piątek, 8 grudnia 2017

"Nie próbuj" - Mateusz Wróbel

Źródło
Lubię czytać takie thrillery, które trzymają mnie w całkowitym napięciu, kiedy nie wiem, co się tak naprawdę dzieje i kto jest za wszystko odpowiedzialny. Dlatego też sięgnęłam po Nie próbuj autorstwa Mateusza Wróbla. Jednak to, co dostałam, przerosło wszelkie moje nadzieje... niestety, na minus. Po pierwsze, cały czas zastanawiam się, po co ktoś stworzył coś takiego? Ta książka nie powinna w ogóle być zaliczana do gatunku thriller, bowiem jak dla mnie nie ma najmniejszej z cech go określających. Nie trzyma w napięciu, a przez całą lekturę czytelnik w głowie ma jedynie wielką sieczkę pt. WTF?! No nie da się tego inaczej ująć. Ta książka idealnie się nadaje dla tych, którzy miewają problemy ze snem, ja po przebrnięciu jedynie kilku zdań miałam wrażenie, że moje oczy za chwilę się zamkną i że po raz pierwszy będzie mieć miejsce moje zaśnięcie w trakcie lektury (co naprawdę rzadko mi się zdarza, a jeżeli już to tylko wtedy, kiedy faktycznie jestem zmęczona). Dobrze, może nakreślę wam najpierw fabułę tej powieści, żebyście mieli chociaż niewielki zarys tego o czym faktycznie mówię. Otóż akcja rozgrywa się w Mieście Kata, gdzie atmosfera coraz bardziej się zagęszcza. Nasz główny bohater, Ignacy, wraca w swoje rodzinne strony, po śmierci swej ukochanej żony. Popada w coraz większy alkoholizm oraz jego samotność pogłębia się z każdym dniem. Zrządzeniem losu, w barze, w którym wręcz kocha przebywać poznaje młodego studenta prawa o imieniu Stach. Właśnie ów młody człowiek, pod wpływem nauk pewnego tajemniczego kloszarda, postanawia dokonać ogromnego przewrotu politycznego. I do tego planuje to uczynić w kraju, w którym obecnie przeważa społeczna frustracja. Z początku wydawać by się mogło, że jego działania i wszelkie przemowy zostaną wyśmiane, lecz okazuje się, że porywa nimi za sobą tłumy ludzi, dzięki czemu jednocześnie staje się jedną z najniebezpieczniejszych osób w tym Mieście. W jego słowach przeważa przekonanie, że potrzebna jest rewolucja, która... będzie również wymagać wielu ofiar. W pewnym momencie zaczyna on wcielać w życie swoje słowa, które postronnej osobie mogą wydawać się z lekka wariackie...
„Nie wiedziałem, co powiedzieć. To była dla mnie zupełna abstrakcja. Historie, które spokojnie można by opowiadać dzieciom na dobranoc, gdyby nie fakt, że to właśnie te dobranocki doprowadziły Cichego pośrednio do samobójstwa.”

Szczerze? Nadal po lekturze nie wiem tak naprawdę, co ja miałam okazję czytać. Powieść ta była nudna niczym wykład na uczelni, a czasem miałam wrażenie, że nawet one bywają ciekawsze. Z początku miałam jeszcze nadzieję, której się kurczowo trzymałam, że może dalej się akcja rozkręci, że faktycznie mnie zaskoczy jakimś rodzącym się stopniowo napięciem i tajemniczością... Jednak z każdą stroną ta nadzieja ulatywała coraz wyżej. A gdy doszłam do 50 strony i nic w moich odczuciach się nie zmieniło, byłam pewna na 100%, że będzie tak już do samego końca. Czy opis mnie zachęcił do sięgnięcia po tę pozycję? Poniekąd tak, ale co z tego, jak się okazało, że treść jest po prostu nudna? Tak jak na początku już zaznaczyłam – nigdy w życiu bym tej książki nie zaliczyła do thrillerów. Tu naprawdę nie ma nic, co mogłoby akurat na ten gatunek wskazywać. Nie trzyma w napięciu, nie ma tajemniczości, ba, nie ma nawet ciekawie zarysowanych bohaterów. Owszem, jest Ignacy, młody pisarz, któremu zmarła żona i któremu właśnie z tego powodu możemy współczuć, ale co z tego, skoro nawet on nie potrafi uratować całej treści? No po prostu mówię, 3 x NIE.

„Chyba rzeczywiście to ja się mylę. Zawsze uważałem i otwarcie powielałem pewien banał, że człowiek najbardziej boi się starości. Tak, starości. Nie jej konsekwencji, którą jest śmierć, ale właśnie tej nieporadności, zgrzybiałości, nieprzydatności i przede wszystkim – nieatrakcyjności.”

Podsumowując, Nie próbuj tak naprawdę to filozoficzna rozprawka o tym, jak sobie poradzić ze stratą kogoś bliskiego i różnorodne przemyślenia głównego bohatera w jednym. To z pewnością nie jest thriller, który od pierwszych stron wciągnie ciebie w swoje szpony i nie będzie chciał puścić do samego końca. O nie, to po prostu idealny środek nasenny. Nie polecam.



Ocena: 2/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz