niedziela, 3 grudnia 2017

„Baltazar wraca do domu” – Katarzyna Wasilkowska

[źródło]
            „Baltazar wraca do domu” to zgrabnie napisana opowieść o parze niesfornych koziołków, Tadziulku i Stasiku, zamieszkujących pewną senną miejscowość. Dorośli tylko plotkują, nie lubią inności i ogólnie mają swoje sprawy. Dzieci znudzone monotonią, ożywiają się na wieść o przybyciu tajemniczego przybysza, wilka Baltazara. Kim jest ów Baltazar? Czy potwierdzi swoim zachowaniem złą reputację swojego gatunku? I czy Tadziulek i Stasik wyciągną lekcję z tej znajomości?

                Niewątpliwą zaletą opowiadania jest to, że porusza trudną tematykę: niszczycielską siłę plotki i kłamstwa. I to w przystępnej dla dziecka formie.


Wątkiem pobocznym, choć nie mniej ważnym, są relacje rodzinne. Tata Koza to pantoflarz, sprowadzony do roli dostawcy mleka i obserwatora życia rodzinnego. Mama Koza to zadufana, apodyktyczna i skupiona na sobie osóbka. Nie dotrzymuje obietnic złożonym dzieciom, jest krytyczna wobec innych i pobłażliwa wobec własnych błędów wychowawczych. Bierność ojca i nadmierne dbanie przez matkę o własną wygodę skutkuje tym, iż ich dzieci, małe koźlęta, nie zachowują się zgodnie z normami społecznymi, krzywdząc przy tym innych. Z powodzeniem manipulują rodzicami, którzy nie potrafią egzekwować od nich poszanowania dla postawionych przez mamę czy tatę granic.


Na marginesie rozważań dotyczących rodziny Kóz i relacji pomiędzy poszczególnymi jej członkami, pragnę zwrócić Twoją uwagę Drogi Czytelniku na jeden fakt, który może postawić mamę Kozę w lepszym świetle. Tata Koza jest dostawcą mleka, a skoro tak, można przypuszczać, że jego „producentem” jest mama Koza. Jeśli jest zobowiązana do wytworzenia kilkudziesięciu litrów mleka dziennie, to w sumie nie należy się dziwić, iż nie jest w stanie bawić się z dziećmi.

Wracając jednak do fabuły, o ile wątek główny, czyli historia Baltazara i sąsiadów została należycie rozwinięta i zakończona, to motyw rodzinny nie doczekał się osobnego finału. Nie rozumiem, dlaczego pisarka poświęciła tyle miejsca na analizę codzienności państwa Kóz, skoro w ich życiu nie nastąpiła jakaś przełomowa zmiana. Owszem, koniec książki zwiastuje początek czegoś nowego, jednak dotyczy on zmiany spojrzenia na innych, a nie ich wewnętrznych relacji. Podejrzewam, że sama w sobie historia kłamstwa i plotek oraz udziału w ich rozprzestrzenieni u koźląt nie wpłynie na polepszenie związków rodzinnych, jeśli nie będzie poparta głębszą refleksją rodziców.


Na uznanie zasługują ilustracje Marty Kurczewskiej. Artystka narysowała bohaterów książki w sposób bardzo sympatyczny, ożywiając ich mimikę i przedstawiając poszczególne sceny w sposób pełen dynamizmu. Kolorystyka obrazków jest utrzymana w naturalnych barwach. Jedyne do czego można się przyczepić to proporcje niektórych postaci np. pan Zając jest niewiele niższy od pana Kozy, ale z drugiej strony, czy jest sens czepiać się o realistyczne przedstawienie postaci w bajce o gadających zwierzętach? Mi rysunki pani Kurczewskiej bardzo się podobały, szczególnie sposób przedstawienia Baltazara, państwa Kóz i pani Lisicy. Żółty kolor okładki przyciąga spojrzenie, a pomysł wplecenia wizerunku koziołków w tytuł wygląda wręcz uroczo.

Opowiadanie nie jest długie, ma zaledwie sześćdziesiąt cztery strony. Wydaje mi się, że „Baltazar wraca do domu” jest książką skierowaną do starszego przedszkolaka lub nawet ucznia początkowych lat podstawówki. Dla mojej prawie trzyletniej córki jeszcze jest za trudna, choć Lili doceniła walor, jaki niesie ze sobą opowiadanie od strony graficznej.

Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Literatura.


Anna Mackiewicz

4 komentarze:

  1. To książka w sam raz dla mojego dziecka, więc pewnie przyjrzę się jej bliżej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę udanej lektury :). Pozdrawiam

      Usuń
  2. Pani Anno, z przyjemnością przeczytałam Pani wnikliwą recenzję. Rozczuliła mnie uwaga o pracy pani Kozy, cudownie, że zwróciła Pani na to uwagę.
    Stosunki wewnątrzrodzinne zostały nakreślone na tyle szczegółowo, żeby nawet młody czytelnik mógł zrozumieć przyczyny zachowania Tadziulka i Stasinka. Przełomowe wydarzenie oraz list, który otrzymał Baltazar może zwiastować jedynie początek zmian. Jakakolwiek finałowa przemiana w rodzinie Kóz zabrzmiała co najmniej życzeniowo, o ile nie fałszywie. Dobrze wiemy, że szansę powodzenia mają jedynie zmiany, które są procesem, w przeciwieństwie do rewolucji :) Ufam, że moje zakończenie to otwarcie domowej rozmowy po zamknięciu książki. Rozmowy, która szczęśliwie ma szansę towarzyszyć każdemu głośnemu czytaniu z małym dzieckiem.
    Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam,
    Katarzyna Wasilkowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalenie mi miło, że zapoznała się Pani z moją recenzją i bardzo dziękuję za komentarz! Dla mnie, jak i czytelników, to ogromna wartość poznać myśli Autorki i dowiedzieć się, co legło u podstaw ujęcia danego tematu. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła zapoznać się z Pani kolejnym utworem. Serdecznie pozdrawiam

      Usuń