyby inny dziennikarz został podobnie potraktowany, nie odniosłabym takiego wrażenia. Oczywiście rozumiem zamysł autora, iż cały wątek rejsu i konferencji jest satyrą, ale mam wrażenie, że względem tej konkretnej postaci została przekroczona granica tego, co dopuszcza ten gatunek literacki. Na koniec tego wątku, pragnę przypomnieć, Drogi Czytelniku, że prezentowane w książce wypowiedzi to fikcja literacka, która nie koniecznie odzwierciedla poglądy autora.

           Co do okładki, dla mnie jest zupełnie neutralna. Na plus zasługuje fakt, iż umieszczono na niej elementy bezpośrednio nawiązujące do treści książki.

       Ogólne wrażenie z lektury mam dobre. Przede wszystkim doceniam pomysł na fabułę; jest bardzo ciekawy, a jednocześnie nie nadmiernie wydumany.

Ocena 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.


Anna Mackiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz