czwartek, 14 grudnia 2017

"Pocałunek zdrajcy" - Erin Beaty

Pierwsze co przykuwa uwagę w przypadku tej pozycji to chwytliwa okładka. Spoglądając na tą żywą czerwień czujemy gorące przyciąganie, odnosząc wrażenie książki przesiąkniętej romansem.
W oczy rzuca się również stwierdzenie, że to lektura dla fanów serii Rywalki. Hmmm.. nie czytałam tej serii, ale może właśnie ta pozycja pokaże mi co było tam takim fenomenem.

Na początku poznajemy Sage Fowler. Która po śmierci rodziców trafia pod opiekę wujostwa. Wuj jest twardym człowiekiem, ale chce tylko jej dobra, mimo że nie odbywa się to za obopólną zgodą. Sage jest upartą i naiwną dziewczyną, ale nie głupią. Niewiele spotykam takich bohaterek w literaturze dla młodzieży. Wuj załatwia dla niej spotkanie z najlepszą ze swatek - Darnessą Rodelle. Niestety Sage nie robi dobrego wrażenia jako panna na wydaniu. Przy tym momencie fabuły miałam w głowie scenę z Mulan, każde z was to przyzna kiedy przeczyta ten fragment. Dranessa ma jednak dla naszej bohaterki inne zadanie. Ma być jej sekretarką i „szpiegiem” w odkrywaniu charakterów kandydatek do zbliżającego się Concordium (wielka impreza dla zamożnych panien – w skrócie – jak klacze na targu). Droga do miejsca docelowego jest długa, Korona wyznacza więc swojego młodego kapitana i jego oddział do eskorty 15 wyfiokowanych damulek. Jednak Kapitan Quinn ma również ukryty cel tej wyprawy, ponieważ w powietrzu wisi wojna domowa i szeroko zakrojony spisek. Kim jest Mysz i Szpak? Kim tak naprawdę jest Ash Carter? Zostaniecie mocno zaskoczeni!

Musze przyznać, że przez początek brnęło mi się nieco opornie. Akcja zawiązywała się bardzo powoli, nie przynudzając, ale nie sprawiając mi komfortu lektury. Bardzo cieszyło mnie jednak, że nie dostajemy w twarz od samego początku lepkim i cukierkowym romansem, pomimo wątku swatki. Akcja skupia się bardziej na militarnej stronie konfliktu wewnątrz państwa. Bardzo przyjemnie przedstawione zostały poszczególne krainy, autorka nie raczy nas może nadmiarem wiedzy, ale ta którą posiądziemy jest wystarczająca w połapaniu się kto z kim i dlaczego. Zostajemy za to zasypani gradem nazwisk i chwilę zajmuje nam nadążanie za fabułą. Kiedy już uda się nam przebrnąć pierwsze kilkadziesiąt stron, akcja zaczyna nabierać tempa i od teraz nie możemy już oderwać się od lektury.

Czasami cel osiąga się stopniowo, tak jak ocean, który obserwował w młodości, wytrwale przybiera i opada w czasie pływów, spokojny i niezmienny – by pewnego dnia niespodziewanie porwać kawał klifu”

Styl jest prosty i łatwy w odbiorze. Nie zalatuje jednak banałem. Autorka potrafiła znaleźć złoty środek, by lekturę czytało się szybko. Erin Beaty stworzyła zaskakującą i nieprzewidywaną fabułę, odbiegającą od utartych schematów. Wielkim plusem książki jest to, że wątek romantyczny nie jest tutaj osią akcji. Mamy głównych bohaterów i ich nieudolne zaloty, jednak nasze myśli zaplątane są wokół intryg królestwa. Nie brakuje także momentów smutnych i wciskających w fotel. Czasami książki są mocno przewidywalne – tutaj dostajecie zaskoczeniem tak wielkim, że opadnie wam szczena. Sama pogubiłam się w tym wszystkim na chwile i wracałam do kilku wątków, by poukładać sobie wszystko w głowie. Bardzo podobał mi się średniowieczny klimat, który wylewa się wręcz z kart książki, wszystko tutaj idealnie gra i jest naturalne. Całość układa się w spójną i dopracowaną całość.
[Źródło]

Pocałunek zdrajcy jest powieścią dla młodzieży, którą postawiłabym na półce swojego przyszłego dziecka i z chęcią podzieliłabym się nią z młodszymi kuzynkami. Nie jest ciężka, zbyt brutalna ani przesiąknięta erotyzmem. Wszystko jest wyważone i po początkowym oporze wsiąkamy na kilka godzin bez reszty. Nie wiem czy mogę polecić ją fankom Rywalek, ale na pewno polecam osobom lubiącym intrygi, zawirowania fabuły i przyjemny średniowieczny klimat. Książka nie jest może wybitna, jednak patrząc przez pryzmat młodzieżówek plasuje się na wysokiej pozycji.


 
Ocena 8/10

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Jaguar. 


~Katarzyna Matlak 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz