sobota, 18 listopada 2017

"Pieśń Shannary" - Terry Brooks



Terry Brooks to amerykański pisarz fantasy. Urodził się w Sterling w stanie Ilionois. Ukończył Hamilton College oraz Washington and Lee University. Znany jest głównie z high fantasy i zaliczony został do grona najwybitniejszych twórców tego gatunku. Jego najsłynniejszy cykl „Kroniki Shannary” sprzedał się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy.

„Pierścień Shannary” to trzecia i ostatnia część trylogii „Kroniki Shannary”, czyli cyklu wyżej wspomnianego autora. Recenzje poprzednich tomów możecie znaleźć tutaj: <recenzja „MieczaShannary> i <recenzja „Kamieni Elfów Shannary”>.


Kiedy pradawne zło odradza się w nowej postaci, pragnąc zemsty na wszystkim, co żyje, druid Allanon zmuszony jest do wyruszenia w bardzo niebezpieczną podróż, której celem jest ocalenie całego magicznego świata. Z pomocą przychodzi mu Brin Ohmsford. Kobieta jest jedyną spadkobierczynią magii elfów i włada niezwykłą mocą pieśni. Niestety przepowiedziano im zagładę, bowiem czyhające na nich zło planuje dla Brin los gorszy nawet od śmierci…

„Pieśń Shannary” moim zdaniem to zdecydowanie najlepsza część z wszystkich trzech. Terry Brooks rozwinął się i widać, że potrafi uczyć się na własnych błędach. Wykreowany przez niego świat jest przepełniony magią, a czytelnik zaczyna marzyć, by przenieść się do niego na stałe. Historia Brin i druida Allanona może nie zaciekawia od samego początki, ale po pewnym czasie wciąga tak, że nie sposób się od niej oderwać. Bohaterowie przeżywają niebezpieczne przygody, wykazują się odwagą i lojalnością. Prezentują ważne w życiu postawy i mogą być wzorem do naśladowania.


Skoro już mowa o postaciach, warto przyjrzeć się ich kreacji, z którą bywa różnie. Główni bohaterowie należą do dobrze przedstawionych. Czytelnik może nie od razu pała do nich sympatią, jednak kiedy już poznaje ich lepiej, zaczyna ich lubić. Ponadto nie są jednoznaczni, każdy ma swoje pobudki, którymi się kieruje, przez co stają się bardziej prawdziwi. Gorzej z drugoplanowymi postaciami. Niektóre są wykreowane tak samo dobrze jak te pierwszoplanowe. Mają swoją głębię, więc nie są nijakie i płytkie. Innym jednak autor nie poświęcił już tyle uwagi i potraktował je po macoszemu. Może być to spowodowane tym, że w pewnym momencie pojawiło się naprawdę dużo bohaterów, więc trudno byłoby wszystkich dobrze opisać. Niemniej pewien niedosyt pozostał, jeśli chodzi o ten aspekt powieści.

Trylogia "Kronik" jest przykładem czegoś, czego osobiście zbytnio nie lubię, czyli luźnego połączenia tomów. „Pieśń Shannary” to książka, którą można czytać bez znajomości dwóch poprzednich. Co prawda Terry Brooks stara się, by w jakiś sposób połączyć wszystkie części, jednak czytelnik nie pogubi się w lekturze, jeśli zdecyduje się zacząć od ostatniej. Wszystko dzięki temu, że historia toczy się wiele lat później, a bohaterowie poprzednich książek są jedynie przodkami Brin. Mamy tutaj więc ten sam cudowny świat, ale zupełnie inne postaci i przygody. Jednak jeżeli w „Pieśni Shannary” jest nawiązanie do wcześniejszej twórczości Brooksa, pisarz przypomina nam krótko o istotnych wydarzeniach. Dzięki temu czytelnik, który nie miał wcześniej styczności z książkami autora, nie musi się do nich cofać, by zrozumieć, co się dzieje. Natomiast ten, kto jest z Brooksem od początku, ma szansę na odświeżenie sobie pewnych zdarzeń. Wszystko wykonane jest więc bardzo dobrze, jednak osobiście wolę, jak trylogia poświęcona jest konkretnym postaciom. Mogę się wówczas z nimi zżyć, lepiej ich poznać. Nie muszę też się z nimi tak szybko rozstawać, kiedy bardzo je polubię.

Cykl „Kronik Shannary” ma swoje wady i zalety. Jedne i drugie bywają duże, więc trudno jednoznacznie stwierdzić, czy seria jest dobra czy też nie. Mimo wszystko uważam, że warto po nią sięgnąć, szczególnie, jeżeli fantasy jest naszym ulubionym gatunkiem. Terry Brooks to autor, który jednych oczaruje, a innych zanudzi, więc sami musicie zdecydować, czy jesteście chętni do tego, by sięgnąć po jego twórczość. 

OCENA: 7/10 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.


Sara Chrzanowska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz