niedziela, 12 listopada 2017

„Mirror, mirror” – Cara Delevingne, Rowan Coleman

[źródło]
                Znajoma, gdy zobaczyła mój stosik recenzencki (czyt. stos książek do przeczytania i zrecenzowania) od razu zwróciła uwagę na „Mirror, mirror” i spytała: „Czy Cara Delevingne to ta Cara Delevingne?”. Tak, to ona.

Niewiele osób zwraca uwagę na Rowan Coleman, współautorkę powieści. Z jednej strony chwała za to, że nie sprowadzono jej do roli autora widmo i że zaznaczono jej wkład w procesie twórczym, choć akcent na jej autorstwo został położony w sposób wyjątkowo mizerny, a nawet bym użyła słowa symboliczny. Począwszy od malutkiego, bladego „Coleman” na okładce, poprzez nachalne przypominanie na co drugiej stronie, iż autorką powieści jest Delevingne. Nawet w notce biograficznej Coleman, „wkrada się” Delevingne.

O czym jest powieść? To historia czwórki nastolatków, którzy zawiązują zespół muzyczny o nazwie „Mirror, mirror”. Muzyka i przyjaźń stanowią dla nich odskocznię od problemów. Tych rodzinnych i tych z własną tożsamością. Pewnego dnia, jedna z dziewczyn znika bez śladu i po pewnym czasie zostaje odnaleziona nieprzytomna, w bardzo ciężkim stanie. Wszyscy, poza najbliższymi przyjaciółmi z zespołu podejrzewają, że uciekinierka chciała popełnić samobójstwo. Co się z nią działo? Czy faktycznie chciała targnąć się na własne życie?


Szczerze mówiąc, mam pewien problem z oceną tej książki. Pierwszych dziewięćdziesiąt stron czyta się topornie, ale potem jest znacznie lepiej. Zakończenie książki było przewidywalne, jednak pewien zwrot akcji, zupełnie mnie zaskoczył. Czytałam dużo kryminałów, więc w trakcie lektury rzadko spotykają mnie tego typu doświadczenia, a tu proszę.

Bohaterowie książki są opisani w sugestywny sposób, a język jakim się posługują przypomina sposób mówienia współczesnej młodzieży. Trochę jest w niej przekleństw, które z jednej strony rażą, z drugiej strony czynią bardziej wiarygodnym dialogi. Ciekawym zabiegiem było dodanie urywków internetowych rozmów pomiędzy nastolatkami. Kłopoty, z którymi mierzą się postaci, należą do spraw bliskim wielu ludziom, dlatego młody czytelnik może się z nimi utożsamiać: alkoholizm matki, nieobecność ojca, nieporozumienia z macochą, prześladowania, nieodwzajemniona miłość, uczucie do przyjaciela, kryminalna przeszłość członka rodziny, czy po prostu samotność. Dla mnie, jako rodzica, ciężko się to czytało; nawet bowiem bliskie stosunki z rodzicami nie są w stanie uchronić dziecka przed złem. Nie odczułam szczególnej sympatii do któregokolwiek z bohaterów. Może po prostu dlatego, że nie mam tych kilkunastu lat.

Zastanawia mnie, dlaczego tę książkę sklasyfikowano jako thriller. Thriller ma na celu wywołać dreszcz emocji, a „Mirror, mirror” to raczej powieść obyczajowa z jego elementami. Oczywiście jest tajemnica, której odkrycie jest głównym motorem napędowym akcji, jednakże nieliniowe prowadzenie fabuły zadecydowało o tym, że tempo jej rozwoju raz opada a raz się podnosi. Według mnie prawdziwym tematem powieści są rozważania bohaterów nad własną tożsamością oraz nad tym, jak radzą sobie ze swoimi problemami.

Na koniec pragnę pochylić się nad okładką. Jest naprawdę ładna. Przykuwa wzrok intensywnym żółtym kolorem, nawiązuje do treści książki i ma ciekawy motyw tatuażu (ornamentu?). Jedynie co mi się nie podoba to to, że na okładce tytuł niknie przy nazwisku autorki (wiadomo której).

Komu polecam tę książkę? Na pewno nastolatkom, gdyż oni są adresatami tej książki. Starsze osoby mogą się poczuć jak na osiemnastce znacznie młodszego krewnego: niby pozytywnie, znamy się i coś tam się dzieje, ale co ja tu robię?
Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Jaguar.


                                                                                                                         
                                                                                                   Anna Mackiewicz

2 komentarze:

  1. Hej :)
    Też mam problem z tą książką, a właściwie jedną obawę, o której wspomniałaś w recenzji - umniejszanie roli Rowan Coleman w procesie twórczym. Rozumiem, Cara jest teraz bardzo popularna i rozpoznawalna, ale jako pisarka nic wielkiego nie może zaoferować, bo to w końcu jej debiut, natomiast Coleman pisze od ponad dekady, ma pewien styl i dorobek.
    Do tego obawiam się, że dobrze zapowiadająca się fabuła mnie rozczaruje. Nie mówię "nie", ale też się boję powiedzieć głośno "tak". Zobaczymy, jak to będzie.
    Pozdrawiam! :)
    #CleoMCullen

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowałaś mnie :o Chyba w najbliższym czasie ową książkę zakupię!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń