sobota, 9 grudnia 2017

"Ostatnie srebrniki" - Tadeusz Biedzki

Widząc na okładce porównania do Dana Browna, można zareagować w dwójnasób. Można się zachwycić daną pozycją i stwierdzić, że koniecznie trzeba się z nią zapoznać, bo przecież na 200% będzie równie dobra jak twórczość autora, który do życia powołał Roberta Langdona. Można także machnąć ręką i stwierdzić w myślach, że nie warto tego nawet zaczynać czytać, bo na pewno nie będzie aż tak dobre. Pozwólcie, że dopiero później powiem wam, jakie zdanie na samym początku o tej pozycji ja miałam, ale najpierw przedstawię wam o czym w ogóle te dzieło jest. Otóż cała akcja zaczyna się od kupienia w Nikozji przez żonę pisarza pewnej starodawnej, drewnianej szkatułki. Mijają trzy miesiące i w tajemniczych okolicznościach zostaje zamordowany kapłan na schodach kościoła w Barcelonie. Czy szkatułka i te okrutne morderstwo mają coś wspólnego ze sobą? I jaki mają związek z pewnymi wydarzeniami, które miały miejsce w Jerozolimie ponad dwa tysiące lat temu? I co najważniejsze, dlaczego właśnie one są powodem ataków terrorystycznych, które coraz częściej się odgrywają we współczesnej Europie? Na jaw wychodzi, że pewną rolę w tych zdarzeniach może odgrywać Zakon Piłata i Judasza, który został założony w 2012 roku. Kiedy Wanda i jej mąż zaczynają próbować wyjaśnić te tajemnice, okazuje się, że śledztwo może być śmiertelnie niebezpieczne.
„Następne pokolenia pozostały w Hiszpanii i pieczołowicie przekazywały opowieść o Oktawianie oraz o niezwykłej mocy szkatułki. Nikt nie wkładał już do niej pieniędzy. Przechowywano ją jednak jako jedyną pozostałą rzecz spośród przywiezionych przez protoplastę rodu z Rzymu, bo inne uległy z czasem zniszczeniu, a także jako symbol rzymskiego, patrycjuszowskiego pochodzenia rodziny.”


Teraz już mogę się wam przyznać, że należę do osób, które jak tylko przeczytają na okładce, że dana pozycja jest porównywana do Dana Browna, to biorę ją w ciemno. Tak też było i tutaj i szczerze mówiąc, miałam naprawdę spore oczekiwania. I nie zawiodłam się! Książkę czytało się z zapartym tchem, wręcz połykając kolejne strony. Bardzo udanie poprowadzonym zabiegiem było poprowadzenie akcji dwutorowo – mamy wydarzenia zarówno ze współczesnych czasów, a więc całe śledztwo dotyczące tajemniczej szkatułki i następnie odkrytych w niej srebrników, ale mamy także wydarzenia historyczne, które ukazują dzieje tego skarbu i to co się z nim działo przez tyle lat. Czytelnik nie może się doczekać, kiedy dotrze do samego końca i dowie się w końcu, jak to wszystko się zakończy. W sumie zakończenie było naprawdę dobrze napisane i było takie na 100%, nie zostawia najmniejszego pola do zastanawiania się i gdybania nad tym, co by mogło się tam jeszcze wydarzyć. Za to minusem książki jest... jej samo wykonanie graficzne. Serio, były potrzebne te zamglone obrazki na każdej stronie? One jakby utrudniały mi lekturę, rozpraszały mnie i co tu dużo mówić, męczyły mój wzrok. Lepiej by wyglądały jakieś ozdobniki przy każdym rozdziale, ale na pewno nie na całej stronie i na każdej stronie. To taka ozdoba tworzona na siłę, by książka się czymś wyróżniała. Bo, że rzuca się takie coś w oko, to muszę przyznać, że tak faktycznie jest.

„Emocje, jakie towarzyszyły procesowi, sprawiły, że Stefan VI zupełnie zapomniał o szkatule umieszczonej pod tronem. Umknęło to również uwadze Mikołaja. Dostrzegł ją młody kapłan, który nadzorował sprzątanie w kościele po procesie. Uznał, że podobnie jak szaty, należała do Formozusa.”

Podsumowując, sądzę, że książka ta spodoba się zarówno osobom, które lubią nutkę tajemniczości i śledztwa w lekturze, ale także tym czytelnikom, którzy interesują się religią i wydarzeniami z nią związanymi. Bo podczas lektury tego dzieła można się sporo dowiedzieć na temat Kościoła i jego różnych organizacji, czasem są to rzeczy, które nam nawet do głowy nie przychodzą ;)




Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Bernardinum

1 komentarz:

  1. Szukałem takiej książki. Lubie akcje dwutorowe i takie historie. Książka nie koniecznie musi być porównana ze znanym autorem, ale w tym przypadku to dobry chwyt reklamowy. Książka wędruje na listę do zakupienia :) Pozdrawiam https://ksiazkaprzykawie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń