niedziela, 19 listopada 2017

"Na kogo wypadnie na tego śmierć" - Liselotte Roll

Źródło
Na samą wzmiankę o skandynawskich kryminałach dostaję wręcz dreszczy na plecach i krzyczę z emocji, przeważnie z radości, że ponownie znalazłam jakąś ciekawą książkę w tym gatunku. Bo powiem wam szczerze, że teraz mogę już po nie sięgać w ciemno. Jeszcze na początku mojej przygody z kryminałami ze Skandynawii podchodziłam do nich ze sporą niepewnością, miewałam myśli, że może jednak ta pozycja okaże się wręcz niewypałem i że przez dłuższy czas będę po prostu żałować, że po coś takiego sięgnęłam. Jednak z każdą książkę tego typu utwierdzałam się w przekonaniu, że zarówno powieści, jak i filmy tam stworzone są w 100% świetne i że warto ZAWSZE po nie sięgać. Oczywiście, swoją niekrótką już przygodę ze skandynawską twórczością rozpoczęłam od Camilli Lackberg. Całkiem przypadkiem dostałam jej 4 książki na święta i któregoś dnia postanowiłam się w końcu za nie „zabrać”. Przeczytałam pierwszy rozdział, później drugi i następny i zwyczajnie wsiąkłam. Jej seria o morderstwach w uroczym miasteczku – Fjallbecce – była tak wciągająca, że nie potrafiłam się oderwać od żadnego z tomów (teraz w kolejce czeka na mnie już 10 tom tej wspaniałej autorki :D ), a kiedy kończyłam jeden z nich, musiałam od razu zaczynać kolejny. Potem postanowiłam, że skoro Lackberg mi tak bardzo się spodobała, to może i inni autorzy będą równie wspaniali. I faktycznie tak było. Teraz chyba was nie zdziwi, czemu zdecydowałam się przeczytać „Na kogo wypadnie na tego śmierć”. Jak zwykle, okładka jest obłędna, choć bardzo mało zdradza czytelnikowi z samej treści.


Widok był koszmarny, ale policjant nie mógł oderwać wzroku od nieruchomych dwudziestu czarnych ptaków leżących na ziemi. Wyglądały tak spokojnie, tak naturalnie, jakby w każdym momencie miały się obudzić i pofrunąć dalej (…). Trzeba było podejść aż tu, żeby zobaczyć fragmenty ludzkich zwłok, głowę, która jakby dotoczyła się na skraj drogi, i zmasakrowane ciało częściowo przykryte przez krzaki w rowie.”

Opis jest skonstruowany tak, by zachęcić do czytania, ale jednak by za wiele nie zdradzić i nie zmniejszyć przyjemności z lektury. To wszystko plus fakt, że książka ta wyszła w Wydawnictwie Czarna Owca i zasiliła Czarną serię, zadecydowało wyraźnie, bym i ja się przekonała, czy faktycznie ten kryminał jest taki fajny, jak go malują w sieci. Od razu się przyznam, że pierwszego tomu nie miałam okazji przeczytać, chociaż kilka razy w Internecie widziałam wielce pochlebne opinie o nim. Jednak zapewniam was, że niewiedza na temat tego, co wydarzyło się w poprzedniej książce, nie odebrała mi, nawet w najmniejszym stopniu, przyjemności z czytania i wprowadzała swego rodzaju dezorientacji. Owszem, kilka razy pojawiły się jakieś subtelne odniesienia do poprzedniej części, jednak nie wymagały one od czytelnika faktycznego znawstwa na temat wcześniejszych wydarzeń. A o czym w ogóle jest „Na kogo wypadnie na tego śmierć”

Źródło

Akcja rozpoczyna się od znalezienia nad jeziorem Valsjon przez policję zmasakrowanych ludzkich zwłok. Co dziwne, naokoło ich leży 20 martwych ptaków, które nie mają na ciele wyraźnych obrażeń czy też ran. Chwilę później policja natrafia w lesie na mężczyznę, który nazywa się Anders Levander. Sprawia on wrażenie, jakby był w ogromnym szoku i już od jakiegoś czasu błąkał się w tym miejscu. Zostaje umieszczony w szpitalu, z którego po kilku dniach udaje mu się uciec. W pewnym momencie policja odnajduje jego zwłoki. W miarę trwania śledztwa, inspektor policji – Magnus Kalo, dowiaduje się, że rodzina Levandera całkowicie zniknęła, rozpłynęła się we mgle i co najdziwniejsze, nikt nie wie, gdzie się ona podziała. Z dnia na dzień opuścili, szkołę i swoją pracę i pojechali w nieznane. Żona inspektora to terapeutka i podobnie, jak w pierwszym tomie, tak i tu dołącza do śledztwa. Nie domyśla się nawet w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajdzie. Niebezpieczeństwie, bowiem pewnego dnia zostanie porwana przez wielce niebezpiecznego sprawcę i będzie musiała zawalczyć o swoje życie. Kolejną postacią, równie tajemniczą, jest Fredrich Stauer, który wszem i wobec utrzymuje, że jest profesorem archeologii, jednak krok za krokiem, powoli i stopniowo, wchodzi w świat zbrodni... Jak to wszystko się zakończy? Czy będzie szczęśliwe zakończenie czy wręcz przeciwnie? Przekonacie się, jak tylko zdecydujecie się sięgnąć po tę powieść.
Janna leżała, przytulając Jonathana. Przez cały poprzedni wieczór ukrywali się przed policją, a teraz chłopak był tak wyziębiony, że zaczęła się bać. Gdy nastał dzień, usłyszała głosy przechodzących w pobliżu ludzi, ale teraz zrobiło się cicho. W nocy Jonathan od czasu do czasu zasypiał, a wtedy ona myślała z ulgą, że na szczęście zostało w nim jeszcze tyle dziecka, że jest w stanie spać w takich warunkach. Ona nie mogła.”

Niewątpliwie, na plus tej powieści służy fakt, iż autorka podzieliła ją na dość krótkie rozdzialiki. I choć wyszło ich ponad 200, a stron tu mamy ponad 400, to całość się po prostu wchłania. Nie da się tego ująć w inny sposób, akcja pochłania czytelnika od pierwszych stron, a z każdą kolejną wciąga w przedstawiony tam świat jeszcze bardziej. Zwyczajnie pragnie się rozwiązania tej zagadki, którą nieraz autorka jeszcze bardziej komplikuje. Niby czasem podaje już na tacy sprawcę, winnego, już się czytelnik cieszy, że wie o co chodzi, już układa wszystko jak puzzle, w odpowiednie miejsca, a tu nagle bach! Akcja obraca się o 180 stopni i znów tak naprawdę nic się nie wie, niczego nie można być pewnym. Książka została napisana w lekkim i przyjemnym stylu, co sprawia, że jeszcze trudniej się od niej oderwać. Głównych bohaterów polubiłam z miejsca, chociaż ich tak naprawdę nie znałam, bo nie czytałam przecież 1 części. Tak jak już wspominałam, nie trzeba jej czytać, by zrozumieć wydarzenia z tego tomu. Ja zamierzam jednak wrócić do poprzednich wydarzeń, bowiem jestem pewna, że spodobają mi się równie mocno, jak ta część. Na sam koniec jeszcze wspomnę, że sam tytuł jest intrygujący, bo nawiązuje trochę do dziecięcej zabawy, jednak w tym przypadku ma także drugie dno, które na jaw wychodzi w miarę czytania.
Podsumowując, „Na kogo wypadnie na tego śmierć” to świetny skandynawski kryminał, który od pierwszych słów wciąga czytelnika w przedstawiony tam świat i nie chce puścić. Czytelnik ma okazję podążać wraz z bohaterami ścieżką, którą toruje śledztwo, ma okazję obstawiać własnych podejrzanych i sprawdzać, jak był bardzo w błędzie. Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, zaś fakt, iż treść tej powieści została podzielona na krótkie rozdziały, zwiększa jeszcze radość płynącą z lektury. Polecam każdemu miłośnikowi kryminałów i Skandynawii! ;) 

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Czarna Owca.




~ Paulina Korek


2 komentarze: