„Armagedon dzień po dniu. Więcej niż wygnanie” – J.L. Bourne

[źródło]
                   „Armagedon dzień po dniu. Więcej niż wygnanie” to drugi tom książki „Armagedon dzień po dniu”. Jeśli wcześniej nie czytałeś pierwszej części, a jesteś ciekawy tego, czego możesz od niej oczekiwać, zachęcam do zapoznania się z moją recenzją, którą znajdziesz pod tym linkiem.

                Ta książka to kontynuacja dziennika żołnierza, żyjącego w świecie opanowanym przez zombie. Przyznam, że podchodziłam do tej powieści z dystansem. Moje nastawienie wynikało z przeświadczenia, że od 2010 roku, czyli od czasu, kiedy opublikowano tom drugi, było już tyle historii o chodzących trupach, że chyba nic nie mogło mnie już zaskoczyć. Obawiałam się również „odcinania kuponów” od pierwszej historii. Nie liczyłam także na poprawę wcześniejszych niedociągnięć fabularnych dotyczących relacji międzyludzkich, czy też wątków pobocznych. Wyszłam bowiem z założenia, że będzie to gorsza opowieść. Z przyjemnością jednak mogę stwierdzić, że generalnie pomyliłam się.


                Krótko zarysowując fabułę powieści: główny protagonista wraz z grupką ocalałych chroni się w bunkrze. Ludzkość przegrywa z rosnącymi szeregami zombie. Szczególne zagrożenie stanowią wzmocnione, szybsze i wyposażone w szczątkową inteligencje trupy, które zostały napromieniowane podczas wybuchów nuklearnych.

                Nie chcę zdradzać treści książki, dlatego powiem tylko, że autor w kwestii kierunku rozwoju fabuły podjął najmądrzejszą z możliwych decyzję. Wyjaśniam, że J.L. Bourne jest żołnierzem. W związku z tym zna się na wojskowości. Cieszę się, że jego doświadczenie i wiedza znalazły swoje odzwierciedlenie w tej książce. Pisarz wie o czym pisze i widać, że jest maksymalnie skupiony na tym wątku. Przed lekturą obawiałam się, że cała książka będzie o tym, jak przetrwać w bunkrze. Tymczasem sytuacja bohaterów „Armagedonu” znacznie się zmieniła. Mamy motyw ucieczki, a więc w pewnym sensie jest to znów książka drogi. Niemniej jednak okoliczności, w jakich zaistniała konieczność przemieszczenia się jest inna niż można to było przewidzieć.

                Powyższe rozwinięcie fabuły według mnie wypadło bardzo wiarygodnie i jednocześnie dobrze. Książka trzyma w napięciu, zwłaszcza scena z mostem czy oględzinami statku. Na pewno czyta się ją bardzo sprawnie i nie jest tylko zasługa formy dziennika, ale po prostu ciekawie poprowadzonej akcji. Ponownie zostały przedstawione pewne triki survivalowe, choć tym razem są bardziej techniczne lub związane z militariami.

                Zmieniło się również zachowanie antagonistów powieści czyli zombie. Z jednej strony jest to walor książki, gdyż dostajemy od autora coś „nowego”, z tymże podnoszenie niektórych ich umiejętności wydaje mi się zbyt daleko posunięte i nie wiem czy do końca pasuje do wizji ożywionego, ale jednak trupa. Napisałam „nowego” w cudzysłowie, gdyż niektóre motywy dotyczących zombie były już wykorzystane w innych utworach literackich czy filmowych (np. motyw łączenia się w hordy).
                Do zarzucenia mam to, że główny bohater się nie rozwinął. Jego życie wewnętrzne jest totalnie puste. Relacje z Tarą czy z John’em są jedynie zasygnalizowane i tyle. O innych postaciach też niewiele wiemy. Myślę, że należy docenić zamysł autora wprowadzenia nowego, muzułmańskiego bohatera Saiena, którego obecność w kontekście militarnym jest dość ciekawym posunięciem. Jednak potencjał rozwinięcia tematu pojednania zachodu ze wschodem w sytuacji ogólnoludzkiego zagrożenia nie został wykorzystany. Niestety książka cierpi na te same grzechy co poprzedni tom: brak rozwoju relacji międzyludzkich i płaskie postaci.
                Nie przekonywał mnie również finał powieści. Nie znam się na wirusologii, ale mam poważne wątpliwości, czy to co postanowił zrobić autor, jest tak naprawdę niezbędne dla opanowania wirusa i uratowania ludzkości.
                Podsumowując, książkę czyta się szybko, jest emocjonująco, autor pisze o tym na czym się zna, a okładka jest ładniejsza niż w poprzednim tomie. Jednak w związku z wymienionymi przeze mnie wadami jestem w stanie ocenić książkę tylko (a może aż?) na sześć punktów.

Ocena 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.



Anna Mackiewicz
Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Nie rozumiem, co świat widzi w tych zombie, że tak wałkuje temat w kółko. Nie moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tu nie tyle chodzi o same zombie, tylko o emocje związane z tym jak przetrwać w świecie, w którym jesteśmy w ciągłym zagrożeniu. Walka z przeciwnościami losu jest tematem mocno inspirującym pisarzy od wieków i chyba już tak zawsze pozostanie. Rozumiem jednak niechęć do zombie samych w sobie. De facto są po prostu obrzydliwi ;). Pozdrawiam

      Usuń
  2. A ja się podpisuję pod awersją do zombie jako motywu - ja rozumiem przetrwanie w realiach postapo, ale dla mnie wybranie akurat zombiaków jako źródła zagrożenia to pójście po najmniejszej linii oporu i brak wyobraźni autorów. Bo ileż można? W książkach ciągle zombie, w filmach zombie, w planszówkach zombie. Weźcie wymyślcie coś innego, no :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są gusta- jedni lubią czytać o romantycznych uniesieniach, inni o kryminalnych zagadkach, a jeszcze inni lubią zombie. Dla tych właśnie czytelników pisał autor "Armagedonu" i jeśli ktoś nie lubi takich książek to chyba nie ma sensu, aby po nie sięgał. A czy motyw jest przebrzmiały? Wskazałabym co najmniej kilka, które są bardziej wykorzystywane. Jednak jakby się tak zastanowić to nie ma książki, która byłaby w pełni nowatorska- jakiś schemat zawsze się pojawi i jest to nieuniknione. Istotnym jest to jak podejdziemy do danego motywu, a w przypadku J.L. Bourne jego autorski pomysł polegał na napisaniu dziennika. Czy fakt, że autor postawił na temat zombie i to one stanowią główne źródło zagrożenia świadczy o jego braku wyobraźni? Nie- to wszystko jest w ramach konwencji- trudno oczekiwać, żeby książka o martwych istotach zjadających żywe, nie bazowała na lęku tych drugich przed tymi pierwszymi.

      Usuń