poniedziałek, 27 listopada 2017

Wywiad z Adamem Ubertowskim

Z przyjemnością przedstawiam Wam wywiad z Adamem Ubertowskim, autorem świetnej powieści sensacyjnej "Syndykat", której recenzję mieliście okazję poznać jakiś czas temu. Serdecznie zapraszam do poznania autora bliżej! 



1.       Ostatnio coraz bardziej popularne są historie o tajnych agentach, którzy w pracy mają właściwie jedyną szansę na poprawę własnego życia. Skąd pomysł, by głównego bohatera stworzyć jako byłego więźnia? Pomijając rozwój wątków z tym związanych na kartach powieści.

Więzienie nie ma większego wpływu na sposób myślenia i działania Kinsky’ego, który przybiera potem pseudonim Walker – w odróżnieniu na przykład od okresu jego służby wojskowej – on sam zresztą nigdy nie nazwałby się więźniem, uważał ten okres za kompletnie przypadkowy epizod, natomiast dla mnie „przydatny” był moment wyjścia za mury i związane z tym pustka i swoista bezradność. Walker dosłownie nie ma dokąd pójść, więc daje się bez oporu uwikłać w sieć Syndykatu. Skądinąd motyw PUSTKI, pustej przestrzeni jest wszechobecny w tej powieści…

2.       Czy podczas pisania coś szczególnie Pana inspirowało?

Tak, ale to raczej film niż literatura plus autentyczne postacie, jakie spotykam/łem. Więc z jednej strony to cała linia Bond-Bourne-Uprowadzona-Transporter, gdzie „jednoosobowe armie” ratują świat, a z drugiej strony mniej komiksowe filmy, szczególnie z lat 60., takie jak „Zabójcy”, „Bullitt”, cały Melville z Delonem („W kręgu zła”, „Glina”), a przede wszystkim mój ulubiony „Zbieg z Alcatraz” (i jego dokrętki, typu „Parker” czy „Godzina zemsty”), skąd zaczerpałem inspiracje garściami, z nazwiskami bohaterów na czele. To akurat rodzaj hołdu dla filmu, który uważam za arcydzieło gatunku.

3.       Czy w Pana osobistej biblioteczce również znajdują się powieści sensacyjne, czy może gustuje Pan także w innych gatunkach literackich?

Jeśli chodzi o sensację, to wolę oglądać (zwykle zresztą ekranizacje mocnych książek), a czytam przeróżne rzeczy, ale bardzo starannie to dobieram. Zwyczajnie szkoda mi czasu na literaturę niekonieczną. Więc albo czytam klasykę, albo radzę się siostry, która jest profesorem literatury współczesnej i podpowiada mi najciekawsze aktualne pozycje.

4.       Czy w jakiś sposób utożsamia się Pan z głównym bohaterem powieści?

Pewnie ma coś ze mnie, ale odpowiem inaczej: pisząc tę powieść, świetnie się bawiłem, bo jak każdy facet jestem dużym chłopcem i fajnie było w wyobraźni realizować dziecięce marzenia o rozprawianiu się z całym złem tego świata, jak Bond, Kloss czy inni. To taka odmiana zabawy żołnierzykami, tylko zamiast plastikowych zabawek mam słowa.

5.       Jakie są, według Pana, najważniejsze elementy powieści sensacyjnej, które pozwolą wyróżnić się z tłumu innych powieści tego gatunku?

Chyba decydują drobiazgi. Proszę spojrzeć na szereg postaci samotnych detektywów. Co różni takiego Holmesa od na przykład Colombo? Tak naprawdę kilka pociągnięć pędzlem autorów: Holmes ma dobrej jakości płaszcz i fajkę, potrafi boksować i lubi ryzyko. Colombo to pozornie niedojda, też ma płaszcz (tyle że pomięty) i zamiast fajki pali cygaro. Więc niby wszystko już było, a wystarczy drobna odmiana i mamy oryginalną postać. Taki Monk jest autystyczny. Co różni Bonda od Bourna (nawet nazwiska mają, kurczę, podobne…)? Dużo więcej ich łączy, na przykład wieczne nieustatkowanie w życiu prywatnym. Ale Bond pije te swoje słynne drinki i przedstawia się Bond/James Bond. A Bourne nie wie, kim jest, nie zna swojej tożsamości. Tylko tyle i aż tyle.
[źródło]
  
6.       Jak wyglądał proces pisania "Syndykatu"?

„Syndykat” należy do serii moich „letnich” powieści, w tym sensie, że piszę je tylko w lecie, gdy mam przerwę w mojej pracy zawodowej. Tak napisałem obie powieści detektywistyczne o doktorze Figlonie („Inspektor van Graaf” i „Kolekcja Ringelmanna”). I tak rodzi się seria o Kinskym.

7.       Gdyby jakiś bohater literacki miałby również trafić do Syndykatu, który poradziłby sobie najlepiej?

Literacki to nie wiem, ale z filmowych dałby radę bohater „Uprowadzonej” grany przez Lima Neesona, no może ciut młodszy. Jest bystry, ogarnia temat oraz jest po prostu niezniszczalny, walka z nim to jak zderzenie z czołgiem. Walker to połączenie detektywa/agenta z maszyną do zabijania. To taki mix Bonda z Bournem, a nawet z Frankiem z Transportera.

8.       Dlaczego właśnie ten gatunek? Sensacja jest, moim zdaniem, dość wymagającym gatunkiem literackim. Zawsze myślałam, że czasem sceny akcji dużo lepiej przedstawia się w filmach, niż na kartach powieści...

To ciekawe spostrzeżenia, z którym się w pełni zgadzam. Pozornie to takie pif-paf, ale sam się przekonałem, że zszycie wszystkich kawałków jest trudne. No i film bezsprzecznie jest medium stworzonym do pokazywania scen akcji. Opisanie dynamiki jest bardzo trudne, takie sceny jak pojedynek Walkera z neofaszystami, gdzie ma być słychać uderzenia, są trudne do opisania.  No ale jakby iść dalej w tę stronę, to co mają powiedzieć autorzy powieści erotycznych😊 Sfilmowanie takiej sceny jest (chyba) dość proste, a spróbujcie to opisać bez popadania w śmieszność albo fizjologię. A poza tym nawet Bond najpierw był postacią papierową, film karmi się literaturą…
 
    9.       Gdyby "Syndykat" miał zostać zekranizowany, widziałby Pan kogoś w roli głównej?

Walker jest kilkakrotnie opisany jako ktoś, kto zaskakuje swoją siłą. Nie techniką walki (to też), tylko po prostu siłą fizyczną. Więc to nie mógłby być ktoś oczywisty – np. lubiany przez mnie skądinąd Statham – tylko ktoś bardziej niepozorny. Jakby to już koniecznie miało kupić Hollywood, to idealny byłby chyba Ryan Gosling. A z polskich aktorów – Dorociński. Ale numer, właśnie sprawdziłem w necie ich wzrost: są niemal identyczni (183-184) i... ja mam dokładnie tyle samo. Przypadek?

   10.   Czy możemy spodziewać się kolejnych powieści? Jakie ma Pan plany na przyszłość?

Mam już niemal gotowy ciąg dalszy przygód Walkera, nosi tytuł „Trzecia wyspa”. I w głowie – pomysł na trzecią część. A z innych rzeczy, piszę sobie powoli, na boku, w wolnym czasie, powieść, którą roboczo nazywam „powieścią mojego życia” (prawdziwy tytuł już jest, ale nie zdradzę), nie spieszę się, bo i tak nikt mi jej nie wyda w dzisiejszych czasach, a jak nawet jakiś wariat się znajdzie, to nikt jej nie kupi, ponieważ dzisiaj nie ma klimatu dla takich form literackich, ludzie tylko kryminały i sensacje czytają 😊 Ale ja obliczyłam, że będę żył jeszcze 44 lata, więc może doczekam innych czasów? 


~Monika Majorke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz