wtorek, 19 grudnia 2017

„Eremita” – Thomas Rydahl

[źródło]
             „Eremita” to debiut literacki duńskiego pisarza Thomas’a Rydahl’a. Przyznaję, że lubię czytać takie„świeżynki”, bo autorzy starają się w nich błysnąć oryginalnością. Czasem im to wychodzi i tworzą coś unikatowego, co jest diabelsko trudne. Thomas’owi Rydahl’owi to się udało, ale…. No właśnie ALE.

                Miejsce akcji to – nietypowo jak na skandynawski kryminał – słoneczna Fuerteventura. Na tej malowniczej wyspie mieszka podstarzały duński taksówkarz Erhard Jørgensen. Erhard, zwany również Eremitą, wiedzie bardzo skromny i samotny żywot w zaadaptowanej szopie. Wracając z zabawy sylwestrowej do swojego domu znajduje rozbity samochód z martwym kierowcą. Jego uwagę przykuwa palec nieboszczyka, na którym znajduje się pierścień. Biżuteria nie przedstawia dla Erhard’a żadnej wartości, lecz co innego ten palec… Eremita postanawia zabrać go ze sobą w dość nietypowym celu…


Tak się zaczyna powieść Rydahl’a. Myślę, że tych kilka zdań pokazuje, z jakim typem bohatera mamy do czynienia. Jest to najmocniejszy i najoryginalniejszy punkt całej książki. Działania Erharda są nietypowe i przyznam, że nie jestem w stanie powiedzieć, czy jest on geniuszem, który działa nieszablonowo, czy też prostolinijnym głupcem, który ma wiele szczęścia w tym co robi i co go spotyka. Biorąc jednak pod uwagę efekt jaki przyniosły jego działania, wygląda na to, że jest tym pierwszym, choć nie da się ukryć, że mężczyzna urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.

Fabuła książki ukazuje prywatne śledztwo, które prowadzi Eremita. Nie jest to opisana wyżej sprawa, ale również chodzi o pewnego nieboszczyka znalezionego w samochodzie. Dla mnie jako matki, trudnym był do zaakceptowania fakt (nawet jeśli to fikcja literacka), że ofiarą jest niemowlę, które zmarło śmiercią głodową. Może to właśnie dlatego główny bohater, który również jest ojcem, podejmuje się działań zmierzających do wyjaśnienia okoliczności zgonu chłopczyka. Chociaż jego motywacja w powieści nie zostaje do końca wyjaśniona, możliwe że Erhard jest po prostu wyjątkowo dobrym i bezinteresownym człowiekiem. A może się nudzi? Myślę, że każda z tych odpowiedzi może być prawdziwa. Wątkiem pobocznym książki jest znajomość głównego bohatera z innymi osobami, a konkretnie z piękną Beatriz oraz „milczącym” Aaaza’em i jego matką. Mnie osobiście najbardziej ciekawiło, jak się potoczą losy Beatriz i do końca trzymałam kciuki za pomyślny finał.

Uważam, że zaletami „Eremity” są ciekawe kreacje głównego, jak i drugoplanowych bohaterów, nietypowe miejsce akcji oraz wątki poboczne. Niemniej jednak nie jest to powieść pozbawiona wad.

Jako pierwszą należy wskazać stanowczo za długi początek. Niewiele brakowało bym się zniechęciła do jej i nie wiem czy bym wówczas dobrnęła do momentu, w którym mnie zainteresowała. Ta chwila nastąpiła dopiero w okolicach sto sześćdziesiątej strony. Pewne fragmenty książki spokojnie można byłoby usunąć bez szkody dla rozwoju wątku głównego i myślę, że może nawet wyszłoby to na korzyść samej powieści.

Drugi, niestety równie poważny minus to wyjaśnienie zagadki kryminalnej, które jest przewidywalne. Byłam mocno zawiedziona jej poziomem i dziwi mnie naiwność Erhard’a, który nie wpadł na jej rozwiązanie. Tłumaczę to sobie tak: główny bohater – z przyczyn osobistych – nie chciał wierzyć w tak oczywisty przebieg wydarzeń. Rozwój wątków pobocznych niestety również był pozbawiony elementu zaskoczenia.

Trzeci „mikro minus” za kolorystykę okładki. Gdybym oceniała książkę tylko po samej okładce pomyślałabym, że to kolejny kryminał osadzony w skandynawskich krajobrazach, czyli tona śniegu, lód, trochę wody itd. Tymczasem miejscem fabuły jest egzotyczna wyspa, a więc bazując na pierwszych skojarzeniach mamy tam lazurowe morze, plażę, słońce i różnobarwne kwiaty. Sam klimat książki nie jest ponury, tak więc nie bardzo rozumiem dlaczego zdecydowano się na taką oprawę graficzną. Dla mnie wprowadza ona czytelnika w błąd i nie wydobywa na wierzch atutu książki.

„Eremita” niewątpliwie jest książką, w której główny bohater jest postacią charakterystyczną, z ciekawie zapowiadającą się intrygą, choć szkoda, że nie wykorzystano do końca drzemiącego w niej potencjału.

Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Anna Mackiewicz




2 komentarze: