„Wszyscy powinniśmy być feministami” – Chimamanda Ngozi Adichie

[źródło]
„Wszyscy powinniśmy być feministami” to esej nigeryjskiej pisarki Chimamand’y Ngozi Adichie. Opierając się na własnych doświadczeniach, Adichie mówi o tym, czym jest feminizm, mierzy się ze stereotypami, które dotyczą tego pojęcia oraz zachęca do krzewienia równościowych poglądów wśród dzieci od najmłodszych lat. Poruszone zagadnienia nie zostały usystematyzowane, są raczej luźnym zapisem rozważań pisarki.


Przyznam, iż nieco jestem rozczarowana tą książką. Oczekiwałam od niej znacznie więcej. Spodziewałam się intelektualnej uczty, skupiającej się albo na jednym temacie i sprowadzającej treść książki do dogłębnej analizy danego problemu albo zbioru zagadnień, które dotyczą feminizmu i ich krótkiej prezentacji. Niestety esej jest bardzo wybiórczy, a sama analiza została przeprowadzona dość pobieżnie. Jednak rozumiem, że forma literacka nie pozwoliła na pełniejsze przedstawienie ideologii, a sama autorka nie ukazała wszystkich problemów, z jakimi borykają się kobiety, a to z uwagi na to, iż jej osobiste doświadczenia dotyczyły tylko niektórych form dyskryminacji.

Skupiając się na wadach książki, aby zwieńczyć niniejszą recenzję pozytywnym akcentem, zacznę od argumentacji użytej do walki ze stereotypami dotyczącymi samych feministek. Autorka wspomina, że feministki są postrzegane jako nieszczęśliwe kobiety, które nie mogą znaleźć męża, nienawidzą mężczyzn, są pozbawione poczucia humoru, zaniedbane i zafiksowane na celu, jakim jest dążenie do przejęcia władzy. Sama kontruje te opinie, przedstawiając siebie jako przeciwieństwo tych przymiotów. Oczywiście, jednostkowy żywy przykład stający przed oponentami jest istotny, jednakże wydaje mi się, że argumentacja typu „stereotyp, że feministki nie golą nóg jest nieprawdziwy, bo ja golę nogi” jest słabym dowodem na to, że w ogólności feministki takie nie są.

Trochę zabrakło mi wyjaśnienia pojęcia „płeć kulturowa”, którego autorka wielokrotnie używa. Jest to oczywiście zrozumiałe na tle wypowiedzi pisarki, jednakże byłaby to drobna uprzejmość na rzecz osób, które nie są zorientowane w temacie.

W związku z tym, iż jest to esej, sam temat i użyte w nim przykłady są przedstawione w chaotyczny, nieusystematyzowany sposób. Z jednej strony jest to ciekawy zabieg dla słuchacza wykładu, gdyż jest on zaskakiwany anegdotkami, a wykładowca staje się bardziej „swojski”. Z drugiej strony rozważania na gruncie tekstu literackiego są utrudnione.

Co mnie osobiście pozytywnie zaintrygowało? Dwa spostrzeżenia. Pierwsze dotyczyło literatury – autorka zauważyła, że jest mnóstwo pozycji książkowych i artykułów adresowanych do kobiet, które mówią o tym, co zmienić w swoim wyglądzie lub jak się zachować, aby spodobać się mężczyźnie. Natomiast pozycji dla panów poświęconych temu, co zrobić, aby podobać się kobiecie jest relatywnie mniej. Druga myśl odnosiła się do kompromisu. Kiedy mężczyzna idzie na kompromis w kwestii ważnej dla harmonii związku dotyczy to aktywności, której i tak z przyczyn obiektywnych nie powinien robić. Pisarka posłużyła się tu przykładem codziennych wypadów do klubu. Mężczyzna rezygnuje z codziennych wypadów do klubu na rzecz stabilizacji w rodzinie i idzie do klubu tylko w weekend. Z kolei kobieta na rzecz stabilizacji w rodzinie np. rezygnuje z pracy, by prowadzić dom, wychowywać dzieci itd. Kobieta nie robi tego z obiektywnych względów, tylko z pobudek osobistych. Uważam, że to ciekawy pogląd, warty przemyślenia, ale obawiam się jednego: jest zbyt generalizujący. Przecież są kobiety, które również codziennie spędzają mnóstwo czasu na realizacji własnych zainteresowań (choćby podany przykład z chodzeniem do klubów, ale to mogą być również udział w zajęciach z fitnessu, przeglądanie ofert sklepów odzieżowych itd.). Ograniczenie czasu spędzonego na tę aktywność (jeśli czas spędzony na nią jest nadmiernie wysoki w stosunku do innych aktywności) byłoby z obiektywnych względów koniecznością, a nie tylko wyrazem kompromisu. Oczywiście w pełni się zgadzam z autorką, że analizując tę kwestię pod kątem opieki nad potomstwem to w większości przypadków to kobieta rezygnuje z rozwoju zawodowego na rzecz opieki nad potomstwem. Z obiektywnych względów, nie musi tego robić, gdyż poza karmieniem piersią, ojciec dysponuje takim samym  zespołem umiejętności co matka, które pozwalają mu na sprawowanie opieki nad dzieckiem.

Niewątpliwym walorem książki jest to, że została napisana przystępnym językiem, zrozumiałym dla każdego. Cieszę się również, że pisarka przedstawiła problemy, z jakimi borykają się Nigeryjki oraz Amerykanki, czyli kobiety z różnych kręgów kulturowych. Esej jest wielowątkowy, nie ma w nim mowy o monotematyczności. Jest to mądry tekst, pełen barwnych przykładów. Okładka książki jest prosta, ale nawet ona ma pewien ideologiczny przekaz. 

Myślę, że jest to książka, która może zainteresować kogoś do dalszego zgłębiania tematu, a może nawet doprowadzić do konkluzji, że coś jednak w tym feminizmie może być na rzeczy. Nie mam złudzeń, że ta książka zmieni czyjś tok rozumowania, ale jest takie piękne powiedzenie: „kropla drąży skałę”.
Ocena 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.



                                                                                              Anna Mackiewicz
Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Mnie już sam tytuł odrzuca... A te "spostrzeżenia" są w moim odczuciu co najmniej naiwne. Takich książek dla pań jest więcej, bo panie to czytają, panowie nie. Mniejsza sprzedaż sprawia, że wydawanie takich rzeczy jest mniej opłacalne i tyle. Żadna wielka ideologia to nie jest. I emm... rezygnacja z klubu, bo żona i rezygnacja z pracy, bo rodzina to chyba trochę to samo? To znaczy, czemu facet z przyczyn obiektywnych nie powinien iść do klubu, skoro to lubi i nikt w domu się go nie czepia? Tak samo kobieta, jeśli uważa, że będzie się lepiej realizować w domu, niech realizuje się tam - jeśli zaś woli pracować, to niech pracuje, dla mnie to kwestia własnego wyboru danej osoby, a nie bycia obiektywnym, lub nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że spostrzeżenia autorki nie są naiwne. Napisała Pani, że mężczyźni nie są zainteresowani czytaniem literatury poświęconej zdobywaniu kobiet. A dlaczego tak jest? O tym właśnie jest książka. Co do drugiego tematu: mowa o CODZIENNYM wychodzeniu do klubów. Proszę mi wierzyć, taki imprezowy styl życia jest wykańczający pod względem zdrowotnym na dłuższą metę ;) i według mnie to jest ta obiektywna przesłanka. Niestety sama pisarka nie rozwija tego tematu na tyle, aby wyjaśnić co miała konkretnie na myśli.

      Usuń
    2. Faceci są wychowani tak, by nie prosić o pomoc i radzić sobie sami - więc sięganie po taką literaturę jest dla nich ciosem poniżej pasa. Poza tym faceci po prostu mniej czytają. Jeśli ktoś szuka w tym drugiego dna to... nie, nie ufam mu xD
      Tak samo wykończyć może harówka przy dzieciach, chociaż w nieco inny sposób... Jeśli ktoś codziennie łazi do klubu, bo ma taką ochotę, stać go, nie sprawia to, że ma jakieś problemy życiowe - to dalej jego sprawa. Wszystko w nadmiarze może być szkodliwe, a jeśli ktoś nie potrafi wyznaczyć sobie zdrowej granicy, to znaczy, że powinien porozmawiać ze specjalistą, niezależnie od płci i tego, czym to jest. Także nie, dalej mnie takie myślenie nie przekonuje.

      Usuń