sobota, 11 listopada 2017

"The Call. Wezwanie" - Peadar Ó Guilín

"Ale tam, gdzie żyjesz, pośród nieustannego piękna, każdy, kto docenia cierpienie, musi udawać coś dokładnie przeciwnego, nawet przed samym sobą."

Wezwanie miała być lekturą, która zaprowadzi emocjonalny chaos w czytelniku, a jej wyjątkowa fabuła wbije w fotel. To miał być hit tego roku, wystrzałowa książka, inna niż wszystkie, tego jeszcze nie było. I fakt, tego jeszcze nie było, bo głowy wyrastające jak kapusta są nowością.

Trzy minuty to czas, od którego zależy wszystko. Trzy minuty u nas, to doba spędzona w ich świecie. Wezwani możemy zostać w każdej chwili, nagle i niespodziewanie. Znajdziemy się wówczas w nieznanym świecie, w którym przetrwanie jest prawie niemożliwe. Dlatego też przygotowują nas do tego od kilku lat.
A ja, chociaż jestem kaleką i nie mogę biegać, postanowiłam, że przeżyję mimo wszystkich przeciwności losu.



"Czy chciałabyś, aby przestali robić to, co robią? Tak? Ponieważ w tym przypadku to oni będą musieli wybaczyć nam."

Autor miał na książkę bardzo ciekawy pomysł i mógł wyjść z tego wielki hit, bestseller, powieść, o której mówiliby wszyscy, zachwycali się nad nią. Jednak mimo wielu obietnic, okazało się, że książka jest mniej niż średnia i zabrakło w niej wykończenia oraz oddania tego, co autor miał na myśli.


Kiedy zaczęłam czytać książkę, język autora przytłoczył mnie na starcie. Jest w nim coś takiego, co przygnębia. Bardzo ciężki w odbiorze, brakuje w nim lekkości, polotu.
Peadar miał bardzo oryginalny i ciekawy pomysł na swoją książkę i temu nie mogę zaprzeczyć, jednak sposób wykonania prosi o naprawę. Autor nie potrafił przedstawić swoich myśli w interesujący sposób, gubił się we własnej książce i tak naprawdę nie wyjaśnił, o co w niej chodzi. Wiem tyle, że nastolatkowie są wzywani do innego świata i w większości nie wracają. A rzeczy, które są im tam robione, napawają obrzydzeniem, pełno w nich okrucieństwa. Ale po co to i dlaczego? Trudno stwierdzić, najprawdopodobniej dla zemsty. Przez większość książki byłam zagubiona i mocno męczyłam się podczas czytania. Nie wiedziałam o co chodzi, dlaczego jest tak, a nie inaczej.
A więc chociaż był pomysł, to autor zepsuł całość sposobem, w jaki go przedstawił. Obrzydliwe sceny, jakie zostały tu zaprezentowane, mocno mnie zniesmaczyły. Jakoś nie kręci mnie czytanie o głowach rosnących jak kapusta, to jest okropne.

"Teraz nie ma już ucieczki z Szaroziemi, tylko śmierć, a może być ona szybka lub straszliwa ponad wszelkie wyobrażenie."

Bohaterowie powieści są bardzo irytujący. W większości są to infantylni nastolatkowie lub zapatrzeni w siebie egoiści. A główna bohaterka, cóż, oczywiście najsłabsze ogniwo musiało zostać tym najlepszy, najodważniejszym i najsilniejszym, pomimo choroby.
Wątek miłosny, który został wkręcona w całą fabułę, jest niepotrzebny w całości. Zepsuł powieść jeszcze bardziej.

Podsumowując, mi książka nie przypadła do gustu, nie mój klimat. Niemniej jednak zachęcam Was do sięgnięcia po nią, może akurat spodoba się Wam.

Ocena: 4/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu - czwartastrona


Natalia Zaczkiewicz

4 komentarze:

  1. Twoja icena tylko utwierdziła mnie w przekoaniu, że lepiej nie zawracać sobie głowy tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam, miałam w planach. Teraz już sama nie wiem. ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też brakowało mi wyjaśnienia o co chodzi. Przez większą część książki byłam zagubiona, ale nie jest to powieść jednotomowa, dlatego zapewne niektóre elementy autor zostawił sobie na kontynuację. Tylko ciekawe czy zostanie wydana w Polsce. Jeśli tak, to z chęcią poznam dalsze losy bohaterów, bo dla mnie książka była przyzwoita. Poza tym to połączenie fantastyki z mitologia celtycką było dość intrygujące.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń