poniedziałek, 18 grudnia 2017

"Ministerstwo niezrównanego szczęścia"-Arundhati Roy

Na cmentarzu pod murami Starego Delhi na wytartym perskim dywanie przesiaduje Andźum. Na betonowym chodniku znienacka, tuż po północy, pojawia się malutkie dziecko. W zaśnieżonej dolinie zrozpaczony ojciec pisze do swej pięcioletniej córki list, w którym opowiada, kto zjawił się na jej pogrzebie. W mieszkaniu na drugim piętrze samotna kobieta, odpalając papierosa od papierosa, czyta swoje dawne notatki. W Zajeździe Jannat dwoje ludzi, którzy znali się przez całe życie, śpi tak mocno się obejmując, jakby dopiero się spotkali.


Całkiem niedawno dosyć mocno wkręciłam się w literaturę wschodu. Tak naprawdę stało się to po przeczytaniu dokładnie tej pozycji. Indie interesowały mnie od zawsze, myślałam że dobrze znam tę kulturę, ale myliłam się. Zapomniałam o ich literaturze, przecież każde państwo ma swoich literatów! 

Dzięki Arundhati Roy dowiedziałam się,że ma całkiem niezłych, a nawet genialnych pisarzy. 




Akcja książki toczy się na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat i za zahacza o różne momenty historyczne Indii, z naciskiem na bliską nam współczesność. Co ciekawe jest to do tej pory pierwsza pozycja, która wpadła mi w ręce skupiająca się na teraźniejszości. Większość z nich nawiązuje raczej do czasów kolonialnych, kiedy Indie nie uzyskały jeszcze niepodległości. Autorka jednak pokazuje rzeczywistość późniejszą i zmiany jakie zaszły w ludziach i państwie od tamtego czasu.

Nie mogę przejść obojętnie obok sylwetek bohaterów. Dla nas, mieszkańców Starego Kontynentu postaci te mogą wydawać się dziwaczne, cudaczne a nawet lekko abstrakcyjne. Książkę otwiera historia zamieszkałej na cmentarzu hidźry Andźum. Warto tutaj wspomnieć co znaczy ten termin. U nas w tym samym kontekście używa się słowa hermafrodyta lub transwestyta. Jednak w kulturze Indyjskiej hidźry żyją wspólnie w wielkich domach. Są zapraszane na liczne przyjęcia, rozbawiają i zabawiają towarzystwo, ale mimo to wciąż patrzy się na nie przez pryzmat przesądów.


Narracja toczy się szeptem i krzykiem, z radosnymi łzami, ale i gorzkim śmiechem. Bohaterowie Ministerstwa niezrównanego szczęścia , i bliscy i dalecy, zostali złamani przez świat, w którym żyjemy, ale zlepieni no nowo przez miłość. Dlatego też nigdy się nie poddadzą.

Zdecydowanie nie jest to książka na przyjemny wieczór z herbatą. Autorka zadaje wiele pytań, ale nie daje odpowiedzi. Dzięki temu skłania nas do głębokich przemyśleń, niejednokrotnie na temat nas samych. Posługuje się bohaterami, buduje ich głębokie portrety i przez ich pryzmat pozwala spojrzeć na bliskie nam, choć często nie tak oczywiste problemy. Jej pióro pełne jest głębokiego współczucia i poetyckości. Jej Indie nie są tymi, które znany z bollywoodzkich produkcji.  Indie, kraj ludzi szczęśliwych, gdzie wszystko jest piękne, a ludzie szczęśliwi.  Chociaż wciąż mają w sobie niezliczoną ilość barw, ulicznych odgłosów i specyficznych zapachów Arundhati Roy przedstawia je nam w sposób bardziej przyziemny. Nie boi się pokazać obecnej tam biedy czy podziałów społecznych, nie boi się pokazać prawdy.

 Dodatkowo doskonale łączy w całość mój ulubiony, nieprawdopodobny realizm magiczny z postkolonialną rzeczywistością kraju. Jej bohaterowie chociaż na pierwszy rzut okna nieprawdopodobni mogliby odnaleźć się w naszym świecie.


Zdecydowanie, książka ta znajdzie się na mojej małej liście najlepszych książek tego roku.


MOJA OCENA 9/10

Bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tego genialnego egzemplarza wydawnictwu




Dominika Burnagiel

1 komentarz:

  1. Nie przepadam za literaturą dotyczącą Indii, ogólnie za Indiami nie przepadam (choć nigdy tam nie byłam, więc nie wiem, czy mogę tak powiedzieć :D), cieszę się jednak, że książka ci się spodobała i tak wysoko ją oceniłaś.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń