sobota, 11 listopada 2017

"Zderzenie" - Eran Creevy

Źródło
Jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się dla osoby, którą kochamy? Odpowiedź wydaje się oczywista – bardzo daleko. Są uczucia, które obezwładniają rozum i kierują naszymi decyzjami, a my nie mamy na nie najmniejszego wpływu. Miłość może nas całkowicie zmienić, namieszać w głowie i skłonić do robienia naprawdę ogromnych głupot.

Casey jest przestępcą, ale zmienia swoje życie dla blond piękności, którą poznał pewnego dnia w klubie. Stara się być uczciwy i cieszyć chwilami spędzonymi z Juliette. Jednak ich szczęście nie trwa zbyt długo. Casey jest zmuszony, aby wrócić do dawnego zajęcia, bo tylko w ten sposób będzie miał szansę uratować ukochaną. Nie przypuszcza, że jedno zlecenie okaże się tak trudnym i niebezpiecznym zadaniem. Nieświadomie wplątuje się w sprawy dwóch handlarzy narkotyków, musi uciekać oraz walczyć o miłość swojego życia. 

Naprawdę nie spodziewałam się tego, że ta produkcja wciągnie mnie już od pierwszych minut i będzie tak dobra. Nie ukrywam, że ten gatunek jest jednym z moich ulubionych i filmy akcji muszą mieć ciekawą fabułę, aby przypadły mi do gustu.

Od razu zauważyłam, że ten film ma w sobie coś ze ,,Wszystkich i wściekłych” oraz ,,Porwania”, ale później przestało mi to już przeszkadzać, ponieważ wciągnęłam się w wydarzenia. Sam początek już po części dał mi do zrozumienia, że całość będzie naprawdę emocjonująca i nie myliłam się. Z każdą minutą napięcie rosło coraz bardziej i nie mogłam się doczekać aż wszystkie wątki zostaną doprowadzone do końca.

Początkowo myślałam, że fabuła będzie bardziej przewidywalna, ale w pewnym momencie bardzo się zaskoczyłam. Reżyser potrafił wzbudzić moje zainteresowanie i chwała mu za to. Dodatkowo zbudował naprawdę niesamowity klimat, który pokazywał bezwzględność handlarzy narkotyków oraz przestępców. W tym wszystkim znalazło się jeszcze miejsce na miłość, która kontrastowała z tym całym mrokiem. Uczucie głównych bohaterów stanowiło istotny element, a jednocześnie wprowadzało do tego filmu odrobinę radości i światła. 

Źródło
Muzyka czy efekty specjalne jakoś nie powalały na łopatki, ale ja osobiście nie gustuję w przesycie i zaawansowanej obróbce graficznej, która powoduje, że wszystko jest niesamowicie sztuczne. Większość filmów akcji robi się po prostu produkcjami science fiction, bo samochody latają, a prawo grawitacji przestaje mieć znaczenie. Jestem bardziej staroświecka i nie po drodze mi z fantastyką naukową, więc chętnie wracam do starszych filmów lub takich, w których wszystko jest bardziej… realne.

Nie podobała mi się również gra aktorska głównego bohatera (Nicholas Hoult), bo chyba nie do końca potrafił się wczuć w rolę przestępcy. Zachowywał się jakby pierwszy raz w życiu miał styczność z łamaniem prawa, a podobno już wcześniej chociażby kradł samochody. Kompletne nie przemówiła do mnie jego mimika i po prostu nie polubiłam go.

Oczywiście wątki mafii były naprawdę świetnie poprowadzone, chociaż nie do końca została pokazana jej brutalność i myślę, że można było jeszcze bardziej to umocnić. Lubię jak jest krwawo, nieprzewidywalne i emocjonująco. W końcu taka organizacja nie kieruje się zasadami moralnymi, a swoje problemy rozwiązuje tylko i wyłącznie poprzez siłę i przemoc. W ,,Zderzeniu” były pokazane nieporozumienia oraz skutki sporu pomiędzy liderami, ale to był raczej dość krótki wątek i niezbyt rozbudowany.

Cóż… ,,Zderzenie” nie ma najlepszych recenzji, ale nie będę podważać zdania innych. Być może ja nie jestem aż takim wymagającym widzem i jest mnie bardzo łatwo zadowolić? Prawdopodobnie to prawda, bo jednak częściej sięgam po książki, a filmy oglądam sporadycznie. Nie zmienia to faktu, że wciągnęłam się w ten brudny świat handlarzy narkotyków i przeżywałam wszystkie wydarzenia równie mocno, co bohaterowie.


Ocena: 7/10
Za możliwość zobaczenia filmu dziękuję Monolith Film








Patrycja Bomba 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz