poniedziałek, 8 stycznia 2018

"Armadale"- Wilkie Collins

     Macie czasami takie wrażenie, że w chwili odstawienia książki na półkę ona dalej żyje własnym życiem? Bohaterowie wciąż toczą pojedynki, damy dworu pudrują nosek, a całe fikcyjne życie stale trwa? To właśnie wrażenie towarzyszyło mi przez ostatni miesiąc prawie codziennie. Może się to wydać kuriozalne, ale to prawda.
   
Wszystko to miało miejsce z powodu Armadale. Co więcej, myślę że dzieje się wciąż, pomimo odstawienia książki na sam szczyt kupki z podpisem "przeczytane".


Do niemieckiego kurortu Wildbad dociera bardzo chory pacjent, Anglik wraz z młodą żoną i małym synkiem. Kiedy okazuje się, że nie ma dla niego szans na ratunek, postanawia na łożu śmierci napisać do syna list, w którym opowiada swoje burzliwe losy, historię zbrodni, którą popełnił i zawiera ostrzeżenie na przyszłość. Jest przekonany, że nieodkupiona wina przechodzi z rodzica na jego potomstwo i że syn człowieka, którego zamordował, może kiedyś zagrozić jego własnemu synowi.





Dzieło Collinsa zdecydowanie mogę nazwać żywym. I nie chodzi mi tylko o akcje powieści. Cały świat przedstawiony tak mocno wciąga czytelnika wewnątrz,że nieomal zapominamy o naszym rzeczywistym świecie. To moje pierwsze zetknięcie z prozą Wilki'ego Collinsa i z samym Collinsem, a już wiem,że nie będzie ostatnie. Dlaczego? Bo śledzenie wzrokiem tego tekstu tu czysta przyjemność.

Podczas zagłębiania się w lekturę miałam bardzo dziwne wrażenie,że wszystko to co przeżywam pod wpływem napisanych zdań było z góry ustalone i zaplanowane przez samego autora. To wszystko świadczy o niebywałym kunszcie literackim Collinsa. Historia opowiedziana na ponad siedmiuset stronach w żadnym momencie nie staje się gorsza, słabsza. Mogę za to powiedzieć,że ze strony na stronę wszystko staje się piękniejsze.

Z zapartym tchem śledzimy historię młodzieńców i zadajemy sobie pytanie: Czy naszym życiem faktycznie rządzi jakieś fatum?  Zwłaszcza,że bohaterowie tam przedstawieni są typowymi bohaterami z krwi i kości. Chociaż minęło sto pięćdziesiąt lat od wdania książki wciąż możemy się z nimi identyfikować, a książka nie traci na swojej autentyczności. Zawiła intryga prowadzona przez karty powieści obnaża przed nami nie tylko wiele tajemnic fabularnych ale i tych o człowieku.

Dodatkowo ramy czasowe powieści są genialne. Akcja osadzona jest w czasach wiktoriańskich dlatego jest to obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników tego okresu! W trakcie czytania w wyobraźni przewijają się bogato zdobione suknie, epokowe peruki, czy sceny rodem z filmów kostiumowych.

Literatura ta jest klasyką klasyk. Dopracowana w każdym szczególe aż prosi się o zgłębienie tematu i zachwycanie się tym dawnym światem. Zdecydowanie każde z siedmiuset dwudziestu słów ma swoje miejsce i dobrane jest perfekcyjnie. Co za tym idzie: książkę czyta się bardzo dobrze mimo okresu w jakim została wydana. Z tego miejsca pragnę podziękować wydawcą za udostępnienie nam, polskim czytelnikom tej cudownej lektury. Jest to pierwsze polskie wydanie (sic!). Mam nadzieję,że kolejne pokolenia będą miały szansę sięgać to tak znakomitych klasyków!


MOJA OCENA 8/10


Za możliwość zapoznania się z egzemplarzem bardzo dziękuję wydawnictwu

  
Dominika Burnagiel 


4 komentarze:

  1. Uwielbiam pióro Wilkie Collinsa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z całą pewnością sięgnę po nią w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi bardzo zachęcająco:)
    https://slonecznastronazycia.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. W tym roku chciałabym czytać więcej klasyków, mam nadzieję, że mi się uda i ta książka znajdzie się na liście przeczytanych. Pozdrawiam i zapraszam stelladj.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń