sobota, 9 grudnia 2017

"Louise nad morzem" - Jean-François Laguionie [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Film ten określany jest jako bajka dla dorosłych, że właśnie oni więcej z niej wyciągną i więcej się nauczą. I może faktycznie tak jest, choć ja do końca sama nie wiem, co mam sądzić o tym dziele. Tak naprawdę występuje w niej tylko jedna postać główna, Louise, czyli babcia, która spóźnia się na ostatni pociąg i musi zostać nad morzem do rozpoczęcia następnego sezonu. W tym momencie zastanawiacie się pewnie, co takiego można robić nad morzem, kiedy tak naprawdę życie w morskiej miejscowości umiera, nic się ciekawego nie dzieje, bo zwyczajnie nie ma już turystów. Jednak Louise zachowuje tak jakby się w ogóle całą sytuacją nie przejęła, wraca bowiem na spokojnie do swojego mieszkania i próbuje zasnąć, choć okazuje się to niezbyt możliwe, bowiem zaczyna się sztorm i woda podpływa pod jej drzwi, a okiennice strasznie głośno huczą, bo zerwał się ogromny wiatr. 

W pewien sposób to współczułam głównej bohaterce. Nie chciałabym osobiście znaleźć się w podobnej do jej sytuacji, zanudziłabym się tam chyba na śmierć. Ona jednak już pierwszego dnia idzie sprawdzić, czy ktoś jeszcze oprócz niej nie został w nadmorskiej miejscowości. Okazuje się, że nie. Mijają kolejne dni. Jednego z nich babcia postanawia wybudować sobie domek przy plaży i tam zamieszkać. No i pewnego dnia odwiedza ją istota, która z merdającym ogonkiem i chodząca na czterech kończynach stała się jej najlepszym przyjacielem i w pewnym stopniu była powiernikiem wszelkich smutków i rozterek starszej pani. 

Ogólnie całą produkcję oglądało się całkiem przyjemnie, chociaż do pewnego momentu nie mogłam się przyzwyczaić do kreski i samego stworzenia postaci, bowiem wydawały mi się strasznie kanciaste i jakieś takie mało realne. Jednak już po ok. 30 minutach oglądaniach doszłam do wniosku, że idzie się do tego przyzwyczaić i że nawet jest to przyjemna historia. Z jednej strony przyjemna, lecz z drugiej jednak bardzo przygnębiająca. Pokazuje, że człowiek, jak bardzo by się przed tym stwierdzeniem bronił i jak bardzo zaprzeczał, to jednak potrzebuje obecności drugiej osoby, chociażby po to, aby wymienić z nią parę słów i mieć świadomość, że gdzieś obok żyje druga osoba, z którą można porozmawiać czy spędzić wolny czas. W tym przypadku staruszka po pewnym czasie samotnego życia, spotyka psiego towarzysza. Psiak zaczyna z nią chodzić na spacery i przebywa zawsze w pobliżu, czego akurat by Louise nie robiła. A ta odwdzięcza się mu opieką, dawaniem jedzenia oraz długimi życiowymi rozmowami. Stają się wręcz nierozłączni. 

Tak jak wspominałam już na samym początku, w sumie nie wiem co mam sądzić o tej produkcji. Z jednej strony, gdy rozpoczynałam oglądanie, miałam mieszane uczucia i nie spodziewałam niczego specjalnego, zwłaszcza widząc opis tej bajki. Jednak z każdą kolejną minutą docierało do mnie, że to nie jest tak naprawdę zwykła historia, że ma w sobie także drugie dno, to o głębszym znaczeniu. Owszem, historia skupia się na staruszce, która spóźnia się na ostatni pociąg i zostaje w miejscowości nadmorskiej, w której sezon właśnie minął. Zostaje sama, nie ma do kogo otworzyć ust. Snuje się ulicami, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Odżywa dopiero wtedy, kiedy pod jej drzwi trafia pies. I to właśnie chce przekazać przesłanie tej historii – że każdy człowiek, mieszkający na Ziemi, pragnie obecności drugiej osoby czy też istoty, by mieć do kogo chociażby otworzyć usta czy mieć się kim zaopiekować. Wtedy czujemy się potrzebni i odczuwamy, że nasze życie ma sens.

 Moim zdaniem, jest to produkcją, którą można obejrzeć, ale czy pozostanie ta historia na dłużej w świadomości widza? To już zależy w 100% od samego widza i jego podejścia i oczekiwać względem tej bajki.

Film pod patronatem BookParadise





Ocena: 7/10

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję Bomba Film


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz