poniedziałek, 20 listopada 2017

"Rytuał" - Joseph Delaney



Po odłożeniu pierwszego tomu nowej trylogii Josepha Delaney’a „Arena 13” o tym samym tytule, natychmiast sięgnęłam po kolejną części, którą jest „Rytuał”. Zakończenie poprzedniej książki było naprawdę intrygujące, więc po prostu nie mogłam się powstrzymać i musiałam poznać dalsze losy bohaterów. Czy i tym razem powieść Delaney’a umiliła mi czas? A może tym razem wzbudziła we mnie więcej emocji niż swoja poprzedniczka?

Sezon walk w Kole dobiegł końca. Tym samym Leif, przygotowujący się do walki na Arenie 13, może odpocząć. Chłopak postanawia jednak dobrze wykorzystać przerwę w ćwiczeniach i wyrusza w drogę do krainy zamieszkiwanej przez rodaków swojego ojca – genthajczyków.
Mieszkańcy nie przyjmują go jednak z otwartymi ramionami. Są wobec niego nieufni, jako że w jego żyłach nie płynie czysta krew tego ludu. Leif musi udowodnić swoją wartość poprzez stawieniu czoła trigladze krwiożerczych wilkomorów. Kiedy mu się to udaje zostaje naznaczony tatuażem, który już na zawsze będzie potwierdzeniem, iż w jego żyłach płynie krew ludu jego ojca. To jednak nie koniec jego przygód. Po powrocie do Gindeen czekają go o wiele ciekawsze rzeczy i bardzo trudne do podjęcia decyzje…

„Dzieci walczą kijami, mężczyźni klingami.
Wciąż czekamy na dziecię, które zawalczy oboma”

Tak jak w przypadku pierwszej części, także i tutaj można odnaleźć pewne schematy. Jednak Delaney czerpie z nich tylko to, co potrzebuje, a następnie łamie je i prowadzi akcję w tylko sobie znanym kierunku. Pisarz wie, co zrobić, by zaciekawić swojego czytelnika i nie pozwolić mu tak szybko porzucić swojej książki. Nie można przy tym odmówić mu pomysłowości i niesamowitej wyobraźni, która zapewni nam naprawdę wspaniały czas spędzony na czytaniu.

„Dwakroć narodzeni, dwakroć bólem zdjęci.
Trzykroć narodzeni i znowu przeklęci.

O ile w „Arenie 13” Leif był raczej typowym nastolatkiem, o tyle tutaj widać, że dorasta i mężnieje. Nie dzieje się to też od tak, pstryknięcie palcami i już główny bohater, zupełnie bez przyczyny, diametralnie się zmienia. Jego przemiana następuje pod wpływem  podróży do krainy rodaków ojca, a następnie stopniowo postępuje. Szczerze mówiąc, bardzo mi się to spodobało. Z jednej strony mamy bowiem chłopca, którego zdążyliśmy polubić w poprzedniej części, z drugiej jednak dostajemy także młodego mężczyznę, znacznie częściej słuchającego głosu rozsądku i potrafiącego podjąć właściwe decyzje.

„Nasze pierwsze zwycięstwo będzie krwawe,
Po nim jednak popłynie jeszcze więcej krwi.”

Dużym plusem powieści jest też to, że możemy dowiedzieć się nieco więcej o świecie, który wykreował Joseph Delaney. Lepiej go poznajemy, a także dostajemy co nieco informacji na temat jego genezy. Nie otrzymujemy jednak wszystkiego na tacy. Pisarz podsyca naszą ciekawość i sprawia, że zastanawiamy się, co przeszłość może mieć wspólnego z teraźniejszością.

Ponadto jest tu też coś, czego brakowało mi w pierwszej części. Mianowicie akcja „Rytuału” jest o wiele bardziej dynamiczna i pełna krwi. Mamy tutaj dużo więcej walk oraz treningów, przez co powieść staje się mroczniejsza i nabywa ciekawszy charakter, wpisując się w mój czytelniczy gust.

„Rytuał” moim zdaniem jest dużo lepszy niż „Arena 13”. Delaney rozwinął się, rozpisał i dał porwać wyobraźni. O ile pierwszy tom nie wywołał u mnie zbytnich emocji, o tyle drugiemu się to czasami udawało. Jeżeli przeczytaliście już pierwszą część i zastanawiacie się, czy sięgnąć po następną, to gorąco zachęcam, nawet jeśli „Arena 13” nie do końca Was wciągnęła.

OCENA: 8/10

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!

Sara Chrzanowska

2 komentarze: