piątek, 10 listopada 2017

„Można oszaleć” – Krystyna Rożnowska

[źródło]
Osobliwy świat szpitala psychiatrycznego.
  
      Ten krótki opis był dla mnie wystarczającą zachętą do podjęcia się tej lektury. Z racji studiów medycznych uczyłam się rozumieć ciało, znać funkcjonowanie każdej komórki i narządów ludzkiego organizmu, umieć zbadać pacjenta i w razie zagrożenia życia – pomóc, wyleczyć, odwrócić stan śmierci klinicznej. I o ile to wszystko jest proste i jasne - zawsze jest jakaś przyczyna choroby somatycznej, stan, który trzeba odszukać i znaleźć na to jakieś lekarstwo, tak zupełnie inne jest myślenie i postępowanie, gdy to nie ciało nas zawodzi, a umysł.


       Choroby psychiczne są ciągłą zagadką w medycynie. Stale poszerza się wiedza i nauka, badania wciąż trwają. Mówi się, że nie ma osób zdrowych, są tylko niezdiagnozowane. I coś w tym określeniu musi być. Bo każdy ma jakieś swoje lęki i fobie, każda osoba przeżyła ciężką dla siebie sytuację i nie zawsze w pełni się z tym uporała. Coraz częściej słyszymy o samobójstwie osób, które w naszym mniemaniu osiągnęły w życiu sukces, a mimo to nie potrafiły odnaleźć się i cieszyć z życia. Również kiedy wychodzisz z domu i wracasz się dwa czy trzy razy, aby sprawdzić czy wszystko jest pozamykane – to również objawy choroby psychicznej. Ciekawe, prawda? J Ale do czego nawiązuje ten długi wstęp?


[źródło]
       Książka o której mowa to opowieść o Kobierzynie, a dokładniej – o szpitalu psychiatrycznym w tej miejscowości, choć nazwa jest już utożsamiona właśnie z tą placówką. Coś jak na zasadzie, gdy słyszymy Oświęcim to nie kojarzymy już tylko z miastem w okolicy Krakowa, lecz od razu myślimy: Obóz koncentracyjny. Mimo, że minęło już tyle lat, a miasto żyje swoim życiem.

     Autorka odwiedza ten szpital chcąc poznać jego historię. Rozmawia z lekarzami, z pielęgniarkami czy też z samymi chorymi, którzy chętnie opowiadają swoje historie. Nie raz absurdalne, czasami wydające się śmieszne, lecz dla personelu są one codziennością. Aby móc lepiej zrozumieć ten mały wyklęty świat pani Krystyna stara się pokonać swój lęk przed innością tych osób, o którym sama nie raz wspomina, udając się razem z personelem medycznym na obchód czy też odwiedzając  w pojedynkę dane oddziały.

„Siedzę w dyżurce pielęgniarskiej i oglądam telewizję, informacje dziennika wydają mi się tak odległe i błahe, że aż nierzeczywiste. To tu jest pełnia życia, tu wybuchają nagromadzone emocje, tu jest środek świata, epicentrum ludzkiej egzystencji. Cóż znaczą polityczne utarczki, nieprawdziwa fabuła filmu, jakiś wyreżyserowany wcześniej zjazd czy rozgrywany mecz wobec intensywności przeżyć, jaką obserwuję od kilku godzin w izbie przyjęć?”
  
[źródło]
     Historia tej  placówki to ludzie. Szpital otwarty zaraz z początkiem XX wieku, gdzie jeszcze Polska była pod zaborami, w 1903 r. Miejsce dla ludzi, których społeczeństwo nie chce, nie zależnie od czasów. Pielęgniarki wspominają lata swoich poświęceń, gdy były młodymi dziewczynami, pojawiają się wspomnienia (nie raz drastyczne) ich pacjentów, moment, gdy naziści przejęli placówkę, czasy komunistyczne i biedotę szpitala, na który nigdy nie ma pieniędzy, a zawsze jest ponad tysiąc pacjentów.  

"Pacjentka tak mnie pobiła, że dwa tygodnie chorowałam, porwała na mnie fartuch, sukienkę, inna znów wyrwała mi pęk włosów z głowy, bo ubzdurała sobie, że jestem kochanką jej męża. Trzeba było wszystko ścierpieć, cóż ona jest winna? To choroba."

[źródło]
     Kobierzyn jest miejscem, gdzie trafiają pacjenci, których nikt już nie chce. I to nie jest zamierzchła historia. Tam ciągle kwitnie życie, choć wydaje się to wszystko jakby zupełnie inny, obcy świat.  Trafiają tam i dzieci, i dorośli, ludzie, którzy zarówno są wykształceni, a mimo to dotknęła ich choroba. Są i ci, którzy od wielu lat pili, brali narkotyki lub po prostu nie podnieśli się po utracie bliskiej osoby. Sami pacjenci mówią, że jak ktoś raz już trafił do szpitala to albo zawsze będzie wracał, albo nigdy z niego nie wyjdzie. To miejsce dla ludzi bezdomnych i porzuconych, dla tych, którzy uciekają przed agresją i niezrozumieniem swojej choroby we własnych domach. Wydaje się to straszne, bo pomimo mijającego czasu tam wciąż jest pełno pacjentów.

„Przez wszystkie dni i noce są skazani na siebie – schizofrenicy, melancholicy, alkoholicy z zaburzeniami psychicznymi, otępiali, młodzi i starzy, weseli i smutni, mniej lub bardziej racjonalnie odbierający rzeczywisty świat. Co robią przez długie godziny, gdy w dodatku choroba utrudnia im wzajemne kontakty? O czym myślą? Co czują? Czy urojenia nie są w tych warunkach jedyną szansą na przetrwanie?”

      Jest to również cenna lekcja historii medycyny. Bo psychiatria to nadal odłam medycyny.

[źródło]
„Pamiętam też pacjentów z zaburzeniami psychicznymi na tle kiły trzeciorzędowej, dość łatwo można było ich rozpoznać, bo mieli zwykle urojenia wielkościowe: twierdzili, że są książętami albo królami, berło robili z tłuczka do mięsa, a koronę z sitka. Takie po prostu są objawy w tej chorobie, nie wiadomo dlaczego. Nim upowszechniła się penicylina, leczono ich, wszczepiając malarię, która niszczyła krętki kiły, a po dwóch – trzech tygodniach podawano im chininę przeciw malarii. Zwykle wracali do zdrowia – dodaje.”

    Pozwoliłam sobie w tej recenzji użyć bardzo wielu cytatów, bo one znacznie lepiej oddają klimat tej książki niż wszelkie próby streszczenia tej książki. 


     Uważam, że takie publikacje zasługują na specjalne traktowanie. Poruszenie tematu trudnego, niewygodnego, przedstawienie placówki, która jest tylko jednym miejscem na mapie, a z pewnością takich miejsc jest wiele, lecz pomija się je we współczesnym świecie, bo są czymś, o czym nie chcemy nawet myśleć. A tak naprawdę każdy z nas może kiedyś w takim miejscu się pojawić. Trzeba o tym mówić głośno i jestem bardzo wdzięczna autorce za to. Książka do tego zawiera osobiste emocje autorki, które w oparciu o relacje pielęgniarek i historie pacjentów  sprawia, że jest bardzo rzeczywista i uderza swoją realnością w czytelnika.  Stanowczo polecam tę książkę.



Dziękuję wydawnictwu WAM za możliwość  zapoznania się z książką.




Moja ocena 10/10

Emilia Pieńko

2 komentarze:

  1. Psychiatryk to coś dla mnie, więc ta książka tym bardziej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że chyba dla każdego ta książka :D Ja sama wiele ciekawych rzeczy dla siebie znalazłam - i jako człowiek i jako medyk ;)

      Usuń