niedziela, 10 grudnia 2017

"Bitwa" - Taran Matharu

Czekałam na tę książkę przez bardzo, bardzo długi czas. Cała seria "Zaklinacz" to tak trochę moje książkowe "guilty pleasure", bo większość opinii na jej temat, z jakimi się dotychczas spotkałam, jest raczej negatywna.  Dla mnie osobiście to niezła pozycja na odpoczynek po ciężkim tygodniu, kiedy mam ochotę po prostu pozwolić sobie na odcięcie się od szkoły, nauki itp. Seria zdecydowanie nie zmusza do używania szarych komórek i potrafi zapewnić sporo radości, o ile podchodzi się do niej z odpowiednim dystansem. Ale niestety przez tę część, cała seria sporo straciła w moich oczach.

Nagle kula wystrzeliła w powietrze, rysując pod niebem długi, łagodnie zakrzywiony łuk czarnego dymu i falującego, rozgrzanego powietrza. Fletcher nie był w stanie postawić tarczy zdolnej powstrzymać tak silny atak - miał za mało many. Ognisty pocisk wzbijał się coraz wyżej. Kryształ w opasce lśnił oślepiająco, zupełnie jakby Athena wpatrywała się w słońce. Kiedy kula zaczęła wreszcie opadać, fantaur zadarł trąbę i wydał z siebie przeciągły, przejmujący ryk, którego wibracje Fletcher poczuł aż w kościach. Na dwa mgnienia zapadła absolutna cisza. A potem, niczym niepowstrzymana lawina, hobgobliny ruszyły do ataku. Złaknione krwi monstra popędziły przez łąkę do wtóru przenikliwych wrzasków.
Zaczęła się bitwa o Raleighshire. 
"Bitwa" jest bezpośrednią kontynuacją "Wyprawy" i spotykamy bohaterów chwilę po tym, jak przekroczyli portal do Eteru. Czeka ich trudna i niebezpieczna przeprawa przez całkowicie nieznane terytorium demonów, z orkami depczącymi im po piętach. Muszą jak najszybciej przedostać się do Hominium, aby ostrzec króla przed nadciągającymi armiami wroga.

Świat stworzony przez Tarana Matharu jest największą mieszanką różnych znanych nam historii, jaką w życiu widziałam. To jakby wrzucić do jednej miski Harry'ego Pottera, Władcę Pierścieni, Pokemony, League of Legends i mocno wymieszać. Główny bohater Fletcher jest Zaklinaczem, który po ukończeniu nauki w Akademii Vocanów został wysłany na niebezpieczną misję na terytorium wrogich oddziałów orków. Towarzyszą mu jego przyjaciele - krasnoludy Othello i Cress, elfka Sylva oraz jego dwa demony - Athena oraz Ignatius. Uważacie, że to mocno oklepane? Brawo, macie rację. Sama fabuła niestety nie zaskakuje oryginalnością i jest w większości dość łatwa do przewidzenia. Dodatkowo w tej części odniosłam wrażenie, jakby autor sam nie wiedział, co ma z daną historią zrobić, jakby w połowie nagle zmienił koncepcję. Szkoda, bo książka sporo na tym straciła. Samo zakończenie było zdecydowanie zbyt szybkie i - moim zdaniem - całkowicie niesatysfakcjonujące. Pozostawiło wiele otwartych wątków, lub potraktowało je dość lekceważąco. O losach niektórych istotnych postaci jest wspomniane w jednym czy dwóch zdaniach. Sama "ostateczna bitwa" także pozostawia wiele do życzenia. Za szybka, za prosta, zbyt przewidywalna i po prostu słaba. Wielka szkoda, bo zapowiadane starcie Khana z Fletcherem miało ogromny potencjał i mogło, dosadnie mówiąc, uratować tę książkę. Niestety autor tego nie wykorzystał i w porównaniu do poprzednich części "Bitwa" wypada bardzo słabo. "Początek" i "Wyprawa" bardzo mi się podobały - choć jak mówiłam, także miały swoje wady i na pewno nie określiłabym ich mianem świetnych - i widać było, że autor wie co robi i dokąd to wszystko zmierza. Tutaj albo się zgubił, albo znudził historią.

Ale kilka plusów także można odnaleźć. Na pewno jest nim brak wątku romantycznego wrzuconego nachalnie na pierwszy plan. Owszem, gdzieś tam się przewija, ale czytelnik nie obrywa nim po twarzy i nie jest wymuszony. Ponadto same postacie są całkiem fajnie wykreowane. Fletchera i Ignatiusa bardzo lubię, nawet jeżeli trochę za bardzo przypomina mi Pottera. Co do fabuły - pierwsza część, czyli wędrówka przez Eter była moim zdaniem naprawdę dobra i czytałam ją z przyjemnością. Fajnie było nieco lepiej poznać świat demonów, który do tej pory nie był na kartach powieści wcale eksplorowany.
Źródło
Podsumowując, książkę uważam za nieudaną w porównaniu do poprzednich części. Wyraźnie zabrakło jej tego czegoś, co przyciągnęło mnie w "Zaklinaczu" i sprawiło, że pomimo wszelkich wad pokochałam przedstawioną w nim historię. Ale jak zawsze, polecam zapoznać się z lekturą na własną rękę i wyrobić sobie swoją opinię, zwłaszcza jeżeli czytaliście poprzednie dwie części. Ocena nieco zawyżona, ze wzgląd na poprzednie części, bo uważam, że nie powinno się skreślać całej trylogii.

Ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar
Weronika Plichta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz