niedziela, 12 listopada 2017

„Niespokojni zmarli” – Simon Beckett

               Nie jest żadną tajemnicą, iż seria napisana przez Simona Becketta jest jedną z moich ulubionych. Kiedy po sześciu latach wydawało się, że nie doczekam się już wznowienia przygód Davida Huntera, ukazała się piąta część pod tytułem „Niespokojni zmarli”.

                „Niespokojni zmarli” to thriller stanowiący kontynuację losów antropologa Davida Huntera. Jeśli ktoś nie czytał poprzednich części to... natychmiast powinien to nadrobić! Niemniej jednak nie będzie to konieczne, aby zrozumieć fabułę recenzowanej przeze mnie książki. Po wydarzeniach z „Wołania grobu” David popadł w „niełaskę” i nikt nie chce z nim współpracować. Kiedy więc otrzymuje telefon od inspektora Lundy’ego z propozycją wydobycia i zbadania zwłok znajdujących się w morzu u wybrzeży wyspy Mersea, antropolog bez chwili wahania się tego podejmuje. Wszyscy podejrzewają, że wyłowione ciało należy do syna miejscowego bogacza, Leo Villiersa, który niedawno zaginął. Leo był posądzany o przyczynienie się do zniknięcia jego kochanki, Emmy Derby, żony miejscowego architekta. Tymczasem prawda okazuje się znacznie bardziej zagmatwana i wyłowione ciało nie jest jedynym, którego tajemnice odkryje nasz protagonista.


                Powiem od razu, ta książka to dla mnie 10/10 i nie dlatego, że mam słabość do całej serii. Jest tu szereg ciekawych bohaterów (nie tylko główną postać antropologa), mroczną atmosferę mokradeł, trochę makabry w związku z opisem zwłok i niejedną tajemnicę do odkrycia. Mnie osobiście zaskoczyła liczba zagadek do rozwiązania i choć przyznaję, że częściowo trafnie je rozwikłałam, to wcale nie mam uczucia niedosytu. Wydaje mi się, że dla każdego czytelnika finał powieści będzie choć w części sporym zaskoczeniem.

                Warto się przyjrzeć dwójce bohaterów, którzy szczególnie zaskarbili sobie moją sympatię: Bobowi Lundy’emu i Edgarowi Holloway’owi. Pierwszy z nich to starszy inspektor policji, z którym współpracuje Hunter. Inteligentny „stary wyjadacz”, który cieszy się sympatią i szacunkiem wszystkich dookoła. Drugi to jego przeciwieństwo; zagubiony w rzeczywistości i meandrach swojego umysłu; tajemnicza postać przemierzająca mokradła. Bardzo udane kreacje, naprawdę nie można zostać wobec nich obojętnym.

                Przyznaje, że przed napisaniem tej recenzji zerknęłam na co niektóre komentarze dotyczące tej książki i wśród nich znalazły się głosy, iż powieść ma zbyt długie opisy krajobrazu oraz wewnętrznego monologu głównego bohatera. Mnie te pozornie spokojne momenty bardzo się podobały, bo to właśnie one napawały grozą, a nie chwile, w których dochodziło do kolejnego makabrycznego odkrycia. Autor w sposób bardzo sugestywny opisał mokradła, na których dzieje się większość fabuły i czytając je mogłam z łatwością je sobie wyobrazić. Czułam wiejące z nich smutek, osamotnienie i niepokój.

                Powieść została logicznie i spójnie skonstruowana, a ponad pięćsetstronicową powieść czyta się naprawdę jednym tchem. Miałam realny problem, aby się od niej oderwać. Jednego żałuję: przeczytałam tę książkę i chcę więcej! Pozostaje mi więc tylko odświeżyć sobie wcześniejsze części, ale liczę na to, że Simon Beckett nie każe mi znów czekać tak długo i już wkrótce napisze kolejną historię (najlepiej na jutro).

                Cieszę się, że podtrzymano tradycję co do kolorystyki okładki książki. Niewątpliwie nawiązuje ona do treści powieści

                Szczerze wszystkim polecam „Niespokojnych zmarłych”, jak i całą serię o Davidzie Hunterze. Drogi czytelniku, na pewno nie będziesz zawiedziony, ponieważ jest po prostu genialna.

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.




Anna Mackiewicz

1 komentarz:

  1. Skoro po tak opasłym tomisku chcesz więcej, to znaczy, że ta książka jest warta uwagi :) tytuł intrygujący.

    Pozdrawiam, http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń