piątek, 5 stycznia 2018

"Atomic Blonde"- David Leitch

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o filmie większa część społeczności internetowej krzyczała caps lockiem, jakoby ten film miał być "Bondem w spódnicy".
M16 zdecydowanie Bondem nie była, mimo licznych akcji przy użyciu pistoletu, nosiła za to całkiem seksowne sukienki, których skrycie można jej zazdrościć.


Przejdźmy do rzeczy...
Kim w takim wypadku była?
Zdecydowanie kobietą i to taką z krwi i kości. Nie można odmówić jej znakomitej umiejętności posługiwania się bronią czy znajomości sztuk walki. Przecież była agentką specjalną brytyjskiego wywiadu! Na ekranie widzimy ją w wielu ciężkich i skrajnych sytuacjach. Widzimy jej wciąż niewzruszoną twarz i czujne oczy. Mogłoby się wydawać,że jak na dobrą agentkę przystało- nie czuje zupełnie nic. Jej słabości jednak obnażają chwilowe momenty zatrzymania, krótkie i ulotne spojrzenia rzucane wprost w kamerę.







Leitch stworzył kino akcji dla kobiet i to całkiem niezłe kino. Dostajemy tam prawdziwą bohaterkę, która ze względu na swój zawód próbuje oszukać sama siebie. Nie ma wątpliwości,że ta postać nie odbiega daleko od rzeczywistości. Co więcej nie jest też fizycznie aseksualna, jak większość bohaterek typu "wojowniczki", wręcz przeciwnie jej sposób ubioru i zachowania są bardzo kobiece. Mimo ogromnej siły zewnętrznej i wewnętrznej pod wieloma względami emanuje seksem. Koniecznie muszę złożyć hołd reżyserowi w jednej kwestii, mianowicie: brak kochanka i jakichkolwiek dwuznacznych kontaktów z mężczyznami jest dla mnie tutaj dużym, niestereotypowym plusem!









Bardzo ciekawa jest warstwa kolorystyczna filmu. Większość kadrów oświetlona jest mocnym światłem neonowym i przywodzi na myśl oldschoolowe berlińskie kluby pełne muzyki Davida Bowie. Paleta barw rozciąga się od mocnego różu po ciemne fiolety i dzięki temu tworzy dziwnie surrealistyczny i futurystyczny klimat nie z tego świata. W wielkim skrócie: czuć ten cudowny nastrój i koloryt Berlina przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Myślę,że mogę się pokusić o delikatne stwierdzenie,że mamy do czynienia z lekkim nadłożeniem formy nad treścią. Film od strony wizualnej zrobiony jest genialnie, specjalnie dobrane barwy, wykorzystanie ciekawych elementów do pokazania sceny z różnych perspektyw czy brak groteskowych efektów specjalnych to tylko niektóre atuty strony technicznej. W chwili oglądania wydaje się,że wszystko zostało dokładnie przemyślane.

Również część fabularna nie zostaje bez pozytywów! Sceny walki zrobione są niesamowicie realistycznie. Nie dostajemy tutaj ostrej sieczki przy pomocy karabinu maszynowego i stu trupów rozrzuconych po zakrwawionej podłodze. Sceny prowadzone są w sposób bardzo prawdziwy. Jak na taki film ofiar jest bardzo mało. Mogę powiedzieć,że jest ich wystarczająca i odpowiednia ilość jak na możliwości fizyczne kobiety nawet tak przebiegłej jak nasza Atomic Blonde.




Oczywiście film nie jest idealny w każdym detalu, ma w sobie pomyłki scenariuszowe czy techniczne, ale mimo to ogląda się go naprawdę dobrze. Zwłaszcza, że te czas umila doskonale dobrana muzyka z lat osiemdziesiątych. Co ciekawe użyto tam zarówno anglojęzycznych jak i niemieckojęzycznych utworów.

Jak dla mnie ten film jest dużym krokiem na przód jeśli chodzi o pierwszoplanowe postaci kobiece. Szkoda tylko,że historia jest tak podobna do tych klasycznych z męskim protagonistą na czele. Być może w najbliższym czasie doczekamy się bohaterki pionierki. Takiej, która nie opiera się na żadnym męskim wzorcu.




MOJA OCENA 7/10


Za możliwość zapoznania się z filmem bardzo dziękuję



Dominika Burnagiel






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz