sobota, 4 listopada 2017

„Na krawędzi wszystkiego” – Jeff Giles

                         Co tu będę ukrywać – wybrałam tę książkę ze względu na okładkę. Ośnieżone drzewa, polana pokryta śniegiem, dwoje wędrowców idących w nieznane i na dodatek ten cieniowany tytuł. Cudeńko. Dopiero później zorientowałam się, że to powieść dla młodzieży. Takie wapna jak ja rzadko czytają takie książki, a jeśli już to robią, to nie mają zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Nie inaczej będzie i w tym przypadku.

                „Na krawędzi wszystkiego” to mieszanka fantastyki, romansu i obyczajówki. Głównymi bohaterami są Zoe i Iks, którzy spotykają się w bardzo niebezpiecznych okolicznościach. Szybko wpadają sobie w oko, lecz nie jest im dane poznać się bliżej, gdyż młody mężczyzna musi wracać tam skąd pochodzi, czyli do mrocznej i brutalnej krainy zwanej Niziną. Zakochany Iks zostanie poddany karze za odstąpienie od wykonania swoich obowiązków, zaś Zoe podejmie się odbycia pewnej niebezpiecznej wyprawy. Ważna informacja dla tych, którzy będą zainteresowani lekturą tej książki – jest to pierwszy tom z serii. Jeśli więc polubisz Zoe i Iksa oraz będziesz ciekawy ich dalszych losów, będziesz mógł o nich przeczytać w kolejnych częściach.


                Zacznę od wad, aby zakończyć pozytywnym akcentem. Po pierwsze uczucie pomiędzy głównymi bohaterami rodzi się zbyt szybko. Właściwie nie ma tam żadnych domysłów, podchodów, gonienia króliczka; nic co kręci czytelnika najbardziej. Od razu mamy deklarację miłości, mimo iż Zoe i Iks spędzają ze sobą ledwie parę dni i niewiele ze sobą rozmawiają.

                Następna wada: przewidywalność i schematyczność. Fabuła jest do bólu przewidywalna i paradoksalnie o fakcie, który był punktem zwrotnym historii, domyśliłam się na samym początku książki. Co do schematów – jak to zwykle w powieści dla młodzieży – jest przystojny przyjaciel (oczywiście zakochany w głównej bohaterce), przyjaciółka-lesbijka (chyba to jakiś najnowszy trend; nie mam nic przeciwko, ale to powoli zaczyna uchodzić za schemat) oraz pokręcona matka, z którą nie dogaduje się główna bohaterka.

                Niestety „Na krawędzi wszystkiego” czasem ma na bakier z logiką. Zostawia wątek fantazyjny, bo uważam, iż rządzi się on swoimi prawami i może się jeszcze rozwinąć w drugim tomie powieści, co wyjaśni trochę pewne niedociągnięcia fabularne. Zabrakło mi logiki już na początku samej książki, a konkretnie chodzi mi o zachowanie Stana, jednego z antybohaterów. Czemu on w ogóle przyznał się Zoe do tego co zrobił? Czemu nie wyrzucił obu labradorów z domu tylko się za nimi uganiał? Drugi wątek: Zoe wrzucająca zdjęcie na Instagrama. Rozumiem, że można być uzależnionym od swojego telefonu i mediów społecznościowych, ale żeby aż tak? Spotykam przystojnego faceta i fotografuje jego plecy? Dla mnie to trochę dziwne. Dodam, że absolutnie to nie był odpowiedni moment na robienie fotek na Insta. Ostatni wątek na przekór logice: czemu policja porzuciła poszukiwania ojca Zoe? Znam z książki wyjaśnienie, tyle tylko, że w rzeczywistości żadna normalna policja by tego nie zrobiła (a przynajmniej nie z powodu wskazanego w powieści).

A moja ulubiona wada tej książki, która sprawia, że uśmiecham się na samo jej wspomnienie to… „striptiz” Iksa. Pomysł tak żenująco nieudany, że aż śmieszny. Gdy czytałam te fragmenty tekstu, próbowałam zachować jak najwyższą powagę i przyznam, że nie udało mi się. Spróbuj i Ty Drogi Czytelniku!

                A teraz pozytywy: w książce nie ma dłużyzn, a fabuła rozwija się w zawrotnym tempie. Podobał mi się wątek relacji Zoe z jej bratem. Myślę, że, iż ich wielowarstwowa relacja zainteresuje również innych czytelników. Niewątpliwie plusem była wyprawa Zoe z sugestywnymi opisami i z odpowiednią dozą dramaturgii. Czytałam ten fragment książki z niekłamanym zainteresowaniem i sama nabrałam ochotę na zdobycie doświadczenia tego typu. Można więc uznać, że momentami książka jest inspirująca.

                Jeśli szukasz lekkiej, niezbyt ambitnej książki o nastolatkach, ze sporą ilością fantastyki to zachęcam do lektury tej właśnie książki.
                                     Ocena 4/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu IUVI.



Anna Mackiewicz

2 komentarze:

  1. Gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach zwróciła moją uwagę, ale teraz podchodzę do niej z coraz większym dystansem..

    OdpowiedzUsuń
  2. Słaba ocena, nie będę się w takim razie zastanawiać i odpuszczę sobie ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń