czwartek, 14 grudnia 2017

„Będę biegać” – Anna Onichimowska

[źródło]
             „Będę biegać” to prawie pięćdziesięciostronicowa książka opowiadająca o kilkuletnim Maćku. Pewnego dnia w trakcie zwykłego truchtu chłopiec zasłabł. Na szczęście dla niego w pobliżu znajdowali się jego bliscy, którzy natychmiast roztoczyli nad nim opiekę. Ponieważ jego mama nie zbagatelizowała sytuacji, udała się z nim do doktora, gdzie szybko zdiagnozowano problemy z sercem. Lekarze postanowili zoperować chłopca i tym sposobem Maciek trafił do szpitala. O jego dalszych losach dowiesz się Czytelniku po lekturze książki.

                Każdy rodzic zmaga się z niezliczoną ilością czerwonych gardeł, zatkanych nosów i wszelakich wysypek u swojej pociechy. Nie jest to stan przyjemny, ale tak po prostu bywa. Jednak poważna choroba dziecka, jaką jest wada serca, jest sytuacją absolutnie wyjątkową, której nikt nie chciałby doświadczyć. Przyznam, że zdecydowałam się na recenzję książki „Będę biegać” z uwagi na to, iż byłam ciekawa, w jaki sposób autorka podejdzie do tego tematu. Myślę, że jest on bardzo trudny, gdyż wiąże się z głębokim ładunkiem emocjonalnym. Cieszę się, że powstała książka, której temat może okazać się bliski małym pacjentom szpitala i ich rodzinom. W pewnym sensie dzieci mogą się identyfikować z głównym bohaterem i odnajdywać w tym pocieszenie.


                Z przyjemnością stwierdzam, że bardzo spodobało mi się to, że autorka poprowadziła fabułę w tak wyważony sposób. Narratorem opowiadania jest kilkuletni Maciuś, który analizuje otaczającą go rzeczywistość. Język, jakim się posługuje, jest bardzo przystępny dla dziecka. Cieszy mnie to, że książka pozbawiona jest przygnębiających elementów, choć autorka nie ucieka od tak smutnych kwestii jak tęsknota za rodziną czy monotonia życia szpitalnego. Są one delikatnie zasygnalizowane, nie wprowadzając smutnej atmosfery. Pisarka przedstawia jednocześnie swoje propozycje na rozwiązanie problemu związanego z separacją z najbliższymi: przyjaźń, którą można nawiązać z innym pacjentem, oraz posiadanie przedmiotu (przytulanki), z którym wiążą się miłe wspomnienia.


Mnie osobiście zabrakło tematów takich jak warunki sanitarne i szpitalne jedzenie. Były mi one bliskie w związku z hospitalizacją mojej córki. Z relacji znajomych wiem, że moje wrażenia nie są odosobnione. Pozostaje mi wierzyć, że szpital, w którym znalazł się Maciek (Centrum Zdrowia Dziecka) stanowi chwalebny przykład, w jakich warunkach pacjent powinien być leczony. Sam główny bohater, jak i inne postacie, nie zapadają zbyt mocno w pamięć. Obawiam się, że za kilka tygodni nawet nie będę pamiętać ich imion.

Intencją autorki było ukazanie pogodnej strony przebywania w szpitalu i taka jest atmosfera tej książki. Maciek w trakcie pobytu w szpitalu nawiązał kilka nowych znajomości oraz spełnił dobry uczynek wobec swojej koleżanki. Niewątpliwie przez to doświadczenie stał się bardziej samodzielny. Dzięki temu, że podczas hospitalizacji nie mógł aktywnie spędzać czasu, docenił wagę małych rzeczy, jakimi są na przykład bieganie czy kontakt z naturą. Proszę jednak nie powziąć przekonania, iż była to książka „hura-optymistyczna” – taka na pewno nie była. Jeśli również ktoś oczekuje znaleźć w niej dramat lub łzy wzruszenia też ich się nie doczeka.



W związku z tym, iż narratorem i głównym bohaterem był kilkulatek, ilustratorka Ewa Poklewska-Koziełło zadbała o to, aby oprawa graficzna książki wyglądała tak, jakby narysowało ją dziecko. Postaci ukazano ogólnikowo z zaznaczeniem kilku szczegółów, a mimika twarzy była skrajnie uboga. Parę z nich miało nienaturalnie wielkie oczy, co wywarło na mnie dość upiorne wrażenie, ale na mojej trzyletniej córce rysunki te nie zrobiły żadnego wrażenia. Szpital był pokolorowany na biało i pastelowo, co myślę, że również było zabiegiem celowym, aby nie przedstawiać tego miejsca zbyt ponuro. Podobała mi się zieleń okładki i umieszczone na niej rośliny, choć podsumowując całą książkę od strony graficznej to nie zachwyciła. Może komuś się spodoba, ale mnie i mojej córce nie odpowiada.

Jeśli ktoś staje przed koniecznością hospitalizacji dziecka, będzie to książka właśnie dla Niego. Co do pozostałych osób to podejrzewam, że ktoś może sięgnąć po nią jedynie z ciekawości, podobnie jak ja.
Ocena 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Literatura.

Anna Mackiewicz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz