poniedziałek, 6 listopada 2017

„Wielka księga przygód 4. Basia” – Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

                     Dla mojej córki i dla mnie był to pierwszy kontakt z „Basią”. Lilu okazała się tym razem mało zaangażowaną konsultantką i pozostawiła swoją matkę na placu boju. Na szczęście historie małej dziewczynki i jej rodziny okazały się wdzięczną lekturą.

                „Wielka księga przygód 4. Basia” to zbiór siedmiu opowiadań o tytułowej Basi i jej rodzinie: rodzicach i dwójce braci: starszym Janku i młodszym Franku. Na stu siedemdziesięciu pięciu stronach znajdziemy historie takie jak: „Basia i remont”, „Basia i piłka nożna”, „Basia i wyprawa do lasu”, „Basia i biblioteka”, „Basia i wolność”, „Basia i zwierzaki” oraz „Basia i narty”. Jak widać tematyka jest bardzo różnorodna i każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Bohaterka to rezolutna dziewczynka, która lubi rysować, bawić się swoim Miśkiem Zdziśkiem oraz czasem psocić. Bardzo istotnym wątkiem wszystkich historii jest opis relacji pomiędzy dziewczynką, a poszczególnymi członkami rodziny. Nie zawsze jest różowo, na szczęście finalnie wszyscy przypominają sobie jak mocno się kochają i jak są sobie bliscy, a zakończenie każdego opowiadania – to mogę zdradzić – zawsze jest szczęśliwe.


                Z punktu widzenia treści „Basia” to książka odpowiednia dla ciut starszego przedszkolaka. Jak już wspomniałam moja prawie trzyletnia córka nie była zainteresowana treścią opowiadań, ale chętnie oglądała ilustracje, o których napiszę już wkrótce. Mnie najbardziej podobało się opowiadania „Basia i wolność” oraz „Basia i zwierzaki”. W pierwszym z nich jest poruszona kwestia zasad, wolności i ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Problem przestrzegania reguł i swobody w podejmowaniu decyzji jest przedstawiony na przykładzie władzy królewskiej, lecz również analizowany przez pryzmat życia codziennego. Według mnie jest on bardzo dobrze ujęty, a mianowicie jako rozmowa pomiędzy dzieckiem a rodzicem, a nie autorytarny monolog ojca lub matki. Jako dygresja jest tam poruszony motyw walk niepodległościowych. Niedawno rozmawiałam o święcie 11 listopada z córką i przyznaje, iż miałam ogromny problem by w jak najprostszy sposób wyjaśnić jej o co w tym wszystkim chodzi. Myślę, że teraz, po lekturze „Basi”, jestem bardziej przygotowana do tej rozmowy i podejrzewam, że wrócimy jeszcze do tego tematu. Z kolei opowiadanie „Basia i zwierzaki” jest według mnie bardziej adresowane do rodzica. Ujęła mnie w nim mama bohaterki, gdy została sama z trójką dzieci i z przygotowaniami przed Bożym Narodzeniem. Mimo, że emocje chwilowo wzięły u niej górę, potrafiła się wyciszyć i po prostu odpuścić. To jest naprawdę trudna sztuka, zwłaszcza w newralgicznym okresie, jakim są grudniowe święta, ale czasem tak trzeba, aby zyskać coś więcej niż to, co by przyniosły nasze starania ponad nasze możliwości.



                Od strony wizualnej książki mamy w domu dysonans. Lili podobają się ilustracje. Trafnie je interpretuje. Interesują ją przede wszystkim emocje poszczególnych bohaterów. Mnie te obrazki nie przypadły do gustu – preferuję inną kolorystykę, a postacie przedstawione na ilustracjach są dla mnie po prostu… brzydkie. Niemniej jednak trzeba im oddać, że są charakterystyczne, a uśmiechnięta Basia na okładce przyciąga spojrzenie i sprawia bardzo sympatyczne wrażenie.

`              Nasza poznanie z „Basią” uważam za udane i chętnie powtórzę lekturę, kiedy moja córka okaże się na to gotowa.
Ocena 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu EGMONT.



Anna Mackiewicz

(okładka pochodzi ze strony https://egmont.pl/Basia.-Wielka-ksiega,608741,p.html)

2 komentarze:

  1. Pani Anno podziwiam te Pani recenzje i gratuluję wnikliwej analizy książek. Nie wiem jak się by mi czytało książkę ale recenzję czyta się z zaciekawieniem

    OdpowiedzUsuń