środa, 29 listopada 2017

Wywiad z Miroslavem Pechem

Mamy wielką przyjemność przedstawić Wam wywiad z autorem "Uczniów Cobaina", świetnej czeskiej powieści o dorastaniu, buncie i stawianiu czoła problemom życia. Poznajcie Miroslava Pecha! 

autor: Richard Klíčník




1. Pytanie, od którego w tym wypadku najbardziej wypada zacząć... Kurt Cobain, czy John Lennon?

Miroslav Pech: Szanuję zarówno Lennona, jak i Cobaina. Obaj byli doskonałymi muzykami, kompozytorami i wokalistami, obaj mieli na mnie w pewnym okresie duży wpływ i do twórczości obu co jakiś czas powracam.

2. Czy istnieje piosenka, która miała na Pana największy wpływ w okresie dorastania?

Było ich wiele. Teraz do głowy przychodzą mi na przykład: In Bloom, Help, Satisfaction, Imagine, You Know You´re Right, A Day In The Life, Strawbery Fields Forever, Break On Trough, Russian mystic pop op. IV, Sliver, Would, Smells Like Teen Spirit, Suck You Dry, I Wanna Be Your Dog i mnóstwo innych, to jest zaledwie ułamek. Trudno wyróżnić jedną piosenkę, to chyba niemożliwe.

3. Bardzo ciekawi mnie, ile z wydarzeń opisanych w "Uczniach Cobaina" jest literacką fikcją, a ile było inspirowanych rzeczywistymi wydarzeniami? 

Pewien autor powiedział kiedyś, że nieważne jest, ile jest w książce prawdy, tylko czy jest napisana prawdziwie. W pełni się z tą opinią zgadzam. Nie ma znaczenia, czy „Uczniowie Cobaina” są autobiograficzni, czy fikcyjni.

4. Posiada pan bardziej pozytywne czy negatywne wspomnienia z czasów szkolnych?

Pół na pół. Zabawniej było w podstawówce, szkoła zawodowa mnie nie bawiła. Przez większość czasu wagarowałem, więc miałem mnóstwo opuszczonych godzin i ciągle zdawałem jakieś egzaminy poprawkowe. W szkole nauczyłem się czytać i pisać. To mi wystarczy i za to jestem wdzięczny. Reszta jednym uchem wpadała, a drugim wypadała. Zawsze wiedziałem, że chcę pisać opowieści. Tylko to się naprawdę liczyło.

5. Jak było u Pana z czytaniem w czasach szkolnych, a jak jest teraz? Książka za książką, czy może lektura okazyjnie, w zależności od nastroju?

Czytałem wszędzie, we dnie i w nocy. O wpół do szóstej rano wsiadałem do autobusu i w drodze do szkoły czytałem, podczas gdy pozostali pasażerowie spali. Dziś też staram się dużo czytać, ale często walczę z czasem. Mam też problemy z koncentracją, często przy czytaniu usypiam, chociaż książka mi się podoba. Czytanie jest dla mnie rozrywką, relaksem i nauką. Każdy pisarz powinien dużo czytać. Tak jak muzyk słucha muzyki, reżyser ogląda filmy, a mechanik samochodowy interesuje się autami. Po prostu jest to ze sobą powiązane.

6. Zastanawia mnie sprawa imion w książce. Nie poznajemy ich wiele, za to kilku bohaterów jest określanych przez narratora za pomocą kolorów... w jakim celu? 

Nie miałem na myśli konkretnego celu. Po prostu nie chciałem swoim postaciom nadawać zwykłych imion. Dlatego zacząłem oznaczać ich kolorami. W czasie pisania, na końcowym etapie, uświadomiłem sobie, że w podobny sposób zwracają się do siebie również postaci z Wściekłych psów. Ale nie chciało mi się już tego zmieniać. Może ktoś obwini mnie o plagiat, ale nie dbam o to. Kto wie, skąd zaczerpnął ten pomysł Tarantino.

7. Czy jako dorastający chłopak był Pan buntownikiem, czy raczej godził się Pan z tym, co Pana otaczało?

Godziłem się tylko z tym, co mi się podobało i co do mnie przemawiało. Lubiłem literaturę, muzykę, filmy. To nie zmieniło się do dziś. Już w dzieciństwie zaczęła się przejawiać moja aspołeczność, a w okresie dojrzewania byłem wręcz podręcznikowym przykładem loosera. Przyjmowanie świata takim, jakim jest, stanowi dla mnie duży problem. Właściwie nawet nie wiem, jaki świat powinien być. To samo dotyczy ludzi. Lubię ich, ale jednocześnie strasznie działają mi na nerwy. Życie nie jest dla słabych. Rozumiem samobójców, naprawdę, czasami bywa tu naprawdę nieznośnie.

8. Skąd pomysł na taką historię? Przyznaję, zabawną, ale i miejscami przygnębiającą i dającą do myślenia. Tematyka zdecydowanie, mimo wszystko, łatwa nie jest.

Lubiłem książki o dorastaniu, więc postanowiłem taką książkę napisać. Miałem skąd czerpać, pomysły przychodziły same. Mówi Pani, że moja powieść jest zabawna, ale również przygnębiająca i zmuszająca do myślenia. Ale przecież dokładnie takie jest również dojrzewanie. W żadnym razie nie jest to łatwy okres. Być może po latach tak się nam wydaje, co może być znakiem tego, jak szybko zapominamy.

9. Jak Pan myśli, czy bardziej wymagającym czytelnikiem jest osoba dorosła, która potrafi spojrzeć na historię z pewnym bagażem doświadczeń, czy młoda osoba, dopiero wkraczająca w "prawdziwy świat"?

Nie wiem. Zależy chyba od tego, co akurat czyta. Wymagające może być zarówno dziecko, jak i emeryt. Z pewnością nie lekceważyłbym młodych czytelników pod kątem doświadczeń życiowych. Niektórzy mają ich mnóstwo, ale mogą różnić się one od doświadczeń życiowych osób dorosłych.
 
10. Czy możemy spodziewać się kolejnych powieści? Jakie ma Pan plany na bliższą lub dalszą przyszłość?

Oprócz Cobainów ukazał się w tym roku również mój zbiór opowiadań „Amerykanie jedzą kaktusy“. Są to krótkie historie, czasem wręcz ujęcia z życia kilku bohaterów, przy których czytelnik może się w jednej chwili śmiać, a w kolejnej doznać porządnego szoku. Na przyszły rok zaplanowana jest proza „Ojciec przy porodzie“. Jest to opowieść o młodym mężczyźnie, który czeka na narodziny swojego pierwszego potomka. Książka napisana została w formie monologów skierowanych do nienarodzonego dziecka, właściwie jest taki dziennik embrionalny.

[źródło]



 ~Monika Majorke

1 komentarz: